środa, 21 maja 2014

Ludzie z Jasła, czyli dzisiejsza młodzież

A ludzie na spotkaniu w Jaśle wyglądali tak.

Całość TUTEJ

Bo nawet jak się pisze o klęsce, to smęcić nie można.

Z jednej strony mnie ludzie w Jaśle podnieśli na duchu, a z drugiej strony trochę się o nich martwię, bo młodzi są. A ja czytam ostatnio sporo o tym, że okres ciągłego rozwoju ekonomicznego w tej części świata się skończył. Że doszliśmy do punktu, w którym nie da się już co roku mieć coraz więcej tego całego pekabe, bo się nie da i tyle. Czyli że lepsze jutro było wczoraj. Co w Środkowej Europie, w której od kilkudziesięciu lat każde pokolenie ma ekonomicznie lepiej, niż pokolenie poprzednie, brzmi niezbyt wesoło, bo cały czas żyjemy nadzieją, że jednak to lepsze jutro będzie jutro.
Nie wykluczam, że w momencie, w którym okaże się, że nie da się mieć co pokolenie więcej wszystkiego, znajdziemy się w momencie, w którym trzeba będzie co pokolenie bardziej się skupiać nad przeżyciem tego życia jakoś sensownie. Innego wyjścia z tej sytuacji nie widzę. Jakaś nadzieja w ludziach z Jasła, z którymi gadaliśmy o wierszach, kiedy Jasiołka zastanawiała się, czy zalać miasto, czy jednak nie, jest. Możliwe, ze ani oni, ani ja nie pożyjemy w czasach większego pekabu niż pekab naszych, no nie rodziców, ale ludzi, którzy wchodzili w dorosłe życie w latach '90. Ale kto wie, może pożyjemy bardziej?

sobota, 17 maja 2014

Etnografia dla początkujących

Frantiszek: Wy ciągle gadacie o ziemniakach.

Jo: Kto???

Frantiszek: Wy ciągle gadacie o ziemniakach. Z dziadkiem.

czwartek, 15 maja 2014

Lindgren. Czyli cała ta sztuka.

Starszaki (do których awansowała już Łusia) namówiły mnie na kolejną lekturę Mio, mój Mio. A to nie jest łatwa sprawa, ta lektura. Jak się zna zakończenie (ale to naprawdę, naprawdę zakończenie), to czyta się to wszystko z cięższym jeszcze sercem i gardłem ściśniętym jeszcze bardziej.
Poza całością, która jest majstersztykiem, można się w książce (jak to u Astrid Lindgren i Tove Jasson w ogóle) natknąć na zdania, która zatrzymują, wbijają w fotel (metaforyczny, bo czytam siedząc na podłodze) i stawiają wobec spraw ostatecznych i podstawowych naraz.

Stałem, trzymając za rękę mego ojca króla. Chciałem się upewnić, że on jest ze mną, bo to było tak piękne, że nie można było znieść tego samotnie.

Czytam i muszę zrobić przerwę. Lindgren trafiła w punkt. Jest niewiarygodnie precyzyjna. Jest dokładnie tak, jak pisze. Jest w kontakcie z pięknem coś może nie przerażającego, ale jakaś groza jest na pewno. Może to poczucie kontaktu z czymś pierwotnym, czymś spoza, w każdym razie coś, co sprawia, że, no właśnie, trudno naprawdę dobrą sztukę wytrzymać. Podchodzę zawsze do wierszy czy muzyki, która mnie naprawdę rusza, jak pies do jeża. Ostrożnie, bardzo ostrożnie, bo podchodzę do czegoś, co pochodzi nie wiadomo, skąd.

I tak, ma Lindgren rację pisząc o tym, że to są rzeczy nie do zniesienia w samotności. O to chodziło w teatrze antycznym - tragedia wywoływała poczucie wspólnoty człowieczego losu, o to chodzi, tak mi się zdaje, w sztuce, która jest dla mnie ważna - zostawia mnie z poczuciem, że coś takiego, jak ta wspólnota istnieje rzeczywiście. I że jest malutka i krucha.

Jednym słowem - łatwiej po dobrym wierszu, muzyce czy lekturze Mio, mój Mio, trzymać pion, chociaż, paradoksalnie, żyć trudniej. Na jakiś opór materii się trafia i bardziej ją czuje. Dobrze i trudno jednocześnie.

Cholerne namawiacze z tych starszaków są.

sobota, 10 maja 2014

czwartek, 8 maja 2014

Serwis Węgrów

Kolbuszowa to miasto nieskończonych możliwości. Tylko tu możesz kupić klocki, z których złożysz warsztat do naprawiania zepsutych Madziarów.





Jeśli nie wierzysz, w to, co czytasz, masz narysowanego wąsatego Laszlo. Niestety, schematyzm rysunku sprawia, że nie wiemy, czy jest zepsuty, czy już naprawiony.



środa, 7 maja 2014

Lubow Jakymczuk: O progu niepokoju

Lubow Jakymczuk, ukraińska poetka z Donbasu była w Ługańsku. Wróciła i mówi, jak jest.


O progu niepokoju

Na Ługańszczyźnie wszystko wygląda całkiem spokojnie, jeśli nie ma się znajomych w mieście i nie ma wiadomości od naocznych świadków. Chodzisz sobie koło SBU (Służba Bezpieczeństwa Ukrainy – przyp. JR) albo ODA (ichni Urząd Wojewódzki – przyp. JR) i patrzysz na uzbrojonych w automaty i myślisz: „a do mnie nie strzelają”. Zatem przyzwyczajasz się nawet do tej obecności zbrojnych terrorystów, którzy spokojnie stoją. A kiedy opowiadają ci ludzie o tym, co im się przytrafiło, że kogoś porwali, postrzelili, zabili, albo po prostu pobili (chociaż to nie takie „po prostu” – kaleczyć ludzi), to czujesz niepokój. A potem znowu zaczynasz przywykać. Bo stoją i ciebie się nie czepiają. I milicja stoi i ich nie rusza. Tak podwyższasz swój próg niepokoju i już tylko jakieś strzały na mieście i serie z automatów są w stanie cię przestraszyć.
Muszę powiedzieć, że terroryści i separatyści to mniejszość. Ani ługańszczanie, ani mieszkańcy okręgu przeważnie o Rosji nie marzą. Terroryści – to ludzie marginesu o wyglądzie bezdomnych i alkoholików, którym dano w ręce władzę (w Ługańsku rozdawali broń koło SBU za okazaniem paszportów).  Tą władzą jest broń i rozkazy od przysłanych terrorystycznych grup (wiadomo, skąd). Wśród separatystów (tych, którzy popierają niepodległości rejonu, tych uzbrojonych nazywam terrorystami) są na swój sposób sensowni ludzie, choć nieświadomi tego, co robią, wydaje się, że nie czują, że zdradzają Ukrainę. Ale mam wrażenie, że i oni zaczynają przeglądać na oczy. Bo normalny, myślący człowiek nie może chcieć rozlewu krwi albo bronić własną piersią zbrodniarzy. Bo nie może, co?

piątek, 2 maja 2014

Melania Sobyn: Świątynia


Dziś wyjątkowo wiersz spoza mojej bajki trochę. Ale też jak Nastka z Lem.fm spytała, czy kiedyś tłumaczyłem, to nie dało się powiedzieć, że nie. W końcu Lem.fm jako drugie radio po Studni przygarnęło nasze audycje i w ogóle poznało się na radiowych geniuszach ekipy Wszystko Jest Folkiem. Na marginesie wiersza przypomniała mi się sprawa używania przymiotnika opuszczony w stosunku do łemkowskich cerkwi. W fejsbukowych okołofolkowych dyskusjach uświadomiliśmy sobie, że on jest niehalo trochę. Bo cerkwi nikt nie opuszczał. Podobnie jak tych wszystkich nieistniejących wiosek. No. To wiersz teraz leci. A wiersz ma trafić do Zagrody Maziarskiej w Łosiach, czego i sobie życzę, i Państwu.


Melania Sobyn

Świątynia

Z dala od ludzkich siedzib
Jak arki kadłub drewniany
W aureoli zielonych lip
Z poczerniałymi krzyżami

Przeszłości skarbnico jedyna
W tobie cienie przodków stały
Tyś je zbierała i chroniła,
Stąd fale czasu ich nie zmywały

Do twoje cichej przystani
Jak do  życiodajnej krynicy
Szły dzieci, ojcowie i my
Z bogatej czerpać skarbnicy

Tu jedna była owczarnia
Przyjaźniły się serca szczere
Schodziła owczarzy gromada
na upragnioną wieczerzę

Stąd pieśń się niosła błagalna
Z kadzidłem, na wysokości
W lata głodu, moru i wojny
W cierpieniach i żałości

Tyś nas krzepiła, ożywiała
Błogosławiła na przekór  losom
Ulgę w nieszczęściach dawała
Słała w drogę ku niebiosom

Dzwonów dzwoniła trójca
Daleko niósł się ich dźwięk
Sławiły Pana i stwórcę,
pogrzebowy wydawały jęk

I chmury odpędzał gradowe
Ich przepotężny śpiew
Aż przyszły burze światowe,
światowa groza i gniew

Wojenna groza wróciła
Nie zabliźniły się okopy
I znów z wojen najstraszliwsza
wstrząsnęła ciałem Europy

Lud cały oblegał świątynię
czekając na pomoc, ratunek
Litości błagali niewinni,
zwycięstwa –niosący rynsztunek

I ciebie błagały dzieci
Szczerze, w pokorze, dobroci
Żeby zniknęli wrogowie
I żeby wojenny czas ucichł

I wysłuchał stwórca modlitwy
I nas od zagłady oszczędził
Tylko diabeł  serca ludzkie
W czarną nienawiść zapędził

Rozpłynęły się po ziemi
obcej nienawiści fale
i nasze domy i pola
puste, bezludne zostały

Tyś wtedy właśnie zamilkła
zniknęła kadzidła woń
kliros i chór oniemiały
ograbiła cię obca dłoń


***
Na twoich drzwiach pieczęć spoczęła
I dzwonów na wieży już nie ma
stoisz jak matka wśród wioski
samotna, naga i niema

Stoisz i czekasz
żeby pokuty dzień nastał
aż miną rany, ciernie i krzyż
i przyjdzie Wielkanoc jasna

Przyjdą  twe okradzione dzieci
padną tu znów na kolana
i płakać będą i będą się cieszyć
i nastanie znów jedna owczarnia

I staną  pod twoim ołtarzem
Modlitwę  zaniosą Bogu
sławić będą jego święte imię
wstyd wtedy ogarnie wrogów

Ty nie zaginiesz, Piotrowa łodzi,
Choć tak faluje wzburzone morze
ty staniesz znów czysta i nowa
wszystko przezwyciężyć możesz.