Spinacz jak Spinacz. Kapele zagrały, deszcz popadał.
Gwoździem imprezy, absolutnym wcieleniem folku był ogródek. Między ogródkami piwnymi a sceną, na samym środku festiwalu był ogródek. Między potężnym nagłośnieniem a potężnym zmechaceniem zbiorowym rósł sobie koper, porzeczka czarna i malyna.
Wszystko ogrodzone i pilnowane przez Sotery w kamizelkach taktycznych, z litrowymi pojemnikami z gazem i pałkami.
Ogródka pilnowali też dyskretnie tajniacy z dystansu.
To był najbezpieczniejszy koper w galaktyce.
200% folku.
poniedziałek, 16 lipca 2012
czwartek, 12 lipca 2012
Studnia i WJF proszą o pomoc
Sytuacja jest niewesoła. Jacek Podsiadło, człowiek, który dał mnie, Jarkowi i Szymkowi godzinę dobrego czasu na antenie swojego radia, ojczymowe błogosławieństwo i nieskrępowaną wolność na stronie radia www.studnia.org.pl napisał dziś:
,,Z samego dna "Studni" zwracam się do Was, bracia i siostry; słuchaczki, słuchacze i słuchaczęta. Oto nadchodzi ku nam wielkimi krokami KONIEC. Koniec upiorny i straszny, koniec bolesny i nieodwracalny. Koniec końców, jak to mówią. Po czterech latach zabawy, która bywała i walką, nie jestem w stanie dłużej utrzymywać z własnej kieszeni tego radia. Koniec lipca będzie też końcem Domowego Radia. Ewentualnie może się uda przedłużyć agonię, która zawsze jest widowiskowa, do końca wakacji. Chyba, że znajdzie się kilku sponsorów, skłonnych wyrzucić w błoto stówę co miesiąc. Albo jeden skłonny wyrzucić co miesiąc kilka stów. Dlatego też piszę o tym tutaj, bo a nuż ktoś z Was zna kogoś bogatego, kto nie wie, co robić z pieniędzmi. Ale od razu mówię, że nie chodzi o pospolite ruszenie pt. zrzućmy się po dysze, tylko o sponsorów z prawdziwego zdarzenia.
Kurde, nie mogę nawet ponarzekać, że ktoś nas zniszczył albo że jakaś wielka niesprawiedliwość się dokonała. Po prostu, zwykła proza życia: brak kasy.
Oczywiście przed definitywnym końcem wygłoszę jeszcze co najmniej jedno piękne przemówienie - to teraz to tylko mała przymiarka.
Wasz Ojczym Pro.''
Anonimowych szejków naftowych proszę o kontakt na mail.
środa, 11 lipca 2012
Tyranozaur a sprawa polska
Unde malum? Jak ze zła wyprowadzić dobro? Dlaczego przemijamy? Z tymi problemami mierzy się Hania za sprawą tyranozaurów. Z jednej strony istnienie czegoś tak dużego i mięsożernego prowokuje u niej rozmyślania nad obecnością zła w świecie, z drugiej to, że mimo wszystko skurczysyny wyzdychały sprawia, że duma nad ulotnością świata, którą odkrywa. Problemy filozoficzne formułuje tak.
- Jak Pan Bóg broił się przed dinozaurami? Czy tyranozaury s ą w niebie i Pan Bóg je oswaja? A gdyby były takie miłe, dobre tyranozaury i taki zły komornik, to czy tyranozaury pokonałyby komornika?
wtorek, 10 lipca 2012
Metafory
Kontynuuję zapisywanie Haninych metafor na jej prośbę. Z tego weekendu - burza piękna jak z blasku kwiat.
czwartek, 5 lipca 2012
Pstrąg Zabijucha
Mój ulubiony napis na murze. To on zadecydował, że wybrałem krakowską polonistykę, że zamiast pójść ze wszystkimi prawie znajomymi do Warszawy znalazłem się sam w depresyjnym jak nieszczęście Krakowie, etc. Ale napis nadal wyraża wszystkie moje polityczne pragnienia.
wtorek, 3 lipca 2012
Ręka
Ludzie słuchają, co, patrzą czasem, na czym, a rzadko zwracają uwagę na to, czym grają muzykanci. Kontrast między wyglądem muzykanckich dłoni a tym, co spod nich wychodzi powala czasem na ziemię.
Wytęż wzrok i policz palce.
Wytęż wzrok i policz palce.
poniedziałek, 2 lipca 2012
Wróg cię kusi coca-colą
Wybiócza czwartkowa zapodała wywiad z niejakim kominkiem. Też nie wiem, kto to jest i, prawdę mówiąc, mam to w dupie, czego sobie i państwu życzę. Bloger ponoć. W wywiadzie pada wypowiedź:
,,Wzbudzałem kontrowersje, kiedy pisałem o tym na blogu, ale uważam, że nie powinno się starać o dziecko wtedy, kiedy nie można mu zapewnić godnego życia. Czyli markowych ubrań, wakacji, biletu do kina, coca-coli zamiast taniej oranżady. Tym, którzy biorą się do robienia dziecka w takiej sytuacji, bardziej zależy na posiadaniu niż miłości.
Więcej... http://wyborcza.pl/1,75480,11865756,Kominek__Nie_ma_wolnosci_na_moim_blogu.html?as=4&startsz=x#ixzz1zV1okZYr''
,,Wzbudzałem kontrowersje, kiedy pisałem o tym na blogu, ale uważam, że nie powinno się starać o dziecko wtedy, kiedy nie można mu zapewnić godnego życia. Czyli markowych ubrań, wakacji, biletu do kina, coca-coli zamiast taniej oranżady. Tym, którzy biorą się do robienia dziecka w takiej sytuacji, bardziej zależy na posiadaniu niż miłości.
Więcej... http://wyborcza.pl/1,75480,11865756,Kominek__Nie_ma_wolnosci_na_moim_blogu.html?as=4&startsz=x#ixzz1zV1okZYr''
I nie chodzi o to, że w polszczyźnie standardowej słowo ,,godny'' zaczęło oznaczać ,,dostatni'', bo to już wiadomo od dawna. Nie chodzi o to, że następne pytanie dziennikarza powinno brzmieć ,,że, kurwa, co?'', a nie brzmi. Bo też się przyzwyczaiłem.
Idzie o tanią oranżdaę. Bo z godnym życiem nie kojarzy mi się żadna coca-cola (Oby Kominkowi nosem wyszła), ale tania oranżada typu Kaskada właśnie. Kaskada, którą odświętnie poili nas rodzicie i wujkowie, robotnicy kombinatów, pegeerowscy chłopi, ludzie żyjący, no właśnie, biednie, ale godnie,. Robiący coś ważnego i pożytecznego za nieduże pieniądze. Kupujący czechosłowackie kaszki dla dzieci, które smakowały jak nic innego, robiący nutellę z kakaa (kakała, a co!) z masłem. Kupujący fatalnie wydane (dlaczego Wydawnictwo Literackie kleiło książki śliną wielbłąda?) świetne książki i czytający je po szychcie w ogórkach czy innych płodach. No i Kaskada - siermiężna butelka z kaucją + cośtam w środku kupiona za te zapracowane grosze z Waryńskim czy innym tam oprawcą Łemków i Bojków.
Oranżaady taniej będę bronił jak niepodległości.
A jak ktoś mi będzie jojczał o godnym życiu w kontekście mania mnóstwa piniędzy, to ożenię kosę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



