Foteliki samochodowe docierają i na Podkarpacie.
Początki zawsze są trudne.
czwartek, 11 października 2012
środa, 10 października 2012
Wiatrak - instrukcja obsługi
Wiatrak w pobliżu domu daje mnóstwo nowych możliwości. Można na przykład wystrugać sobie ze starego kosiska kopię (ale, cytując pewnego znanego wójta, nie będzie to kopia w sensie kopii), obrócić kobyłę pyskiem w stronę wiatraka. Następnie powolutku udajemy się w stronę wiatraka, stopniowo przyspieszając, przechodząc w końcu do pełnego galopu, ale jednocześnie nie nastawiając się na cuda na kiju.
Pamiętajmy, że będzie to bardzo piękne, dobre i malownicze.
Pamiętajmy jednak, że mimo to będzie to kompletnie bez sensu. Albo wskutek, bo związki fajności z brakiem sensu chodzą dziwnymi drogami.
poniedziałek, 8 października 2012
Antropologia Jezycjady
Czort z Najkaczem, czort z Kościelskimi. Jestem infantylnym prostakiem, nie boję się do tego przyznać i prawdopodobnie nic mnie tak literacko tej jesieni nie ruszy, jak nowy tom Jezycjady.
Po tym bolesnym comming oucie czas na dopisanie do tego jakiejś pseudointelektualnej ideologii. Bo McDusia to nie jest zwyczajny tom Jeżycjady. To jest mroczny i dekadencki tom Jeżycjady, przez to zostawiający czytelnika z pewnym ciężarem na sercu. Nie idzie nawet o to, że dominantą utworu jest śmierć profesora Dmuchawca i że motyw śmierci pojawia się jeszcze ze dwa razy w tomie. Idzie o załamanie pewnej jeżycjadowej antropologii.
W Jeżycjadzie chodziło bowiem zawsze o antropologie, perypetie miłosne całego batalionu krewnych i znajomych Borejków miały być tylko fabularnym kręgosłupem, na którym siedziała sobie cała wizja świata, człowieka i zbawienia. Antropologia Jeżycjady jest w zasadzie pelagiańska, zbawienie jest dostępne dla każdego, w dodatku zbawienie nie jest do osiągnięcia specjalnie trudne. Wszyscy są otwarci w różnym stopniu na zbawcze siły, jakkolwiek w Jeżycjadzie pojmowane. To wyróżniało zawsze cykl na tle całej popkultury, która jest zasadniczo manichejska [tu długa dygresja nr 1 - u takiego Tolkiena na przykład świat jest czysto manichejski i to w sposób dość paskudny. o ile możliwe jest przejście między dobrem a złem, o tyle w drugą stronę - praktycznie nie. U Tolkiena zło nie jest zbawiane, a niszczone, dlatego tego starego nudziarza dało się przenieść na ekrany i zapędzić przed nie tłumy. Musierowiczowej zekranizować się nie da, nie tyle ze względu na wielowątkowość, co manichejskość kultury masowej (tu długa dygresja numer 2 - nawet Wojciech Wencel recenzując programy telewizyjne dla Gościa Niedzielnego jest manichejczykiem. Jak w filmie bzykają się bez celu i sensu, film jest zawsze be, jak się bez sensu i celu zabijają, jest spoko. Wencel jako poeta może i katolickim poetą jest, ale recenzentem telewizyjnym jest manichejskim)].
W McDusi jeżycjadowa antropologia się, jak mówiłem, załamuje. Gabrysia stwierdza, że są ludzie, dla których nie ma nadziei, a są nawet ludzie, których pozostaje się tylko bać. Co prawda Ignacy Grzegorz dochodzi na końcu do wniosków czysto jeżycjadowych - że ruch ku dobru jest możliwy w każdym wypadku. Ale nie wiadomo, czy Ignacy Grzegorz nie jest na początku drogi, którą w tomie kończy Gabrysia. Ku takiej interpretacji skłania pojawienie się w tomie postaci niezbawialnej, ukształtowanej niezgodnie z dotychczasową jeżycjadową antropologią, zgodnie z którą dusza ludzka naturalnie ciąży ku dobru, a zbawienie jest dla niej dostępne.
Jeżeli Musierowicz kapituluje, wiedz, że coś się dzieje.
Po tym bolesnym comming oucie czas na dopisanie do tego jakiejś pseudointelektualnej ideologii. Bo McDusia to nie jest zwyczajny tom Jeżycjady. To jest mroczny i dekadencki tom Jeżycjady, przez to zostawiający czytelnika z pewnym ciężarem na sercu. Nie idzie nawet o to, że dominantą utworu jest śmierć profesora Dmuchawca i że motyw śmierci pojawia się jeszcze ze dwa razy w tomie. Idzie o załamanie pewnej jeżycjadowej antropologii.
W Jeżycjadzie chodziło bowiem zawsze o antropologie, perypetie miłosne całego batalionu krewnych i znajomych Borejków miały być tylko fabularnym kręgosłupem, na którym siedziała sobie cała wizja świata, człowieka i zbawienia. Antropologia Jeżycjady jest w zasadzie pelagiańska, zbawienie jest dostępne dla każdego, w dodatku zbawienie nie jest do osiągnięcia specjalnie trudne. Wszyscy są otwarci w różnym stopniu na zbawcze siły, jakkolwiek w Jeżycjadzie pojmowane. To wyróżniało zawsze cykl na tle całej popkultury, która jest zasadniczo manichejska [tu długa dygresja nr 1 - u takiego Tolkiena na przykład świat jest czysto manichejski i to w sposób dość paskudny. o ile możliwe jest przejście między dobrem a złem, o tyle w drugą stronę - praktycznie nie. U Tolkiena zło nie jest zbawiane, a niszczone, dlatego tego starego nudziarza dało się przenieść na ekrany i zapędzić przed nie tłumy. Musierowiczowej zekranizować się nie da, nie tyle ze względu na wielowątkowość, co manichejskość kultury masowej (tu długa dygresja numer 2 - nawet Wojciech Wencel recenzując programy telewizyjne dla Gościa Niedzielnego jest manichejczykiem. Jak w filmie bzykają się bez celu i sensu, film jest zawsze be, jak się bez sensu i celu zabijają, jest spoko. Wencel jako poeta może i katolickim poetą jest, ale recenzentem telewizyjnym jest manichejskim)].
W McDusi jeżycjadowa antropologia się, jak mówiłem, załamuje. Gabrysia stwierdza, że są ludzie, dla których nie ma nadziei, a są nawet ludzie, których pozostaje się tylko bać. Co prawda Ignacy Grzegorz dochodzi na końcu do wniosków czysto jeżycjadowych - że ruch ku dobru jest możliwy w każdym wypadku. Ale nie wiadomo, czy Ignacy Grzegorz nie jest na początku drogi, którą w tomie kończy Gabrysia. Ku takiej interpretacji skłania pojawienie się w tomie postaci niezbawialnej, ukształtowanej niezgodnie z dotychczasową jeżycjadową antropologią, zgodnie z którą dusza ludzka naturalnie ciąży ku dobru, a zbawienie jest dla niej dostępne.
Jeżeli Musierowicz kapituluje, wiedz, że coś się dzieje.
Dziedzic lutni i imienia
Gdy po pierwszej próbie Justyna zadała fundamentalne pytanie ,,Ej, a właściwie, ile ty masz lat''? uznałem, że czas wychować następców.
Oto efekty:
chmiel wersja Haniołek i Franek
A tak grają starzy - jeszcze bez fletu, ale to się zmieni:
chmiel wersja stare ludzie z projektu 555
Oto efekty:
chmiel wersja Haniołek i Franek
A tak grają starzy - jeszcze bez fletu, ale to się zmieni:
chmiel wersja stare ludzie z projektu 555
piątek, 5 października 2012
Totart not dead.
A w Poznaniu 12 Wielkie Nocne Czytanie z okazji wręczenia Nagrody Kościelskich. Czytają:
Jacek Podsiadło / Janusz Radwański
Jolanta Stefko / Bianka Rolando
Adam Wiedemann / Szymon Szwarc
Prowadzenie: Eliza Szybowicz
12 października 2012 roku, Malarnia, godz. 18.00
Jolanta Stefko / Bianka Rolando
Adam Wiedemann / Szymon Szwarc
Prowadzenie: Eliza Szybowicz
12 października 2012 roku, Malarnia, godz. 18.00
Wstęp bezpłatny.
Z tej okazji mam odwieczny męski problem pt. ,,Nie mam się w co ubrać''. Bo to w koszulkach noszonych od liceum żona mnie nie puści, bo siara. A garnitur trza oszczędzać do trumny. Problem rozwiązuje Haniołek, który ma fazę na łamanie tabu.
Haniołek: Koszulka musi być wysmarowana kupą i śmierdzieć.
Gdybyśmy się urodzili 20 lat wczesniej, rzucalibyśmy z grupą Totart gównem na scenie. Oboje z córką, oczywiście.
czwartek, 4 października 2012
Staliśmy ławą pod Mławą
Żona nie przyjmuje już wyjaśnień, że pęknięte szkło w moich okularach to hołd dla Korowiowa z Mistrza i Małgorzaty. Trza iść do optyka z receptą okulisty, który już teraz przyjmuje zapisy na następny rok.
Trza iść do prywatnego. Trza zarobić piniondze. Szanse daje konkurs literacki Zaufaj Słowu w Mławie. Celem konkursu jest m.in. ,,-odkrywanie wartości patriotycznych ,zwłaszcza w odniesieniu do II wojny światowej przez pryzmat roku 1939 i Bitwy pod Mławą'' (spacja PRZED przecinkiem oryginalna).
Trza iść do prywatnego. Trza zarobić piniondze. Szanse daje konkurs literacki Zaufaj Słowu w Mławie. Celem konkursu jest m.in. ,,-odkrywanie wartości patriotycznych ,zwłaszcza w odniesieniu do II wojny światowej przez pryzmat roku 1939 i Bitwy pod Mławą'' (spacja PRZED przecinkiem oryginalna).
Pryzmat kojarzy mi się z okładką Floydów, więc, oględnie mówiąc, analnie, ale nic to. W konkursie nagrodzony bedzie m.in.
,,–wiersz o tematyce związanej z Bitwą pod Mławą 1939 roku, wojną obronną 1939 roku z uwypukleniem pozycji Mławskiej''
Mecenas płaci, mecenas wymaga. Poeci to pryszcz, ale jurorzy, jurorzy! Co roku przez ich ręce przetacza się fala wierszy o bohaterstwie żołnierza polskiego pod Mławą ze szczególnym uwypukleniem pozycji mławskiej. Żołnierz z uwypukloną pozycją może śnić im się po nocach. Postanowiłem podejść do sprawy psychologicznie. Wyślę po prostu najkrótszy wiersz. Jurorzy o skołatanych nerwach rzucą się na niego jak żołnierze pod Mławą do zbawczego okopu i go wybiorą, bo ocali ich przed koniecznością czytania wierszy dłuższych.
Wiersz brzmi:
Pod Mławą
Staliśmy ławą.
Nadeszły Niemce
I nie staliśmy więcej.
Witajcie nowe okulary!
wtorek, 2 października 2012
Święty
Dziś wspomnienie św. Jana od Ewakuacji.
I składamy dzięki za te wszystkie razy, kiedy nam się udało dać nogę, licząc na wsparcie w podobnych razach, kiedy trzeba uniknąć jakichś razów.
I składamy dzięki za te wszystkie razy, kiedy nam się udało dać nogę, licząc na wsparcie w podobnych razach, kiedy trzeba uniknąć jakichś razów.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


