czwartek, 10 maja 2012

277,5 w bibliotece

Jutrzejsze granie 555 w bibliotece mogło być najdziwniejszym w historii projektu. Szymka ni ma. Mnie też mogło nie być. W razie nieobecności mojej z powodu porodu wierszydła zostawione miał czytać ktoś z kolbuszowskiej biblioteki. Ale pojszło dobrze, jutro czytam o 20 razem z Piotrkiem Jemioło. Dyr. Jagodziński zakłąda, że zdałoby się jakieś bębnienie. Niemniej Szymka ni ma, więc zagra projekt 275,5. Czyli jo. I bongosy.

poniedziałek, 7 maja 2012

rodzić po Lucku

Po Luckym Lucku oczywiście.

Młody człowieku, jeśli szukasz żony w prawym dolnym rogu Polski, niech ta historyja o mojej da Ci do myślenia. Nie o to chodzi, że na dzień przed pójściem do szpitala w sprawie porodu szalałą z nożycami do strzyżenia owiec. Nie o to też, że na dwa dni przed poprwiała potrącone przez konia przeszkody, a gdy zmęczona usiadła na belce stacjonaty, zapytana przez skaczącego dwa metry dalej ślubnego, czy uważa, że to dobre miejsce dla ciężarnej kobiety zapytała : a co, złamie się?
Ale pomnij, że gdy rano zadzwoniła ze szpitala, jej pierwsze zdanie nie tyczyło się bóli, skurczy i innych tam takich. Nie. Pierwsze zdanie brzmiało Był już kowal? A jeśli myślisz, że po zaspokojeniu ciekawości o aktywność podkuwacza Moja Dużo Lepsza Połowa przeszła do interesującej nas tematyki, mylisz się. Drugie zdanie brzmiało :Mam nadzieję, że uwiązałeś owcę. Gryzie drzewka.


Dla porównania: ja już po raz trzeci nie przeciąłem pępowiny. Za miętki jestem.

Wiatraki, vol. 4

W rozmowach na Górnej i w Weryni wraca pytanie: dzie jes plan zagospodarowania przestrzennego naszych wsi? I czy przewiduje on możliwość przekształcenia krajobrazu naszych wiosek z rolniczego w przemysłowy?

W sumie mamy w gminie trzech blogujących radnych (przewodniczącego Rady nie liczę, bo wiele wskazuje na to, że po wrzuceniu wpisu zaczynającego dyskusję Sz.P. przewodniczący zapomniał loginu bloga. Nieważne, ktoś z trójki ucieszyłby mieszkańców obu wiosek wrzucając na swój blo kopie planów.

No miło by było, bo propozycja postawienia flaszki domowego kwasu chlebowego to już by była korupcja, nie?

piątek, 4 maja 2012

Kolbuszowa, miasto biznesu.

Kupiłem osełkę do kosy, bo sezon czas zacząć. Targowanie zacząłem od ośmiu złotych, skończyłem na czterech. Realna wartość wolnorynkowa osełki to ok. 2 złotych. Czy zrobiłem dobry interes, bo zbiłem w negocjacjach 50% ceny? Czy zrobiłem zły, bo zapłaciłem 200% ceny normalnej? Raczej to pierwsze, bo do ceny trzeba doliczyć lekcję zanikającej sztuki targowania i kontakt z żywą babcią, która nigdy nie będzie zasobem ludzkim za kasą, której zresztą nie miała.

wtorek, 1 maja 2012

Ratunek dla języka

W chcwili, w któej słowa zajebiście nie wypikowuje już nawet reżimowa Trójka w niedzielę rano (sprawdzone), w której wulgarność słowa kurwa jest dla ok. 75% społeczeństwa czymś abstrakcyjnym, pojawił się ratunek dla języka.

Franek.

Potrafi zdrabniać wszystko. Zdrabnianie rzeczowników to pestka, przymiotników takoż.

Franek potrafi zdrabniać też czasowniki. Dodaje morfem -k- i pozamiatane.

Siadkać.



Boże, coś Polskę

A tu już nie ma Greka, ani Żyda, obrzezania, ani nieobrzezania, barbarzyńcy, Scyty, niewolnika, wolnego, lecz wszystkim we wszystkich jest Chrystus.


Ko. 3:11


Trzydniowa majówka/majowa trzydniówka. Jak zwykle o tej porze dumam nad modłami za Ojczyznę. Nigdy nie mogłem załapać, o co w tym chodzi. Tzn. czemu nie modlić się za wszystkich ludzi, tylko za tych mieszkających w dorzeczu Wisły i Odry? Zagłębiając się jeszcze bardziej w retorykę okołotrzeciomajowych kazań dochodzimy do jeszcze bardziej skomplikowanego zagadnienia otaczania łaską potęgi i chwały, tzn. opieki nad tzw. Narodem. Podstawowe pytanie brzmi: na czym ta opieka miałaby polegać? Jeśli nad wychodzeniem cało z różnych opresji, to patrząc na współczesną Europę musielibyśmy uznać, że Bóg jednak trzyma z protestantami, a np. takich prawosławnych i grekokatolickich Ukraińców nie cierpi. Powstaje też inne pytanie: dlaczego Bóg miałby się opiekować tylko narodem w rozumieniu tego słowa używanym do XIX wieku, tzn. tylko szlachtą, pozwalając 90% mieszkańców tych ziem trwać w stanie faktycznego niewolnictwa.
Coś ta opieka i szczególna troska o Polaków, o której księża dużo mówią przy tej okazji, wygląda podejrzanie.
Przy okazji innych rocznic dumam też nad modłami za poległych w obronie ojczyzny. Dobrze, bo trzeba się za umarłych modlić. Ale czemu tylko za tych z jednej strony. Ja się pytam, co z agresorami? Po pierwsze, poborowy z Wehrmachtu niczym nie różnił się od poborowego wziętego do wojska w ramach mobilizacji w '39, a po drugie, czy nie mamy się modlić za nieprzyjaciół? W żadnym kościele jednak nie słyszałem na mszach okolicznościowych  wezwania o modlitwę za ss-manów, Moskali i inne wraże siły, modlitwy takoż potrzebujące.
Niemniej pójdziemy 3 maja do kościołów i znowu dowiemy się, że jakkolwiek nie ma już Żyda ani Greka, to ostał się Polak. I to jeszcze jak!