I owszem, czytanie Dziadów jest naszym wspólnym doświadczeniem, ale na takiej samej zasadzie, na jakiej jest nim skakanie przez kozła czy przez skrzynię na wuefie. Czy tworzenie się dużych wspólnot wokół dzieł literackich jest jeszcze możliwe? Szczerze wątpię. Ale nie zaszkodzi sprawdzić. Na najbliższe Sekcje wiersza będę przynosił najciekawsze debiuty poprzedniego roku. Zobaczymy, jak działają. Kto może, zapraszam do biblioteki w Kolbuszce (- Tato, nie mów Kolbuszka! - Ale jak ja nie będę, to kto będzie?) o 16.45.
wtorek, 10 stycznia 2017
Kanon, kanon. Czyli Sekcja wiersza w czwartek 12.
Z wypowiedzi Andrzeja Waśki (zdawałem u niego romantyzm, ha!) wynika, że w nowej podstawie programowej w jej historycznoliterackiej części chodzi o odtworzenie kanonu z jego wspólnototwórczą rolą. No i fajno, tylko że to nie tak działa. Tzn. książki nie tworzą wspólnoty w ten sposób, nie jest tak, że szóstoklasista, który przeczyta opisy obyczajów szlachty w Panu Tadeuszu (albo ich opracowanie w internetach albo ramki w wydaniu z Grega) stanie się częścią wspólnoty skupionej wokół Pana Tadeusza. To nie jest tak, że wszyscy czytają jakąś książkę, bo jest częścią kanonu. Książka staje się częścią kanonu, bo wszyscy ją czytają.
sobota, 7 stycznia 2017
Taktyki walki, strategie przetrwania
Oko, sieknęło mnie trochę ostatnio. Przekonałem się byłem na żywo i naocznie, że również i młodzi, sympatyczni, wrażliwi i inteligentni ludzie łykają rasistowską propagandę, nie mając żadnego niwelującego jej skutki źródła pod ręką (bo przecież ani szkoła, ani, mimo miłych choć dość niemrawych ruchów Episkopatu, Kościół). Że przez szkołę w całym jej cyklu można przejść, nie znając nawet słowa szmalcownik, że cały kurs historii literatury, przez który dzieci przechodzą przez 12 (no dobra, 9 lat), nie uczy używania literatury do rozumienia świata i własnych i cudzych emocji (a nowa podstawa programowa wskazuje, że będzie gorzej), przez co ludzie wychodzą ze szkoły idealnie podatni na propagandę, zupełnie bezbronni. To, co się teraz dzieje ludziom w głowach to się długo nie oddzieje.
Ale: co robić? Zwłaszcza jak dzieci, dziennik obejrzą albo w radiu wysłuchają?
Poniższe punkciki dotyczą w zasadzie zabezpieczania i impregnacji dzieci w chowie przydomowym. Ale można również wykorzystywać je do pielęgnacji mózgu własnego albo jako manifest poezji zaangażowanej.
1. Tłumacz przez znane. Dzieci pytają o uchodźców? Super, opowiedz im o babci. Twoja babcia była uchodźczynią. Albo prababcia. Albo dziadek. Między 39 a 45 rokiem miliony ludzi w okolicy starały się nie dać zabić, uciekając. Części się nie udało, ale części - tak. Dzięki temu chodzisz po tym łez padole.
2. Nie myl bytów abstrakcyjnych z realnymi. Nie opowiadaj dzieciom o Ukraińcach czy Rosjanach. Opowiedz o Serhiju, którego poznaliście w czasie Światowych Dni Młodzieży, który od trzech lat nie był w domu, bo jego dom nagle znalazł się w innym kraju. Albo o pani Lubie, w której wsi nie ma już szkoły i dzieci nie mają gdzie się uczyć.
3. Nie rozmawiaj z cynikami. Jak powiedział klasyk, szkoda strzępić ryja.
4. Wszystko jest jak Harry Potter. Pamiętaj, że zaklęcia niewybaczalne są niewybaczalne.
niedziela, 1 stycznia 2017
Postprawda, czyli będzie gorzej
Drogi Marcinie,
słownik oksfordzki, w którego onlajnową wersję muszę codziennie wtykać nos uznał postprawdę za słowo roku 2016. Dla porównania - w 2015 słowem roku był(o? y?) emoji. Ta tendencja wskazuje na to, że wpadamy po uszy w gówno.
Ale od początku. Po tym jak rozmawialiśmy przez telefon o postprawdzie, wszystkie znaki na niebie i ziemi mówiły, że to ważne. Zaczęło się od Radka Wiśniewskiego, który jako poeta i prozaik i w ogóle człowiek słowa używa jeszcze słów po staremu, tzn. tak, jak się ich używało, gdy mówiło się, że są mocniejsze od miecza. Jak ludzie ludziom gotowali ten los tym razem w Syrii Radek wymyślił dobrą akcję. Chodziło o pisanie maili do ambasad Syrii i Rosji, żeby jedni i drudzy nie mordowali, do pani premiery, żeby mając do dyspozycji cały ten aparat uratowała przynajmniej część ludzi do uratowania, nie patrząc na to, że jej słupek może od tego opaść.
Tego typu akcje przed postprawdą miały ten plus, że nawet jeśli nie wpływasz na odbiorcę, to przynajmniej dając znać komuś, kto robi brzydkie rzeczy, że robi brzydkie rzeczy, sprawiasz, że czuje się niekomfortowo. Bo jednak robienie brzydkich rzeczy to wstyd jest.
Ale, ale. Postprawdę należy definiować nie jako określony typ wypowiedzi, ale jako typ dyskursu, w którym zdania twierdzące nie mają wartości logicznej, tylko, jak wszelkie performatywy, są skuteczne albo nieskuteczne. I owszem, już dawno kognitywiści nauczali, że wszystko jest performatywem, że cokolwiek mówimy to działamy, ale zmieniły się zasady fortunności wypowiedzi. Niezgodność wypowiedzi z prawdą już nie czyni jej nieskuteczną.
A wiem, bo mam podobne hobby jak Radek, tzn. piszę czasem do ludzi. A to pytam pana z gazety rzeszoski, co ma ogarniać komentarze pod tekstami, czy mu nie przeszkadza, że zostawia te wzywające do mordowania do ludzi. Albo pytam rzeszoski IPN, czy patronowanie imprezie, na której jakaś dobra dusza proponuje mordowanie Ukraińców nie jest czasem trochę obciachowe (zauważ, nie pytam o samo w sobie patronowanie imprezom narodowych socjalistów, jestem miły). Pisałem też ostatnio do pani, która w rzeszoski gazecie stworzyła tekst o pojednaniu polsko-ukraińskim. Tekst był o tym, że, owszem pojednanie by było, ale te złe Ukraińce ciągle coś muszą spierdolić. A to wyjdą z procesją na ulicę i trzeba im w ryja dać, a to zaproszą zespół, który co prawda rzezi wołyńskiej nie popiera, ale przecież mógłby. W tekście były nawet dwie strony: narodowcy i kibice uważający, że Ukraińcy to mendy nieprzejednane prowokujące i anonimowi Ukraińcy mówiący że Ukraińcy to mendy nieprzejednane prowokujące.
Spytałem autorki, czy ona tak świadomie. Wywiązała się wymiana korespondencji, w której byłem miły i kochany i nawet wskazałem pani paluchem, w którym miejscu podaje fałszywe informacje jako prawdziwe. Pani autorka stwierdziła, że każdy ma prawo do swojej opinii, że dla mnie informacje są fałszywe, a dla niej nie. I cześć pieśni.
I tak to już bedzie w postprawdzie. Nie będzie już głupio np. twierdzić, ze wrzątek jest zimny, bo może dla kogoś akurat faktycznie zimny jest. Tzn. nie będzie głupio twierdzić, dopóki będzie zapotrzebowanie na twierdzenie. W postprawdzie nie będzie wstydu. Słowo, jakkolwiek niby mocniejsze niż kiedykolwiek, będzie rozbrojone na trzy ameny.
Jeśli masz jakieś talenta plastyczne, bierz się za sztuki wizualne.
Ale, ale. Postprawdę należy definiować nie jako określony typ wypowiedzi, ale jako typ dyskursu, w którym zdania twierdzące nie mają wartości logicznej, tylko, jak wszelkie performatywy, są skuteczne albo nieskuteczne. I owszem, już dawno kognitywiści nauczali, że wszystko jest performatywem, że cokolwiek mówimy to działamy, ale zmieniły się zasady fortunności wypowiedzi. Niezgodność wypowiedzi z prawdą już nie czyni jej nieskuteczną.
A wiem, bo mam podobne hobby jak Radek, tzn. piszę czasem do ludzi. A to pytam pana z gazety rzeszoski, co ma ogarniać komentarze pod tekstami, czy mu nie przeszkadza, że zostawia te wzywające do mordowania do ludzi. Albo pytam rzeszoski IPN, czy patronowanie imprezie, na której jakaś dobra dusza proponuje mordowanie Ukraińców nie jest czasem trochę obciachowe (zauważ, nie pytam o samo w sobie patronowanie imprezom narodowych socjalistów, jestem miły). Pisałem też ostatnio do pani, która w rzeszoski gazecie stworzyła tekst o pojednaniu polsko-ukraińskim. Tekst był o tym, że, owszem pojednanie by było, ale te złe Ukraińce ciągle coś muszą spierdolić. A to wyjdą z procesją na ulicę i trzeba im w ryja dać, a to zaproszą zespół, który co prawda rzezi wołyńskiej nie popiera, ale przecież mógłby. W tekście były nawet dwie strony: narodowcy i kibice uważający, że Ukraińcy to mendy nieprzejednane prowokujące i anonimowi Ukraińcy mówiący że Ukraińcy to mendy nieprzejednane prowokujące.
Spytałem autorki, czy ona tak świadomie. Wywiązała się wymiana korespondencji, w której byłem miły i kochany i nawet wskazałem pani paluchem, w którym miejscu podaje fałszywe informacje jako prawdziwe. Pani autorka stwierdziła, że każdy ma prawo do swojej opinii, że dla mnie informacje są fałszywe, a dla niej nie. I cześć pieśni.
I tak to już bedzie w postprawdzie. Nie będzie już głupio np. twierdzić, ze wrzątek jest zimny, bo może dla kogoś akurat faktycznie zimny jest. Tzn. nie będzie głupio twierdzić, dopóki będzie zapotrzebowanie na twierdzenie. W postprawdzie nie będzie wstydu. Słowo, jakkolwiek niby mocniejsze niż kiedykolwiek, będzie rozbrojone na trzy ameny.
Jeśli masz jakieś talenta plastyczne, bierz się za sztuki wizualne.
czwartek, 29 grudnia 2016
Trzy lata później
Trzy lata temu ludzie po drugiej stronie Sanu zaczęli obalać pełną buty, nieliczącą się z nimi władzę. Teraz pytam, jak tam i co tam słychać. Wyszedł mi z tego tekst do Salonu Literackiego, który se w całości można poczytać TUTEJ. Jak ktoś nie lubi długich tekstów, to streszczam w skrócie: na świecie wszędzie pizdec, tylko że w różnym natężeniu.
Skutki brexitu, wygrana Trumpa w amerykańskich wyborach i
partii PiS w Polsce – to wszystko to, moim zdaniem, skutki procesów przeciwnych do globalizacji. Wszędzie
politycy grają przeciwstawianiem swoich obcym, którzy mają być zagrożeniem dla
wewnętrznego życia kraju.
L. Jakymczuk.
środa, 21 grudnia 2016
Tłuste miejsce przy stole
Pusty talerz to, wiadomka, miał być dla dusz przodków, żeby przyszli i se coś pojedli. Ale dopiero dziś dotarło do mnie, jak bardzo ta interpretacja obowiązująca, że to dla niespodziewanego gościa musi być świeża. Uczestnik tradycyjnej kultury chłopskiej nie potrzebował symbolicznego nakrycia dla niespodziewanego przybysza w Wigilię, bo takie nakrycie, zupełnie dosłowne i niesymboliczne, miał na co dzień. Przyjmowanie przybysza - pielgrzyma, dziada wędrownego czy kogo tam jeszcze było normą, nie zwyczajem, który trzeba było sygnalizować za pomocą symbolu.
Smutno mi się teraz myśli o pustym talerzu, chociaż z pogańskiego stał się symbolem chrześcijańskim. Wolałbym już, żebyśmy byli wspólnotą pogańską w warstwie symbolicznej, a chrześcijańską w praktycznej, nie na odwrót.
poniedziałek, 12 grudnia 2016
Kiedy goście wyjeżdżają
Maria Jastrzębska przybyła, poczytała, poopowiadała ludziskom w bibliotece, pobojcyła ze mną i odjechała w siną dal przez zaśnieżone, stepowe połacie Podkarpacia, tej Sycylii północy, zauroczona Kolbuszową. Głowimy się do tej pory, jak udało się nam osiągnąć ten efekt. Być może jakiś wpływ miało to, że jak przyjeżdżała, to już było ciemno, a gdy wyjeżdżała, to ciemno było jeszcze.
I, jak to zawsze po wyjeździe gości, trochę smutno, a trochę refleksyjnie. Przede wszystkim o Rzeszowie dumam: lekko przyprószony śniegiem nabiera uroku całkiem sympatycznej scenografii do filmu o stanie wojennym. Ale tak na serio najciekawsze rzeczy to relikty PRL-u, mozaiki na dworcu, wielka cipa, Urząd Wojewódzki, będący Pałacem Kultury z uciętym czubkiem. Mówię teraz całkiem bez ironii: jeśli znowu będę łaził z kimś z Zachodu po Rzeszowie, to właśnie pod kątem reliktów socjalistycznego modernizmu, bo to jest coś, czego żadna tam Florencja czy inne tam Edynburgi ni majo.
A co z Kolbuszką? Czy zamiast robienia spotkań poetyckich nie lepiej byłoby zająć się na przykład waleniem łbem w duże, zmrożone kamienie na miedzy na Kalenberku i wyciem do zachmurzonego nieba?
Otóż nie. Kolbuszkę bowiem kochać trzeba i szanować. To, co robisz w Kolbuszce (albo innym miasteczku, którego racją bytu do końca XX wieku było bycie miejscem wymiany płodów rolnych na towary przemysłowe na rynku i w sklepach) jest ważniejsze niż to, co robisz w każdym innym miejscu na Ziemi.
Uczy nas o tym światowa kinematografia. Otóż bowiem nie jest ważne, czy kładziesz się z żoną do łóżka, czy grasz na skrzypcach Być bliżej Ciebie chcę, czy biegasz, czy spokojnie czytasz książkę czy ustępujesz komuś miejsca co tam jeszcze. Tyle wiemy ze wszystkich filmów. Ale jest film, w którym te czynności stają się bardzo znaczące, stają się skondensowaną opowieścią o człowieku, epoce, wydarzeniu. Ten film to Titanic.
Gdybym miał lepszy humor, podumałbym, kto byłby kolbuszoskim zamarzniętym DiCaprio. Ale ni mom. Zabawę zostawiam czytelnikom z dorzecza Przyrwy i Zyzogi.
I, jak to zawsze po wyjeździe gości, trochę smutno, a trochę refleksyjnie. Przede wszystkim o Rzeszowie dumam: lekko przyprószony śniegiem nabiera uroku całkiem sympatycznej scenografii do filmu o stanie wojennym. Ale tak na serio najciekawsze rzeczy to relikty PRL-u, mozaiki na dworcu, wielka cipa, Urząd Wojewódzki, będący Pałacem Kultury z uciętym czubkiem. Mówię teraz całkiem bez ironii: jeśli znowu będę łaził z kimś z Zachodu po Rzeszowie, to właśnie pod kątem reliktów socjalistycznego modernizmu, bo to jest coś, czego żadna tam Florencja czy inne tam Edynburgi ni majo.
A co z Kolbuszką? Czy zamiast robienia spotkań poetyckich nie lepiej byłoby zająć się na przykład waleniem łbem w duże, zmrożone kamienie na miedzy na Kalenberku i wyciem do zachmurzonego nieba?
Otóż nie. Kolbuszkę bowiem kochać trzeba i szanować. To, co robisz w Kolbuszce (albo innym miasteczku, którego racją bytu do końca XX wieku było bycie miejscem wymiany płodów rolnych na towary przemysłowe na rynku i w sklepach) jest ważniejsze niż to, co robisz w każdym innym miejscu na Ziemi.
Uczy nas o tym światowa kinematografia. Otóż bowiem nie jest ważne, czy kładziesz się z żoną do łóżka, czy grasz na skrzypcach Być bliżej Ciebie chcę, czy biegasz, czy spokojnie czytasz książkę czy ustępujesz komuś miejsca co tam jeszcze. Tyle wiemy ze wszystkich filmów. Ale jest film, w którym te czynności stają się bardzo znaczące, stają się skondensowaną opowieścią o człowieku, epoce, wydarzeniu. Ten film to Titanic.
Gdybym miał lepszy humor, podumałbym, kto byłby kolbuszoskim zamarzniętym DiCaprio. Ale ni mom. Zabawę zostawiam czytelnikom z dorzecza Przyrwy i Zyzogi.
sobota, 3 grudnia 2016
Maria Jastrzębska w Kolbuszowej
We wtorek 6 grudnia o 17 w kolbuszowskiej bibliotece wiersze poczyta Maria Jastrzębska. W wieku czterech lat wyjechała z rodzicami do Anglii. Tam, już jako ludź dojrzały i świadomy, zaczęła tworzyć w języku Ringo Starra i Victorii Beckham.
Jako rzecze ciocia Wiki: Autorka sześciu książek poetyckich i dramatu. Przetłumaczyła na język angielski wraz z Aną Jelnikar wybór poezji słoweńskiego pisarza Iztoka Osojnika Elsewhere (Pighog Press, 2011). Jej utwory ukazywały się w licznych pismach literackich takich jak: Ambit, Ariadne's Thread, Artemis, Brand, Cyphers, Dans La Lune, Lumooja, Modern Poetry in Translation, Molossos, North, Obsessed with Pipework, Pamiętnik Literacki, Poetry International, Poetry Review, Poetry Wales, Poetry International Web, The Interpreters House, The Rialto, Shadowtrain, Shearsman,Smiths Knoll Staple, Soundings Journal of Politics and Culture, Slovenia, Dans la Lune - Francja, Lumooja, Kirjailija - Finlandia, Timpul, Caiete Internationale de Poezie - Romania ) i w wielu antologiach. Jej sztuka literacka Dementia Diaries - Dziennik Demencji była wystawiana na deskach brytyjskich teatrów, m.in w Edynburgu, Cardiffie, Londynie, Brighton, Southampton. W roku 2012 roku w ramach projektu Pomiędzy dwoma światami. Poezja i przekład. Between Two Worlds. Poetry and Translation Biblioteka Brytyjska przygotowała dla archiwum nagrania kilkunastu wierszy poetki. Jej wiesze były tłumaczone na języki: polski, francuski, fiński, słoweński.
Wstęp wolny. Narodowym mediom regionalnym ułatwiam pracę, dodając, że 6 grudnia to rocznica wybru Hugo Chaveza na prezydenta Wenezueli i Leszka Millera na szefa SDRP, nie wspominając już o tym, że denominacji wona północnokoreańskiego także.
Jako rzecze ciocia Wiki: Autorka sześciu książek poetyckich i dramatu. Przetłumaczyła na język angielski wraz z Aną Jelnikar wybór poezji słoweńskiego pisarza Iztoka Osojnika Elsewhere (Pighog Press, 2011). Jej utwory ukazywały się w licznych pismach literackich takich jak: Ambit, Ariadne's Thread, Artemis, Brand, Cyphers, Dans La Lune, Lumooja, Modern Poetry in Translation, Molossos, North, Obsessed with Pipework, Pamiętnik Literacki, Poetry International, Poetry Review, Poetry Wales, Poetry International Web, The Interpreters House, The Rialto, Shadowtrain, Shearsman,Smiths Knoll Staple, Soundings Journal of Politics and Culture, Slovenia, Dans la Lune - Francja, Lumooja, Kirjailija - Finlandia, Timpul, Caiete Internationale de Poezie - Romania ) i w wielu antologiach. Jej sztuka literacka Dementia Diaries - Dziennik Demencji była wystawiana na deskach brytyjskich teatrów, m.in w Edynburgu, Cardiffie, Londynie, Brighton, Southampton. W roku 2012 roku w ramach projektu Pomiędzy dwoma światami. Poezja i przekład. Between Two Worlds. Poetry and Translation Biblioteka Brytyjska przygotowała dla archiwum nagrania kilkunastu wierszy poetki. Jej wiesze były tłumaczone na języki: polski, francuski, fiński, słoweński.
Wstęp wolny. Narodowym mediom regionalnym ułatwiam pracę, dodając, że 6 grudnia to rocznica wybru Hugo Chaveza na prezydenta Wenezueli i Leszka Millera na szefa SDRP, nie wspominając już o tym, że denominacji wona północnokoreańskiego także.
Subskrybuj:
Posty (Atom)