czwartek, 8 listopada 2012
środa, 7 listopada 2012
Połowicznie dobra strona świata
Kiedy Bóg drzwi zamyka – to otwiera okno
ks. Jan Twardowski.
W wypadku okien zakratowanych mamy zaś tak, że jak okno jest zakratowane:
Świat jest po dobrej stronie, w połowie przynajmniej .
ks. Jan Twardowski.
W wypadku okien zakratowanych mamy zaś tak, że jak okno jest zakratowane:
to drzwi są zamurowane tylko do połowy.
wtorek, 6 listopada 2012
Radość o poranku
Jak co roku 11 listopada bedo obchody imienim Prota, Sobieżyra, Pafnucego i Spycisława. Jak co roku rano odbędzie się przemarsz orkiestry dętej, który MDK uparł się nazywać capstrzykiem. Czyli, jak podaje Doroszewski, sygnałem na bębnie i trąbce wzywającym do apelu wieczornego.
Szukam wolontariuszy chętnych do przeprowadzenia kwesty na zakup Doroszewskiego, który zostanie poświęcony, nazwany imieniem Jana Pawła II i uroczyście oddany do użytku Miejskiego Domu Kultury w Kolbuszowej. Kontakty na mail.
Szukam wolontariuszy chętnych do przeprowadzenia kwesty na zakup Doroszewskiego, który zostanie poświęcony, nazwany imieniem Jana Pawła II i uroczyście oddany do użytku Miejskiego Domu Kultury w Kolbuszowej. Kontakty na mail.
poniedziałek, 5 listopada 2012
Wiersze bliskie Tekturze
Dawniej była bibuła, tera czasy bogatsze, to jest i tektura. No i Tektura Opolska pisze o RED-zie i książkach tutej i tutej.
Tektura wyciągnęła z Radkowej rozmowy fajny fragment.
,,RW: To dość kosztowny czasowo, energetycznie i finansowo eksperyment. Może lepiej było zająć się prawdziwą działalnością pożytku publicznego, jak ratowanie koni z rzeźni, dokładanie do szpitali onkologii czy hospicjów?
WR: Takie stawianie sprawy to kiepska demagogia. Nie wiem, dlaczego wyręczanie Państwa w roli dostarczyciela usług medycznych ma być szlachetne i usprawiedliwione, a uzupełnianie polityki kulturalnej, a raczej jej braku, gdy chodzi o literaturę, ma mieć etykietkę niezrozumiałej fanaberii pięknoduchów. Państwo i społeczeństwo powinno rozwijać się i działać harmonijnie. Nie da się powiedzieć, że interesują nas tylko szamba, a wodociągi już nie, czy że Państwo ma budować ściany, a obywatele dachy''
Tektura wyciągnęła z Radkowej rozmowy fajny fragment.
,,RW: To dość kosztowny czasowo, energetycznie i finansowo eksperyment. Może lepiej było zająć się prawdziwą działalnością pożytku publicznego, jak ratowanie koni z rzeźni, dokładanie do szpitali onkologii czy hospicjów?
WR: Takie stawianie sprawy to kiepska demagogia. Nie wiem, dlaczego wyręczanie Państwa w roli dostarczyciela usług medycznych ma być szlachetne i usprawiedliwione, a uzupełnianie polityki kulturalnej, a raczej jej braku, gdy chodzi o literaturę, ma mieć etykietkę niezrozumiałej fanaberii pięknoduchów. Państwo i społeczeństwo powinno rozwijać się i działać harmonijnie. Nie da się powiedzieć, że interesują nas tylko szamba, a wodociągi już nie, czy że Państwo ma budować ściany, a obywatele dachy''
Państwo niedomaga na tylu polach, że nie wiadomo, za co się brać najpierw. Mając do wyboru ratowanie dzieci, których rodzicom NFZ podpierdalał latami część pensji, a teraz nie refunduje jakiejś terapii i wspieranie czasopism literackich wybieram rabowanie banków.
Może obok 1 procenta dla OPP powinien być 1 procent odpisu na kulturę i sport?
sobota, 3 listopada 2012
Fatumy
Gdy w lutym 2010 zadzwonił telefon i Radek Wiśniewski powiedział, że Stowarzyszenie Żywych Poetów wyda Księgę wyjścia awaryjnego, Kasia zapytała, czym się teraz będę martwił.
Jako że Chała zwyciężonym, w sensie książka w wiecznym poszukiwaniu wydawcy, jeszcze nie istniała, powiedziałem, ze tego, że RED padnie, zanim mnie wyda.
Byłem blisko, ten numer RED-a jest numerem ostatnim. Coś wisiało zresztą w powietrzu, bo nagrodę SŻP i obietnicę wydania książki odbierałem w Brzegu dwa miesiące później. Było sympatycznie, Adam Zagajewski czytał, odbyła się akcja z cyklu poeci dla Tybetu, chyba czytałem cóś w brzeskiej knajpie i nocnym pociągiem jechałem szybko do domu, bo następnego dnia miałem straszliwie ważne szkolenie w zakładzie pracy w dziedzinie robienia fotografii artystycznej za pomocą leżenia. Żałowałem, że muszę się zwijać, bo następnego dnia, w sobotę, miało dziać się dużo dobrych rzeczy, a i tradycyjna poetycka ruja i poróbstwo mię omijały. Nie wiedziałem oczywiście, że następny dzień miał wyglądać zupełnie inaczej. Na razie zasypiałem w pociągu oparty o wracających do domu ukraińskich gastarbaiterów. Był piątek, 9 kwietnia 2010.
O ostatniości RED-a mówi w RED-zie Radek Wiśniewski. Tzn. stwierdza, że podstawową forma istnienia pism literackich w Polsce jest pół-istnienie w Empikach, poza które nie mogą się przebić - nie tyle z racji braku czytelników, co z racji dystrybucyjnej bandyterki. Podany przez Radka przykład opłaty siedmiu tysięcy złotych za samo wprowadzenie tytułu na półki mnie rozłożył. Za siedem tysięcy to można ze dwie książki poetyckie wydać, i to z przytupem. Całą rozmowę polecam.
Oddaje dobrze klimat, w którym obieg papierowy niby jeszcze chodzi po świecie, ale już jako mózgożerne zombi, a obieg netowy jeszcze się nie narodził - znalezienie czegoś dobrego to godziny harówy grożącej obłędem. coś padło, nic nie powstało i w sumie nie wiem, czy jak wnukom opowiem, że widziałem żywego Adama Zagajewskiego, to czy załapią głębię lansu.
Jako że Chała zwyciężonym, w sensie książka w wiecznym poszukiwaniu wydawcy, jeszcze nie istniała, powiedziałem, ze tego, że RED padnie, zanim mnie wyda.
Byłem blisko, ten numer RED-a jest numerem ostatnim. Coś wisiało zresztą w powietrzu, bo nagrodę SŻP i obietnicę wydania książki odbierałem w Brzegu dwa miesiące później. Było sympatycznie, Adam Zagajewski czytał, odbyła się akcja z cyklu poeci dla Tybetu, chyba czytałem cóś w brzeskiej knajpie i nocnym pociągiem jechałem szybko do domu, bo następnego dnia miałem straszliwie ważne szkolenie w zakładzie pracy w dziedzinie robienia fotografii artystycznej za pomocą leżenia. Żałowałem, że muszę się zwijać, bo następnego dnia, w sobotę, miało dziać się dużo dobrych rzeczy, a i tradycyjna poetycka ruja i poróbstwo mię omijały. Nie wiedziałem oczywiście, że następny dzień miał wyglądać zupełnie inaczej. Na razie zasypiałem w pociągu oparty o wracających do domu ukraińskich gastarbaiterów. Był piątek, 9 kwietnia 2010.
O ostatniości RED-a mówi w RED-zie Radek Wiśniewski. Tzn. stwierdza, że podstawową forma istnienia pism literackich w Polsce jest pół-istnienie w Empikach, poza które nie mogą się przebić - nie tyle z racji braku czytelników, co z racji dystrybucyjnej bandyterki. Podany przez Radka przykład opłaty siedmiu tysięcy złotych za samo wprowadzenie tytułu na półki mnie rozłożył. Za siedem tysięcy to można ze dwie książki poetyckie wydać, i to z przytupem. Całą rozmowę polecam.
Oddaje dobrze klimat, w którym obieg papierowy niby jeszcze chodzi po świecie, ale już jako mózgożerne zombi, a obieg netowy jeszcze się nie narodził - znalezienie czegoś dobrego to godziny harówy grożącej obłędem. coś padło, nic nie powstało i w sumie nie wiem, czy jak wnukom opowiem, że widziałem żywego Adama Zagajewskiego, to czy załapią głębię lansu.
czwartek, 1 listopada 2012
Kolbuszowa miastem biznesu
Specjalną strefę ekonomiczną mamy krótko, ale Kolbuszowa już stała się miastem wielkich możliwości i okazji nie do przepuszczenia.
5,50 to ja za pięćdziesiątkę widywałem, a i to w knajpach tańszych jeno.
5,50 to ja za pięćdziesiątkę widywałem, a i to w knajpach tańszych jeno.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


