Od jakiegoś czasu
Kolbuszowski Magiel wrzuca posty na temat kirkutu, synagogi i w ogóle
żydowskiego dziedzictwa Kolbuszowej. Niestety, całe zaniedbanie tych spraw nie
bierze się z antysemityzmu. Gdyby tak było, sprawa byłaby prosta i
rozwiązywalna. A nie jest. Ale od początku.
Przede wszystkim,
antysemityzmu na ulicach nie czuć, w każdym razie nie bardziej niż średnio w Polsce.
W czasie zeszłorocznego oznaczania granic getta spotkaliśmy się tylko z jedną
reakcją paranoiczną (A czemu to ma
służyć?Kto za tym stoi?), jeśli gdzieś nie dało się wywiesić plakatu, to
nie dlatego, że któś cóś do Żydów miał, tylko dlatego, że naczalstwo niczego
nie pozwala wieszać, bo to sieć handlowa czy inna sekta.
Owszem, w dyskusjach o
synagodze stale przewija się podzielany przez część ludzi w Kolbie pogląd, że
Żydzi są chciwi, bo chcą pieniądze za synagogę. Tak, u jego podstaw w jakiejś
części na pewno leżą antysemickie stereotypy mówiące o mitycznym bogactwie i
wpływach Żydów. Ale przede wszystkim stoi za nim to, że większość ludzi w
Kolbie nie zadała sobie pytania: „Komu podarowałbym za friko 300 tysięcy
złotych”? Ani tym bardziej nie odpowiedziała sobie uczciwie na pytanie, czy
mając na głowie setki zrujnowanych bożnic i zdewastowanych cmentarzy żydowskich
nie wolałaby paru synagog opchnąć, żeby przynajmniej jedną porządnie
wyremontować.
Ale u źródeł
wszystkiego leży inna sprawa. Dbanie o żydowskie dziedzictwo się nie opłaca.
Przede wszystkim nie
opłaca się w sensie ekonomicznym. Dobrze utrzymany cmentarz? Wyremontowana
synagoga? Szlak śladami kolbuszowskich Żydów poprowadzony przez miasto (z, a
co, poszalejmy, kodami na smartfona, broszurami, etc.)? Ok, ale piniondz z tego
będzie tylko od turystów. A piniondz od turystów trafia głównie do Muzeum
Kultury Ludowej, które jest księstwem niezależnym od samorządu, poza tym, o ile
dobrze czytam samorządową wizję rozwoju Kolby, to nie turysta z biedy i nędzy
nas wydźwignie, a przemysł wielki, co nam w strefie niechybnie rychło jako
lelija zakwitnie.
Dbanie o żydowską
spuściznę nie opłaca się też politycznie. O ile każda złotówka wydana na OSP,
kluby sportowe czy imprezy wróci w postaci głosów, każda złotówka wydana na
martwych Żydów przepada w czeluściach. Kupić za nią można tylko głosy freaków
mojego pokroju, a inwestycja to niepewna, bo takie freaki lubią nie iść na
wybory.
Nawet jeśli samorząd
angażuje się w jakieś działania na rzecz lokalnej tożsamości, ma to zwykle kontekst
polityczny – vide most im. Ofiar Katastrofy Smoleńskiej i rondo im. Mazana.
Także i tutaj Żydzi nieżywi są niepraktyczni.
Tak więc, podsumowując –
synagoga i kirkut wyglądają, jak wyglądają nie dlatego, żeśmy jako społeczność
lokalna antysemity jakieś, nie. Wyglądają jak wyglądają, bośmy do bólu
materialisty i pragmatyki. Z tego też powodu nic się nie zmieni – o ile Unia albo
Nisselbaumowie nie sypną piniondzem, który zmienia priorytety w ułamku sekundy.



