Trza dzieciom pokazywać świat. Świata natury mają od metra, wiadomo, sarny, dziki, jednorożce za oknem stoją i oziminę wpieprzają. Zostaje zatem świat kultury. Ze świata kultury padło na zamek w Baranowie. Blisko i renesans, znaczy kultura na sto dwa. W Baranowie jest taki myk - żeby zwiedzić zbrojownię i założyć dziecku na łepetynę hełm garnczkowy albo przytrzasnąć palce przyłbicą trzeba dzieciarnię przeciągnąć po wnętrzach. Nie jest to najszczęśliwsze rozwiązanie, bo czy istnieje wiek, w którym człowiek ma bardziej w dupie intarsjowane sekretarzyki niż trzy i pięć lat? No istnieje, całe gimnazjum, a w przypadku większości ludzkości reszta życia też. Ale nie o to chodzi - łazimy, słuchamy Pani Przewodniczki i szydzimy z herbów na sufitach (patrzcie, to rycerz herbu banan!). Mimowolnie odkrywamy wyższość kultury ludowej przy tym.
Na dziedzińcu Pani Przewodniczka mówi, że nie dało się koniem wjechać na dziedziniec, bo jest trzy metry nad gruntem i trzeba byłoby po schodach, toteż ci wszyscy Potockoradziwiłowie, co tam krew z chłopów pili, łazili po dziedzińcu na piechotę.
Ale jak pokazywała zdjęcia z tużpowojnia, kiedy ludność okoliczna dokonała aktu sprawiedliwości dziejowej i składowała w zamku siano, w oczy rzucił mi się jeden szczegół. Na jednym zdjęciu z dziedzińca stoi sobie furmanka, a do furmanki przytroczony zwykły zimnokrwisty ciężki gniadoszek, jakich wtedy było pełno. Stoi, łeb zmęczony zwiesił i na następną jazdę po siano czeka. Jak woźnica wjechał gniadoszkiem po schodach z furą siana? Ano, pewnie nie wiedział, że się nie da.
niedziela, 28 kwietnia 2013
sobota, 27 kwietnia 2013
Kolbuszowski Magiel ujawnia zdjęcia komentatorów
Wyciekły zdjęcia anonimowych komentatorów z Magla. Ziemia się częsie, straż się miejska miesza. Kogo poznajecie?
piątek, 26 kwietnia 2013
Nazwa, czyli te tam takie jakieś kapele ludowe
Kontempluję program Dni Kolbuszowej. Dumam nad jednym punktem - 3 maja o 19 - Występ Kapel Ludowych. Żeby nie było - przyjmuję możliwość, że projektant plakatów nie chciał przeładowywać go informacjami, że jeszcze nie było wiadomo, kto dokładnie będzie grał czy jeszcze jakieś złośliwości plakatów martwych. O ile grające później kapele rockowe, hiphopowe i gwiazda gówna imprezy, czyli Toples są wymienione z nazwy, kapele ludowe są w jednym worze i cześć. Więc:
jest jeszcze możliwość, że zapis oddaje stan świadomości projektowanego odbiorcy plakatu, dla którego kapele ludowe to po prostu kapele ludowe, niczym się nie różnią od siebie i powinny się cieszyć, że w ogóle grają.
Może jestem skrzywiony, ale mi naprawdę robi różnicę, czy grają Widelanie, Lesianie czy w ogóle kto tam jeszcze. Nie tylko dlatego, że te kapele od siebie odróżniam. Do nazwy kapeli przywiązuję wagę dużą. Za nazwą stoją setki godzin grania, ścierania się różnych temperamentów, przejechane kilometry, zerwane struny, etc. Na nazwę kapela pracuje latami, żeby później to nazwa pracowała na kapelę. Pamiętam, że za młodu jak kawiarnia teatralna w klerykowie robiła koncerty kapel metalowych, pankowych i takich tam, to wymagała wypisania na plakatach także składu. Takie odległe echo czasów, gdy to jazz był najbardziej alternatywną alternatywą. Muzyk mógł grać od miesiąca na gitarze przerobionej z taboretu, ale na graniu już pracował na swoją renomę jako instrumentalisty, firmował to, co tworzy imieniem i nazwiskiem na plakacie koncertu.
Szkoda trochę kapel, bo, zamierzony czy nie, spotyka je afront trochę.
Chyba że idzie o wykonawcę o nazwie ,,Kapel Ludowych". Jak tak, to sorka.
Edit:
nazwy są na plakacie emdekowym. Na temże impreza ma nazwę ,,przaśne granie''. Jak podaje SJP PWN:
1. «zrobiony z niezakwaszonego ciasta»
2. «prosty, surowy, naturalny»
3. «świadczący o zacofaniu cywilizacyjnym, o kulturalnym i umysłowym ubóstwie»
hm.
Może jestem skrzywiony, ale mi naprawdę robi różnicę, czy grają Widelanie, Lesianie czy w ogóle kto tam jeszcze. Nie tylko dlatego, że te kapele od siebie odróżniam. Do nazwy kapeli przywiązuję wagę dużą. Za nazwą stoją setki godzin grania, ścierania się różnych temperamentów, przejechane kilometry, zerwane struny, etc. Na nazwę kapela pracuje latami, żeby później to nazwa pracowała na kapelę. Pamiętam, że za młodu jak kawiarnia teatralna w klerykowie robiła koncerty kapel metalowych, pankowych i takich tam, to wymagała wypisania na plakatach także składu. Takie odległe echo czasów, gdy to jazz był najbardziej alternatywną alternatywą. Muzyk mógł grać od miesiąca na gitarze przerobionej z taboretu, ale na graniu już pracował na swoją renomę jako instrumentalisty, firmował to, co tworzy imieniem i nazwiskiem na plakacie koncertu.
Szkoda trochę kapel, bo, zamierzony czy nie, spotyka je afront trochę.
Chyba że idzie o wykonawcę o nazwie ,,Kapel Ludowych". Jak tak, to sorka.
Edit:
nazwy są na plakacie emdekowym. Na temże impreza ma nazwę ,,przaśne granie''. Jak podaje SJP PWN:
1. «zrobiony z niezakwaszonego ciasta»
2. «prosty, surowy, naturalny»
3. «świadczący o zacofaniu cywilizacyjnym, o kulturalnym i umysłowym ubóstwie»
hm.
czwartek, 25 kwietnia 2013
Trzy dialogi o tożsamości
*
Jo, Frantiszek, Haniołek: ... bądź mi zawsze ku pomocy
Frantiszek: A co to jest kupa mocy?
**
Moja Dużo Lepsza Połowa: Nie lubię schabowych!
Jo: Nie możesz tak mówić. To tak, jakbyś zatańczyła Mazurka Dąbrowskiego.
***
Jo: Niezależnie od tego, czy zdążę napisać i obronić tę pracę, czy nie, w przyszłym roku mam spokój i wiem, czym się zajmę.
MDLP: Kłusownictwem?
Jo: Nie, łucznictwem konnym!
MDLP: Czyli kłusownictwem*.
* jak podaje K. Ruszel. jeszcze na początku XX wieku prawie w każdym gospodarstwie Puszczy Sandomierskiej była samodzielnie zrobiona strzelba używana do kłusowania. Grupy kłusownicze liczyły i po kilkanaście osób.
Jo, Frantiszek, Haniołek: ... bądź mi zawsze ku pomocy
Frantiszek: A co to jest kupa mocy?
**
Moja Dużo Lepsza Połowa: Nie lubię schabowych!
Jo: Nie możesz tak mówić. To tak, jakbyś zatańczyła Mazurka Dąbrowskiego.
***
Jo: Niezależnie od tego, czy zdążę napisać i obronić tę pracę, czy nie, w przyszłym roku mam spokój i wiem, czym się zajmę.
MDLP: Kłusownictwem?
Jo: Nie, łucznictwem konnym!
MDLP: Czyli kłusownictwem*.
* jak podaje K. Ruszel. jeszcze na początku XX wieku prawie w każdym gospodarstwie Puszczy Sandomierskiej była samodzielnie zrobiona strzelba używana do kłusowania. Grupy kłusownicze liczyły i po kilkanaście osób.
środa, 24 kwietnia 2013
Jedziemy do Жешова
Starożytny ukiraiński gród, z którym Jarosław Mądry nie miał co zrobić, więc podrzucił go Polakom, budując uprzednio dla jaj ziemno-drewnianą początkowo Wielką C. przyjmie nas w swoje progi.
poniedziałek, 22 kwietnia 2013
Po ile ludzie? Czyli Podkarpacie uczy
Fajne zestawienie ostatnio widziałem -przełożenie cen obowiązujących w Imperium Rzymskim na współczesne złocisze. I tak np. okazało się, że legionista zarabiał ciut mniej od nauczyciela-stażysty współczesnego, chociaż trzeba przyznać, że nauczyciel-stażysta nie może gwałcić ani rabować. Przynajmniej niezbyt długo. Niewolnik kosztował ok. 180 tysięcy złotych. Żeby móc przejmować czyjeś owoce pracy i go kontrolować wystarczyło wyłożyć 180 kawałków. Tyle, co współczesny kredyt hipoteczny, zresztą kredyt hipoteczny ma podobną funkcję, z tym, że bank nie musi zapewniać niewolnikowi jedzenia i dachu nad głową.
Czasy się zmieniają, chujnia jest niezmienna, jak by to powiedział Paolo Coelho. Na Podkarpaciu nauczyłem się całej masy przydatnych rzeczy, ze zmienieniem biegów w ciągniku Władimiriec na czele, ale najważniejsza jest jedna. Wszystkie te zdobycze poprzednich dwustu lat rozwoju cywilizacji, podział władz, wolność słowa, wolności osobiste i takie tam są bardzo, ale to bardzo nietrwałe. Żeby być poza prawem, wystarczy odpowiednią liczbę ludzi zastraszyć albo kupić. W warunkach Podkarpacia narzędziem kupowania i zastraszania jest praca. Cena człowieka w warunkach ciągłego kryzysu to etat. Niedużo. Tutaj widać dobrze - im gorzej ekonomicznie, tym mniej wolności, tym zasięg prawa mniejszy. Warto trochę nad tym podumać, jak się słyszy w radyju o kryzysie na okrągło.
Czasy się zmieniają, chujnia jest niezmienna, jak by to powiedział Paolo Coelho. Na Podkarpaciu nauczyłem się całej masy przydatnych rzeczy, ze zmienieniem biegów w ciągniku Władimiriec na czele, ale najważniejsza jest jedna. Wszystkie te zdobycze poprzednich dwustu lat rozwoju cywilizacji, podział władz, wolność słowa, wolności osobiste i takie tam są bardzo, ale to bardzo nietrwałe. Żeby być poza prawem, wystarczy odpowiednią liczbę ludzi zastraszyć albo kupić. W warunkach Podkarpacia narzędziem kupowania i zastraszania jest praca. Cena człowieka w warunkach ciągłego kryzysu to etat. Niedużo. Tutaj widać dobrze - im gorzej ekonomicznie, tym mniej wolności, tym zasięg prawa mniejszy. Warto trochę nad tym podumać, jak się słyszy w radyju o kryzysie na okrągło.
piątek, 19 kwietnia 2013
Rocznica, czyli jak zwykle
Rocznica powstania w Polsce, czyli jak zwykle flagi, syreny i przemówienia. Internety pełne patetycznych grafik i demotów. W miastach od metra kiczowatych vlepek ruchaczy narodowych i takich tam. Horytnica i Sabaton nagrywają wtórne muzycznie i słabe tekstowo kawałki, z racji swej wtórności i artystycznych uproszczeń jednakowo popularne.
A nie, sorka, to nie to powstanie.
A nie, sorka, to nie to powstanie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


