Dziś wyjątkowo wiersz spoza mojej bajki trochę. Ale też jak Nastka z Lem.fm spytała, czy kiedyś tłumaczyłem, to nie dało się powiedzieć, że nie. W końcu Lem.fm jako drugie radio po Studni przygarnęło nasze audycje i w ogóle poznało się na radiowych geniuszach ekipy Wszystko Jest Folkiem. Na marginesie wiersza przypomniała mi się sprawa używania przymiotnika
opuszczony w stosunku do łemkowskich cerkwi. W fejsbukowych okołofolkowych dyskusjach uświadomiliśmy sobie, że on jest niehalo trochę. Bo cerkwi nikt nie opuszczał. Podobnie jak tych wszystkich nieistniejących wiosek. No. To wiersz teraz leci. A wiersz ma trafić do Zagrody Maziarskiej w Łosiach, czego i sobie życzę, i Państwu.
Melania Sobyn
Świątynia
Z dala od ludzkich siedzib
Jak arki kadłub drewniany
W aureoli zielonych lip
Z poczerniałymi krzyżami
Przeszłości skarbnico jedyna
W tobie cienie przodków stały
Tyś je zbierała i chroniła,
Stąd fale czasu ich nie zmywały
Do twoje cichej przystani
Jak do życiodajnej krynicy
Szły dzieci, ojcowie i my
Z bogatej czerpać skarbnicy
Tu jedna była owczarnia
Przyjaźniły się serca szczere
Schodziła owczarzy gromada
na upragnioną wieczerzę
Stąd pieśń się niosła błagalna
Z kadzidłem, na wysokości
W lata głodu, moru i wojny
W cierpieniach i żałości
Tyś nas krzepiła, ożywiała
Błogosławiła na przekór losom
Ulgę w nieszczęściach dawała
Słała w drogę ku niebiosom
Dzwonów dzwoniła trójca
Daleko niósł się ich dźwięk
Sławiły Pana i stwórcę,
pogrzebowy wydawały jęk
I chmury odpędzał gradowe
Ich przepotężny śpiew
Aż przyszły burze światowe,
światowa groza i gniew
Wojenna groza wróciła
Nie zabliźniły się okopy
I znów z wojen najstraszliwsza
wstrząsnęła ciałem Europy
Lud cały oblegał świątynię
czekając na pomoc, ratunek
Litości błagali niewinni,
zwycięstwa –niosący rynsztunek
I ciebie błagały dzieci
Szczerze, w pokorze, dobroci
Żeby zniknęli wrogowie
I żeby wojenny czas ucichł
I wysłuchał stwórca modlitwy
I nas od zagłady oszczędził
Tylko diabeł serca ludzkie
W czarną nienawiść zapędził
Rozpłynęły się po ziemi
obcej nienawiści fale
i nasze domy i pola
puste, bezludne zostały
Tyś wtedy właśnie zamilkła
zniknęła kadzidła woń
kliros i chór oniemiały
ograbiła cię obca dłoń
***
Na twoich drzwiach pieczęć spoczęła
I dzwonów na wieży już nie ma
stoisz jak matka wśród wioski
samotna, naga i niema
Stoisz i czekasz
żeby pokuty dzień nastał
aż miną rany, ciernie i krzyż
i przyjdzie Wielkanoc jasna
Przyjdą twe okradzione dzieci
padną tu znów na kolana
i płakać będą i będą się cieszyć
i nastanie znów jedna owczarnia
I staną pod twoim ołtarzem
Modlitwę zaniosą Bogu
sławić będą jego święte imię
wstyd wtedy ogarnie wrogów
Ty nie zaginiesz, Piotrowa łodzi,
Choć tak faluje wzburzone morze
ty staniesz znów czysta i nowa
wszystko przezwyciężyć możesz.