Krótko i informacyjnie. Spotkania (kolbuszowskie i rzeszowskie) z Borysem Humeniukiem są odwołane. Po tym, jak Karol Wesołowski zaczął dorabiać sprawie polityczny kontekst biblioteka się wycofała, nie chcąc, by jakiekolwiek jej działania były kojarzone z polityką. I tu nie mam żalu, dyrektor zgodził się w dobrej wierze, żebym zrobił pod jego dachem spotkanie z poetą, nie imprezę mającą jakikolwiek polityczny kontekst. Bo też i to miało być spotkanie z poetą.
Zresztą dotychczasowe (w ciągu ostatniego tygodnia) spotkania z Humeniukiem: w Brzegu, w księgarni Tajne Komplety we Wrocławiu czy Muzeum Literatury w Warszawie politycznego kontekstu nie miały. Ludzie przychodzili, słuchali wierszy. Wstrząsających wierszy.
Ale Kolbuszowa okazała się wyjątkowa.
To, co się stało dalej w miasteczku, w którym nikt nie sprawdza informacji, nikt nie ma wątpliwości i nie zadaje pytań, było do przewidzenia po wpisie Karola, choć, przyznaję, skala mnie zaskoczyła.
Gdyby ktoś spytał, skąd się wzięła data 14 października, to by się dowiedział, że 13 października jest ostatnie spotkanie na tej trasie, w bibliotece w Opolu. Ale po co pytać, skoro komsomolska czujność podpowiada ciekawsze odpowiedzi.
Ostatecznie polska myśl narodowa odniosła kolejne imponujące zwycięstwo nad literaturą. Rzućmy okiem, przed jakim to publicznym zgorszeniem (Paweł, robisz printskrina?) udało się uchronić mieszkańców duchowych stolic Podkarpacia.
Borys Humeniuk, ***( Kiedy pracuje wyrzutnia rakietowa Grad)
***
Kiedy pracuje wyrzutnia rakietowa Grad
W dzielnicach mieszkalnych –
Czy to są libańskie syryjskie gruzińskie dzielnice mieszkalne
Czy dzielnice mieszkalne Mariupola Artemiwska Antracyta –
Jest w tym coś naturalnego
Powiedziałbym nawet codziennego zwyczajnego –
Oczywiście jeśli jest coś naturalnego w tym
Że pracuje wyrzutnia rakietowa Grad
Naturalne jest kiedy kule ogniste
Wystrzelone przez wyrzutnię rakietową Grad
Trafiają w dziecięce pokoje
W których śpią maleńkie dzieci
Naturalne jest kiedy wlatują
Do przepełnionych ludźmi supermarketów
Na dworce kolejowe lotniska
Naturalne jest kiedy giną setki i tysiące
Cywilnych mieszkańców
Bo to jest naturalne kiedy cywilni mieszkańcy
Giną na wojnie –
Oczywiście jeśli to jest naturalne że trwa wojna
Że pracuje wyrzutnia rakietowa Grad
Że giną cywilni mieszkańcy
Naturalne jest kiedy dzieci wybiegają na place zabaw
I znajdują zabawki zachlapane krwią
Zabawki zabitych dzieci
Które dzień wcześniej prosto z placu zabaw
Zawieziono do kostnicy
Dzieci jak to dzieci
Tulą do siebie zabawki zachlapane krwią
Zabawki martwych dzieci
Rodzice usiłują odebrać im zabawki
Dzieci płaczą
Nie mają takich ładnych zabawek
Zabawek zachlapanych krwią
Ich rówieśników
I to jest naturalne
I to jest naturalne
Naturalne jest kiedy niedołężne babcie
Które rodziny zostawiły żeby pilnowały mieszkań
A same ewakuowały się od wojny jak najdalej
A tutaj wojna
Na trzeci dzień siedzenia w piwnicy
Bez wody i jedzenia
Postanowiły wybrać najzdrowszą najmłodszą spośród siebie
I wyprawić z dwoma dziesięciolitrowymi plastikowymi butelkami
Do najbliższej pompy
Dzielna babcia już wracała
Już przez szparę ją widziały
Kiedy wybuchł pocisk i oderwał jej nogę
Wtedy inna babcia wyczołgała się z piwnicy
Podczołgała się do rannej
Zabrała z jej rąk butelki wody
Powiedziała wybacz Walu
I poczołgała się z powrotem do piwnicy
I to jest naturalne
I to jest naturalne
Naturalne jest kiedy lekarka akuszerka z dwudziestoletnim stażem
Ateistka bez żadnej łezki w oku
Dzielnie zoperowała cały Majdan
Biegnie do cerkwi zapalić świeczki Bogu
Pada na kolana lamentuje
Boże będzie wojna
Drugi miesiąc z rzędu rodzą się sami chłopcy
To jest naturalne kiedy na wojnie giną ludzie –
Oczywiście jeśli to naturalne kiedy jest wojna:
Wojny nie da się ominąć
Wojny nie da się oblecieć na boeingu
Na ultrawysokiej wysokości
Wojny nie da się przesiedzieć przeczekać przetrwać
Naturalne jest kiedy pocisk wlatuje na cmentarz
I ściera z oblicza ziemi groby naszych rodziców
Naturalne jest kiedy żołnierze ryją na cmentarzu okopy
Kopią transzeje wznoszą blindaże
Bo cmentarz znajduje się w strategicznym miejscu
Na dominującej wysokości
I już nigdy nie dowiemy się
Czy te okopy – to groby naszych ukochanych
Czy groby ukochanych innych ludzi
To wojna wszystkich przeciw wszystkim
I dotyczy wszystkich
Umarłych i żywych i nienarodzonych
Nienaturalne jest na wojnie to że pocisk
Wystrzelony z wyrzutni rakietowej Grad
Wlatuje na pole
To zupełnie nienaturalne
Nie da się patrzeć kiedy płonie
Dojrzałe nieskoszone żyto
Nie da się słuchać jak krzyczą
I spalają się w ogniu susły
Jak rozbiegają się w różne strony myszy
A ogień do pary z wojną
Dogania i pożera je
Bo ogień i wojna są nienasycone
Nie da się patrzeć
Jak nad swoimi gniazdami
Pochłoniętymi przez ogień i wojnę
Krążą przepiórki
Jak krzyczą o pomoc pisklęta
Jak milkną jedne i drugie
Jak w końcu wszystkie spalają się niewinnie
Przepiórek naprawdę szkoda
Bo ta wojna powinna dotyczyć tylko ludzi
Bo ta wojna dotyczy tylko ludzi
Bo przepiórki nie są winne tej wojnie
Przepiórki niczemu nie są winne
20.07.2014
Przeł. Aneta Kamińska
wtorek, 11 października 2016
sobota, 1 października 2016
Sekcja wiersza. Kolbuszowskie wiadomości parafialne.
Minęło lato. Pełni rozterek i rozedrgania wróciliśmy z wakacji. Świat, jak się okazało, po powrotach z różnych miejsc (ja na przykład wróciłem z wykopków, słońce, piasek, te sprawy), wcale nie zrobił się w porządku. Literatura w dalszym ciągu nie odpowiada na podstawowe pytania, ale usiłuje, a od przedszkola uczymy się doceniać same dobre chęci. Dobrymi chęciami da się na przykład brukować. Dobre chęci są super.
W bibliotece w Kolbuszowej robię coś takiego. Co dwa tygodnie przychodzę i w plecaku mam wiersz. Polski, pisany po 1989 roku. O 16.30 wyjmuję go, czytam na głos i przy pomocy dobrych ludzi staram się go rozebrać na czynniki pierwsze, zobaczyć, co i jak działa i co tam za tymi słowami stoi. Na jakie świńskie południe tekst prowadzi patrzymy. Bo tam ludzie przychodzą. Nie wiem do końca, jak to się dzieje, ale tak jest. Serio.
Ty też, drogi czytelniku, możesz. Następne spotkanie bodajże w czwartek 13 piździernika o 16.30.
W bibliotece w Kolbuszowej robię coś takiego. Co dwa tygodnie przychodzę i w plecaku mam wiersz. Polski, pisany po 1989 roku. O 16.30 wyjmuję go, czytam na głos i przy pomocy dobrych ludzi staram się go rozebrać na czynniki pierwsze, zobaczyć, co i jak działa i co tam za tymi słowami stoi. Na jakie świńskie południe tekst prowadzi patrzymy. Bo tam ludzie przychodzą. Nie wiem do końca, jak to się dzieje, ale tak jest. Serio.
Ty też, drogi czytelniku, możesz. Następne spotkanie bodajże w czwartek 13 piździernika o 16.30.
środa, 28 września 2016
Z archiwów IPN. Nieznane fakty z dziejów sztucznej inteligencji PRL.
W połowie lat 60. dla kierownictwa Ministerstwa Spraw Wewnętrznych stało się jasne, że zadanie inwigilacji społeczeństwa, jakie nakreślono przed aparatem kontroli, a zwłaszcza przed Służbą Bezpieczeństwa, przerasta możliwości kadrowe służb. Zbieranie i przetwarzanie ogromnych ilości informacji wymagało podjęcia jakichś kroków. W grę wchodziło zwiększenie stanów osobowych lub usprawnienie technologiczne procesu obróbki informacji. MSW uznało, że tańszym i mniej złożonym wyjściem będzie racjonalizacja przetwarzania informacji.
Jak ustalili analitycy V wydziału SB, około 70% prowadzonych przez funkcjonariuszy przesłuchań miała zupełnie rutynowy przebieg, niewymagający większej inwencji od przesłuchującego. Były to przesłuchania mające na celu zebranie podstawowych danych lub odebranie informacji od TW. Przesłuchania te angażowały duże siły ludzkie, podczas gdy możliwa była ich pełna automatyzacja.
W pierwszej połowie 1966 roku przyjęto robocze koncepcje procesu racjonalizacji. Zgodnie z nimi przesłuchania rutynowe (PR) miały być prowadzone przez komputer o interfejsie holograficznym. Wygenerowanie obrazu holograficznego z pewnego dystansu nieodróżnialnego od żywego funkcjonariusza nie nastręczało trudności, zwłaszcza przy słabym oświetleniu. Wyzwaniem dla inżynierów Politechniki Gdańskiej był natomiast moduł prowadzący konwersację. Musieli zaprogramować komputer o interfejsie holograficznym tak, by był w stanie z dość szerokiej bazy odpowiedzi wybrać właściwą, pasującą do kontekstu. Z jednej strony musieli zatem stworzyć bazę odpowiedzi i pytań komputera, z drugiej - sytuacji konwersacyjnych.
Podstawą bazy stały się teksty utworów dramatycznych, jako że interakcja sceniczna jest interakcją o najlepiej zdefiniowanym kontekście, a przebieg konwersacji, w odróżnieniu od rozmowy naturalnej, był logiczny i dający się modelować.
Pod koniec 1967 roku testowa wersja komputera przesłuchującego o interfejsie holograficznym była gotowa i zatwierdzona na mocy decyzji kierownictwa MSW przy akceptacji Rady Państwa do testów. Postanowiono przetestować urządzenie w kontrolowanych warunkach. Uznano, że najlepsze będą warunki zbliżone do tych, na jakie obliczone były teksty tworzące bazę. Komputer o interfejsie holograficznym miał zostać umieszczony między aktorami w teatrze i ,,zagrać rolę" w przedstawieniu wystawianym przed nieświadomą publicznością. Nad przebiegiem eksperymentu miało czuwać 15 agentów SB umieszczonych na sali, całość miała być filmowana z zakrytego punktu operacyjnego.
Efekt przeszedł wszelkie oczekiwania twórców. Publiczność nie tylko nie odróżniła hologramu od żywych aktorów, ale również z wielkim entuzjazmem zareagowała na jego grę. Tutaj jednak okazało się, że praca gdańskich cybernetyków jest zbyt dobra, a przy tworzeniu bazy tekstów popełniono błędy. Większość dramatów, z jakich zaczerpnięto wypowiedzi pochodziła z okresu romantyzmu i działanie komputera, jakkolwiek świetnie odpowiadające potrzebom pionu śledczego SB (dobrze sprawdzał się w interakcjach z żywymi ludźmi), kolidowało z ideowym pionem działań służb. Jednym słowem, projekt powiódł się na płaszczyźnie techniczniej, jednak przy jego przygotowywaniu zlekceważono część miękką, humanistyczną., wskutek czego obrócił się przeciwko swoim twórcom.
Zadecydowano o natychmiastowym przerwaniu testów. Niestety, publiczność teatralna zaczęła ostre protesty. eksperyment wymknął się spod kontroli. Projekt Holo-Ubek żył już własnym życiem.
niedziela, 25 września 2016
The amazing Człowiek-człowiek
Ta historia ma banalny, jak na historię superbohatera, początek. Normalnie, był facet, którego w supertajnym laboratorium ukąsił napromieniowany człowiek. Z początku zbagatelizował sprawę, ale szybko zauważył, że przejawia zachowania i cechy typowe dla człowieka. Z wolna dotarło do niego, że nie jest już zwykłym człowiekiem. Łączy w sobie cechy ludzkie z cechami ludzkimi. Jest zadziwiającym człowiekiem-człowiekiem.
Miasteczko człowieka-człowieka odetchnęło z ulgą. Nowy Jork miał Człowieka-Pająka. Los Angeles Superczłowieka, a Gotham Człowieka-Nietoperza. Oni mieli już zadziwiającego Człowieka-człowieka.
Szybko też okazało się, że Człowiek-człowiek jest potrzebny. Na ulicach miasteczka pojawiła się zbrodnia i bezprawie. Uczciwi ludzie żyli w strachu. Nieuczciwi ludzie żyli bez strachu. Wszystko było, jednym słowem, kompletnie do dupy. Burmistrz nie miał wyjścia, po przegłosowaniu przez radę miasta większością dwóch trzecich przy jednym głosie wstrzymującym się uchwały w sprawie wezwania Człowieka-człowieka wyświetlił na niebie wielki znak Człowieka-człowieka.
Człowiek-człowiek, lekko zaspany i zasapany pojawił się po ok. pół godziny na dachu powiatowej komendy policji. Bezzwłocznie przystąpił do działania. Rozłożył rzutnik i zaczął pokazywać infografiki o tym, że u źródeł kłopotów leży tworzenie się biednych dzielnic, w której niski jest poziom usług publicznych i mały dostęp do nich. Człowiek-człowiek zaczął udowadniać, że nie ma co oszczędzać na psychologach szkolnych, że świetlice środowiskowe są całkiem okiej, że osiedlowy dom kultury zrobi więcej dobrego, jak będzie w nim pracował ktoś poza kierownikiem i księgową, sypał linkami do organizacji zajmujących się streetworkingiem, przede wszystkim jednak Człowiek-człowiek powiedział, że należy dobrać się do dupy Wayne Corporation, która zatrudnia za gówniane pieniądze ludzi w specjalnej strefie ekonomicznej, a hajs z podatków wydaje na nowe batmobile szefa.
Gasły uśmiechy, gasł entuzjazm, gasł znak Człowieka-człowieka na niebie.
wtorek, 20 września 2016
Polska, 2021 rok. Dupa jak bania.
Jak donosi Główny Urząd Statystyczny, po zalegalizowaniu kar cielesnych dla dorosłych uważających klapsy za równoprawną metodę wychowawczą zdecydowanie wzrosła wydajność pracy i spadła przestępczość. - Dopiero lanie od trzech kanarów uświadomiło mi, że płacąc za bilety wspieram rozbudowę taboru, wpływając tym samym na komfort podróży własny i bliźnich - mówi Tomasz Terlikowski. Podobnego zdania jest profesor Stawrowski - Po ostatniej radzie wydziału dupa spuchła mi jak bania, ale już rozumiem stanowisko dziekana w sprawie, w której mieliśmy odmienne poglądy.
W przyszłym roku planuje się wprowadzenie obowiązkowej służby wojskowej dla zwolenników obowiązkowej służby wojskowej.
W przyszłym roku planuje się wprowadzenie obowiązkowej służby wojskowej dla zwolenników obowiązkowej służby wojskowej.
piątek, 16 września 2016
Jak zostać (młodym) Miłoszem
Sławek Płatek pisze o pokoleniowości młodej literatury (można se przeczytać TUTEJ). Stawia dwie tezy. Z jedną się zgadzam, z drugą chiba nie. Po kolei.
Pisze Sławek, że jakieś coś na kształt pokolenia się krystalizuje. I tu się zgadzamy. Niestety. Dlaczego niestety, to o tym będzie niżej.
Teza o Smoleńsku jako przeżyciu pokoleniowym jest ciekawa, ale chyba jednak nie da się tego Smoleńska uznać za coś konstytuującego pokolenie literackie Przede wszystkim dlatego, że nie ma jakiegoś większego odbicia w literaturę. Owszem, strona założona przez Wencla była, ale szybko umarła śmiercią naturalną. Nie da się w nieskończoność pisać o jednem tylko Smoleńsku.
Ale coś w tej tezie jednak jest. Bo jakaś wspólna trauma roczniki 80. i starsze 90. chyba jednak łączy. A specyficzny katastrofizm, poczucie, że coś się zbliża i to coś raczej nie będzie już doświadczane za pośrednictwem ekranów pojawia się się w ostatnich latach ciągle tu i ówdzie. Od Taco Hemingwaya po Dawida Mateusza (więcy trochę będzie w recenzji, co już żem ją napisał, ale się pokaże w październiku w SL). Trochę jest tak, że ten niesamowity spokój w wersach Pawła Korobczuka Trzydziestka. Fajnie było, teraz też parszywie się żyje…/W kraju wojna, a ty zakopany w wierszach po szyję (całość TUTEJ) i niepokój u Mateusza to jest awers i rewers tej samej katastroficznej monety. Każdy z roczników 80. i 90. może zostać dziś Miłoszem. Co prawda młodym, ale zawsze. Lepiej być młodym i żywym Miłoszem niż niemłodym i nieżywym.
Ten katastrofizm się bierze, na moje oko, w jakiejś sporej części stąd, że się nam rozpadł świat lat 90., świat naszego dzieciństwa, wczesnego (lub nie) nastolęctwa. Najntisy były jednak fajne i proste. Raz że wszystko się jeszcze formowało, formy nie były zastygłę i ustalone i margines wolności był większy, a i waga, jaką miały sztuki i idee - większe. Ale nie o to. Wszyscy od prawa do lewa mieli wspólny układ odniesienia i były rzeczy niekwestionowane. Fajnie jest na zachodzie i my tam idziemy. I jak dojdziemy, będzie fajnie.
I tak było przez całe najntisy. Nawet jeśli ten zachód pierdoliliśmy, to formy tego pierdolenia też mieliśmy zachodnie.I teraz jest ten fajny moment, kiedy dotarliśmy. I to trochę tak, jakbyśmy jechali do wujka nad morze, weszli wreszcie do jego cudnego domku przy plaży i zorientowali się, że wujek w fotelu jest nieżywy i cokolwiek nieświeży. A jeszcze się okazuje, że ten wujek to jakiś taki szurnięty trochę był. Do jego piwnicy zajrzeliśmy. I teraz już, wiemy, że, owszem, w kawałku We are the world, co go znaliśmy z dzieciństwa chodziło o to, żeby nakarmić głodne dzieci. Tyle tylko że wiemy też, że ten głód wziął się z wyniszczenia rolnictwa w Afryce przez konkurencję z dotowanym rolnictwem Ameryki i Europy. My, ludzie zachodu ratowaliśmy od głodu tysiące dzieci, głodząc jednocześnie na śmierć miliony (czytajcie Caparrosa, czytajcie, do jasnej cholery).
Przyszliśmy do Europy, która była trupem od dawna, która miała na siebie jeden pomysł: być wyspą dobrobytu w oceanie nędzy. Ten pomysł, okazuje się właśnie, nie może działać wiecznie. Coś pierdolnie. Nie wiemy jeszcze, co dokładnie, jaka będzie skala tego pierdolnięcia, poza tym, że ogromna, ale wiemy, że coś się zbliża. Wiemy, że naiwny, sympatyczny i do bólu fałszywy świat lat 90. się już nie wróci. Wiemy, że właśnie się do reszty rozpadł, a to, co idzie, patrząc po to, co robią ludzie naokoło, będzie raczej niemiłe niż miłe. Możemy sobie miłoszować. Obawiam się, że jeśli jeszcze będą jakieś podręczniki literatury, to katastrofizm będzie hasłem, które na stroniczkach o tej dekadzie mądry edytor bolduje.
Pisze Sławek, że jakieś coś na kształt pokolenia się krystalizuje. I tu się zgadzamy. Niestety. Dlaczego niestety, to o tym będzie niżej.
Teza o Smoleńsku jako przeżyciu pokoleniowym jest ciekawa, ale chyba jednak nie da się tego Smoleńska uznać za coś konstytuującego pokolenie literackie Przede wszystkim dlatego, że nie ma jakiegoś większego odbicia w literaturę. Owszem, strona założona przez Wencla była, ale szybko umarła śmiercią naturalną. Nie da się w nieskończoność pisać o jednem tylko Smoleńsku.
Ale coś w tej tezie jednak jest. Bo jakaś wspólna trauma roczniki 80. i starsze 90. chyba jednak łączy. A specyficzny katastrofizm, poczucie, że coś się zbliża i to coś raczej nie będzie już doświadczane za pośrednictwem ekranów pojawia się się w ostatnich latach ciągle tu i ówdzie. Od Taco Hemingwaya po Dawida Mateusza (więcy trochę będzie w recenzji, co już żem ją napisał, ale się pokaże w październiku w SL). Trochę jest tak, że ten niesamowity spokój w wersach Pawła Korobczuka Trzydziestka. Fajnie było, teraz też parszywie się żyje…/W kraju wojna, a ty zakopany w wierszach po szyję (całość TUTEJ) i niepokój u Mateusza to jest awers i rewers tej samej katastroficznej monety. Każdy z roczników 80. i 90. może zostać dziś Miłoszem. Co prawda młodym, ale zawsze. Lepiej być młodym i żywym Miłoszem niż niemłodym i nieżywym.
Ten katastrofizm się bierze, na moje oko, w jakiejś sporej części stąd, że się nam rozpadł świat lat 90., świat naszego dzieciństwa, wczesnego (lub nie) nastolęctwa. Najntisy były jednak fajne i proste. Raz że wszystko się jeszcze formowało, formy nie były zastygłę i ustalone i margines wolności był większy, a i waga, jaką miały sztuki i idee - większe. Ale nie o to. Wszyscy od prawa do lewa mieli wspólny układ odniesienia i były rzeczy niekwestionowane. Fajnie jest na zachodzie i my tam idziemy. I jak dojdziemy, będzie fajnie.
I tak było przez całe najntisy. Nawet jeśli ten zachód pierdoliliśmy, to formy tego pierdolenia też mieliśmy zachodnie.I teraz jest ten fajny moment, kiedy dotarliśmy. I to trochę tak, jakbyśmy jechali do wujka nad morze, weszli wreszcie do jego cudnego domku przy plaży i zorientowali się, że wujek w fotelu jest nieżywy i cokolwiek nieświeży. A jeszcze się okazuje, że ten wujek to jakiś taki szurnięty trochę był. Do jego piwnicy zajrzeliśmy. I teraz już, wiemy, że, owszem, w kawałku We are the world, co go znaliśmy z dzieciństwa chodziło o to, żeby nakarmić głodne dzieci. Tyle tylko że wiemy też, że ten głód wziął się z wyniszczenia rolnictwa w Afryce przez konkurencję z dotowanym rolnictwem Ameryki i Europy. My, ludzie zachodu ratowaliśmy od głodu tysiące dzieci, głodząc jednocześnie na śmierć miliony (czytajcie Caparrosa, czytajcie, do jasnej cholery).
Przyszliśmy do Europy, która była trupem od dawna, która miała na siebie jeden pomysł: być wyspą dobrobytu w oceanie nędzy. Ten pomysł, okazuje się właśnie, nie może działać wiecznie. Coś pierdolnie. Nie wiemy jeszcze, co dokładnie, jaka będzie skala tego pierdolnięcia, poza tym, że ogromna, ale wiemy, że coś się zbliża. Wiemy, że naiwny, sympatyczny i do bólu fałszywy świat lat 90. się już nie wróci. Wiemy, że właśnie się do reszty rozpadł, a to, co idzie, patrząc po to, co robią ludzie naokoło, będzie raczej niemiłe niż miłe. Możemy sobie miłoszować. Obawiam się, że jeśli jeszcze będą jakieś podręczniki literatury, to katastrofizm będzie hasłem, które na stroniczkach o tej dekadzie mądry edytor bolduje.
niedziela, 4 września 2016
Narodowe czytanie Gombrowicza. Polska, 2018
Jak ocena Kancelaria Prezydenta RP, narodowe czytanie Trans-Atlantyku zakończyło się pełnym sukcesem. W ponad 40 miejscowościach odbyły się inscenizacje bitew, w których Gombrowicz wziąłby udział, gdyby nie wyjechał do Argentyny. Jak podkreśla Jan Żaryn, z dokumentów znajdujących się w IPN wynika, że najprawdopodobniej zostałby zmiażdżony przez gąsienicę czołgu pod Mławą. W tym właśnie mieście odbyły się główne uroczystości obchodów, piknik historyczny . Jego kulminacją był konkurs na najlepsze dziecięce przebranie za zmiażdżonego Gombrowicza. Biskup Gądecki wygłosił piękną homilię o tym, jak Gombrowicz bembergowaniem bembergiem w berg przeciwstawiał się ideologii gender. W Łodzi powstał gigantyczny mural przedstawiający Gombrowicza wyklętego, którym by został, nieujawniając się po wojnie i kontynuując walkę. Na muralu Gombrowicz jedną ręką strzela do ubeków, drugą zapisuje pamiętne strofy o bembergowaniu prawem wilka.
Jak zapowiada Kancelaria Prezydenta, w 2019 planuje się narodowe czytanie Rafała Wojaczka.
Jak zapowiada Kancelaria Prezydenta, w 2019 planuje się narodowe czytanie Rafała Wojaczka.
Subskrybuj:
Posty (Atom)