poniedziałek, 22 maja 2023

Janusz Radwański, Żylety

 Rok temu z ekipą Laboratorium Emptii Historycznej wrzucilismy w internety arkusze poetyckie, żeby popromować Zrzutka na batalion Hospitaliery. Zrzutka jest aktualna, chociaż wolelibyśmy, żeby nie była. 

Po roku wieszam swój arkusz, Żylety, też tutaj.


Żylety



2021



Skręca łóżko, na którym ktoś prześpi pierwsza od tygodnia noc bez bomb.

Robi hamulce w samochodzie, który dowiezie ludzi bezpieczne miejsce.

Kupuje w serwisie baterię, która będzie trzymać całą drogę pociągiem ewakuacyjnym

i jeszcze trochę.



Ludzie z Mariupola, tagi



Trzy Roześmiane, szukamy im miejsca,

byle się dało razem i z dwoma kotami.



Jeden Skupiony, chce się dostać do Kanady

(Kanadyjczyk mówi, że na wizę najlepiej

czekać we Francji, to się chociaż trochę

języka złapie)



Jedna, która ma samolot za dwa tygodnie

i za nic się nie ruszy z tych hal,

bo tu bezpiecznie.



Muszę ją jakoś otagować w głowie,

ale nie ma takiego słowa.



Bohdanczyk



Wyszła z sali i nie pamięta, w której śpi.

Kiedy ją spytać, czy pamięta jakieś szczegóły,

powtarza tylko, Bohdanczyk maleseńkyj, cztery lata



Bohdanczyk maleseńkyj, cztery lata

Tam teraz mieszka.





Człowiek z reklamówką



Zapytałem, gdzie jego czemodan. Powiedział, że nie ma.

Pobiegłem chociaż po chleb i wodę żeby tak nie odjeżdżał.

Oddał kobietom z dziećmi, odjechał z reklamówką.



Obóz



Głupi mózg podsuwa flashbacki z kultury

Dzieci podwijające rękawki, żeby pokazać numer,

transport za transportem, każdy trzeba przyjąć,

sterty ubrań i butów w cichym magazynie.

Jesteśmy obozem.

Jesteśmy obozem do ratowania.

Staramy się nie usnąć

i nie zwariować.





Den peremohy



Nie ma ręki, więc dyktuję

Budzimy się bliżej dnia zwycięstwa

Klawiatura ustawiona na ukraiński słyszy

błądzimy bliżej dnia dzieciństwa

i tak może być,

wysyłam tak i tak.





Chłopiec z plecakiem w Angry Birdsy i dziewczynka z pluszowym Szczerbatkiem



mogliby przynajmniej nie być tacy podobni do naszych dzieci





Nazwa

Powiedziała, skąd jest,

ale nigdy nie mogłem zapamiętać tej nazwy

i jak ktoś pytał, mówiłem, że gdzies spod Kijowa.



Teraz chciałbym znowu nie pamiętać.

Ale nie mogę.







Szpic



O, też po filologii? I czas do autobusu znika,

w sumie można sobie wyobrazić,

że rozstajemy się po jakiejś konferencji.



Ale kto jeździ na konferencje tylko z damska torebką

i kontenerem dla szpica?



Szpica, który, gdy podchodzi mężczyzna, chce zabić?





A z wierszami jak

Nie jest tak, że o poezji nie da się myśleć w ogóle.

Ale raczej w tym kontekście, że teraz robię najważniejsze przekłady

Zbierajcie się, zaraz pociąg specjalny”

Wydadzą wam te leki”

jesteście bezpieczni”.









Judy



Alinie Kufedchuk



Mogłaby być naszą australijską ciotką,

pijemy kawę, wskazuje na Milenę i zaczyna zdanie:

byłam taka jak ona kiedy Eichmann przyjechał do naszego getta,

czas się potyka, potem idzie dalej, włóczymy się,

powietrze jest ciężkie od słońca i soku z pokrzyw

i nagle kończy: odtąd każdy dzień mojego życia

to środkowy palec pokazany Hitlerowi.







Granice



Dorocie i Sannie



Słyszałem tyle razy na dzień albo na noc

jak ludzie uczą się wymawiać dzienkuje

i nemaje za szczo że łapałem jakąś równowagę

ale bardzo chwiejną. Kiedy wracałem,

widziałem wiadomości od was, z białoruskiej granicy,

nie miałem już siły odpowiadać,

przepraszam.










czwartek, 10 grudnia 2020

Tylko presja ma sens, a w małych miejscach jeszcze wiekszy. Czyli - piszcie, a będzie wam dane, piszcie, a zapukają o szóstej, jak rzekł wieszcz

 Szanowny Panie Pośle, 


pisałem jakiś miesiąc temu, że nie jest za późno, żeby się z tego wycofać z twarzą. Od tego czasu policyjna przemoc nie tylko nie ustaje, ale się nasiliła. 

Tak że ten. Trochę kłamałem w poprzednim mailu, ale to naprawde był jeszcze całkiem niezły moment, żeby powiedzieć ,,ależ my o niczym nie wiedzieliśmy" i się ulotnić. 

Ten moment chyba minął. 

Z poważaniem, 

Janusz Radwański

piątek, 20 listopada 2020

Napisz do posła ze swojego sztetlu w sprawie represji

 Wysłane. Niech wisi gdzieś też w netach. 


Sz.P. Zbigniew Chmielowiec

Poseł na Sejm RP

 

                               Szanowny Panie Pośle,

 

 

żyjemy w małym miasteczku, co ma ten niewątpliwy plus, że trudno tu się zamknąć w swojej bańce społecznej i, chcąc nie chcąc, być blisko z ludźmi niezależnie od dzielących nas od nich różnic, żywiąc do nich sympatię. O takiej właśnie czysto ludzkiej sympatii mojej chciałem Pana zapewnić na początku tego listu.

                Ale do rzeczy. Wiele rzeczy niepokojących działo się przez poprzednich pięć lat, ale ostatnie dni wyglądają jak jakaś próba pójścia na rekord. Policjanci używają pałek i gazu w stosunku do niestwarzających żadnego zagrożenia demonstrantek i demonstrantów. Robią to też nieumundurowani policjanci. Pańska koleżanka z ław sejmowych, Magdalena Biejat z Partii Razem  została zaatakowana miotaczem gazu przez policjanta, gdy pokazywała mu swoją legitymację poselską. W Krapkowicach czternastolatek będzie odpowiadał przed sądem za udostępnienie na Facebooku posta o proteście w jego miasteczku. Ludzie są zatrzymywani i karani za udział w pokojowych protestach, choć jeszcze pięć lat temu (och, kiedy to było!) Beata Szydło zapowiadała, że Pańska partia nie będzie wysyłać przeciwko protestującym policji. Minęło trochę czasu i gdy spada poparcie społeczne dla Pańskiej partii, okazuje się, że pałki, gaz i areszty to może być dobry sposób na dotrwanie do końca kadencji.

                Prezes miota się wściekły na mównicy. Zgodnie z sondażem z połowy listopada, 70% Polek i Polaków między 18 a 24 rokiem życia popiera protesty przeciwko temu rządowi. Nie wiemy jeszcze, ile to potrwa i po jakie środki będzie sięgać ta władza, żeby się ratować. Nie wiemy, co się stanie. Ja i wielu moich przyjaciół boimy się, co jeszcze przyjdzie do głowy Pańskiemu prezesowi i co dalej będzie się działo na naszych ulicach.

                Ale mam dobre wieści. Wiele razy podkreślał Pan swoje przywiązanie do idei PoPiS-u, do zgody i wspólnej pracy dla dobra ogółu. Tak może Pan być zapamiętany. Cokolwiek będzie się działo, jakkolwiek PiS będzie próbował się ratować, Pan nie musi być tego częścią. Nie musi Pan brać odpowiedzialności za to, co się dzieje i za to, co się jeszcze może wydarzyć. Jeszcze nie jest za późno, żeby zachować ludzki szacunek. Jeszcze można oddać legitymację nie jako uciekinier z tonącego statku, tylko jako ten, który wcześniej niż koledzy i koleżanki dostrzegł zagrożenie.

                O to Pana serdecznie proszę i do tego namawiam.

Z poważaniem,

Janusz Radwański


poniedziałek, 2 września 2019

Po co grać wiejską muzykę?

Wiadomo, że nie dla pieniędzy, chociaż wiadomo, głupi ten, co stówki za granie nie weźmie, jak dają, ale i głupi ten, co więcej niż stówkę kapeli na twarz wypłaci. I nie dla sławy, bo przecież skrzypek czy cymbalista może być rozpoznawalny w promieniu kilkunastu-kilkudziesięciu kilometrów, ale to wszystko. 
No więc tak. Przede wszystkim dlatego, że jeśli ty tego nie zrobisz, to nikt tego nie zrobi. Ktoś to musi zrobić, więc musisz to być ty. Po drugie: to jest daremne. Czegokolwiek nie zrobisz, skrzypce i tak będą za ciche, żeby przebić się przez cokolwiek, to jest muzyka do grania po stodołach i katakumbach. Więc ktoś musi to zrobić tym bardziej. Gesty niedaremne ktoś wykona i tak. Daremne musisz robić ty. 
Ale, ale. Przede wszystkim idzie o tę różnicę między wiejską muzyką a całą popkulturą, w której liczy się ,,ja". W wiejskiej muzyce, jak i w całej kulturze tradycyjnej, liczy się ,,my". Muzykant nie wciska ci swojego ja. Muzykant nie zagra ci niczego, czego nie znasz. Słyszałeś już te polki i oberki setki razy, a jeśli nie słyszałeś, to słyszałeś podobne. W różnych wykonaniach. Kiedy ten muzykant przestanie je grac, będzie grał inny, może tak, może nie. On też je wziął od kogoś innego. Ta muzyka niewiele ci o nim powie, ale ta wspólna jej znajomość to jest coś, co was łączy. Wiejska muzyka robi z muzykantów i tańczących jedno my, które trwa tak długo, jak gra muzyka. Nieprzypadkowo najlepsze imprezy nie są wtedy, gdy kapela gra na scenie, odgrodzona odsłuchami i statywami, tylko wtedy, gdy stoi na podłodze, gdy raz na jakiś czas jakaś para wpadnie w basy albo potrąci skrzypka. Ja jest w tym wszystkim, ja jest potrzebne, ale nie jest na pierwszym planie, nie jest niezbędne. Nie da się zrozumieć, po co się gra wiejską muzykę, jeśli się nie zrozumie tej różnicy.  Po to mniej więcej gra się wiejską muzykę. 

poniedziałek, 4 lutego 2019

Jakub Skurtys o Święcie nieodległości


Najdziwniejszymi propozycjami w tej grupie wiekowej [roczniki 80. i 90. - przyp mój] i tematycznej okazały się „Szczodra” Aldony Kopkiewicz (WBPiCAK; ’84), autorki nagrodzonej Silesiusem za debiutancki „Sierpień” oraz „Święto nieodległości” Janusza Radwańskiego (Convivo; ‘84).

„Święto nieodległości” Radwańskiego (‘84) również podąża w stronę wystylizowanej ludowości i jest to doskonały przykład, jak dziwnymi drogami może iść poezja, gdy próbować typologii opartych na złudnych kryteriach biograficznych (ale jakie inne przyjąć dla tak rozległych tekstów?). W rymowanych wierszach autora znać biegłość językową, zdolność konstrukcyjną, czuć, że wszystko tam siebie wzajemnie dopowiada, a zarazem można się poczuć, jakby wiersze te pisał raczej ktoś z roczników 50. lub 60. Radwański toczy stylizowaną na realizm, na folkowość, ludowość nawet, dziecięcą rozmowę. Jego bohaterowie zamieniają się miejscami i rolami, ale nie pozwala się tu czytelnikowi ani na chwilę uciec od wrażenia pewnej czytankowości, naiwności elementarza, ze wszystkimi wpisanymi weń uproszczeniami w sposobach widzenia i konceptualizowania świata, uproszczeniami na pokaz, którym oczywiście nieustannie pękają szwy.
Jest to tym zabawniejsze, że Radwański wprost narusza topikę patriotyczną, chociaż patriotyzm, na jaki się zamachuje, bardziej przypomina parady z czasów PRL-u i kartonową kiczowatość poprzedniej epoki (ale czy nie jest to aby jedyna funkcjonalna tradycja dla obecnego rządu?). Cały tom zbudowany został wokół marynistycznych tropów tonącej łodzi, od świetnej szanty „Sonar” po „Umrzyka skrzynię” i finałowe „Sześć stóp błota”, ale owo metaforyczne tonięcie z łatwością nakłada się na konteksty codzienne, egzystencjalnie: „Dwóch zgubionych ojców z absurdalnym w lesie kajakiem/ johoho i butelka niczego, bo przecież prowadzimy/ życie nie byle jakie. Życie piratów, linoskoczków,/ nieśmiertelnych cyborgów. Zaraz znajdziemy drogę”. Ale drogi nie ma, jest raczej przechył łodzi, jeszcze niegroźny, choć już irytujący. Na razie jest fun, trwa zabawa, karnawał „święta nieodległości”, co dalej, nie wiadomo. To jest pisanie tak osobne, spoza czasu, że w kategorii odosobników mogłoby się mierzyć z samym Michałem Sobolem, a jednak sympatyczne, otwarte, zapraszające do tego wesołego, wspólnotowego nawet tonięcia.

Całość podsumowania TUTEJ

piątek, 14 grudnia 2018

Jak być humanistą i dlaczego krótko

Czytam sobie te wszystkie protesty przeciwko ucięciu finansowania kierunkom humanistycznym. I samo w sobie jest to jak najbardziej słuszne i przewidywalne - my sobie popodpisujemy listy i apele, Gowin walcem rozjedzie humany, Ziemia poszybuje w kierunku sobie wiadomym.
O wiele ciekawsze są komentarze Polaków w internetach. Ludzie z grubsza rzecz biorąc nie mają wątpliwości co do tego, że słuszną linię ma nasza władza. Bo to przecież kurła potrzebujemy lekarzy i inżynierów, nie jakichś pięknoduchów zasranych, dobrze, niech tną, dejmy pieniądze na polibudy i cześć.
Wisienką na internetowym torcie był komcionauta serio przekonany, że jak się zabierze humanom, a da ściślakom, to ściślaki zbudują, cytuję, ,,hybrydowego poloneza 2.0".
Wyobraziłem sobie Polskę przyszłości jako takie wielkie juwenalia AGH, na których studenci składają z kartonu hybrydowego poloneza 2.0.
Wiecie, może i niech ten Gowin nas faktycznie w miarę szybko głodem zamorzy?

czwartek, 6 grudnia 2018

Jak doprowadzić narodowca do łez

Pamiętaj, za każdym razem, gdy zapalasz chanukową świecę, gdzieś na świecie płacze narodowiec.


Dziś zapalamy czwartą, jakby co.

wtorek, 4 grudnia 2018

Dlaczego grechuciarstwo?

Czyli poezja w czasach schyłkowego antropocenu.

Za naszego życia skończy się cywilizacja oparta na paliwach kopalnych i plastiku (czyli też paliwach kopalnych). Za naszego życia przekonamy się, czy katastrofa klimatyczna będzie miała większe czy mniejsze rozmiary. Raczej nie będzie to ten stan, kiedy tanie rzeczy w jednorazowych opakowaniach przestają być dostępne, raczej będzie to stan, w którym większe lub mniejszcze części Ziemi przestają być zdatne do życia dla ludzi. A to oznacza Zagładę. Wymarcie ludzkości - w części lub całości.
Ta Zagłada już trwa. Na razie jeszcze takie miejsca jak Półwysep Arabski czy Afryka Subsaharyjska nadają się do zamieszkania i do produkcji żywności. Ale już dziesiątki tysięcy ludzi wegetują w obozach, tysiące każdego roku toną, próbując dostać się do Europy. To jeszcze małe rozmiary Zagłady. Na razie reagujemy, jak to w wypadkach holokaustów, z mniejszą lub większą obojętnością, czasem entuzjazmem, czasem empatią. I tu dochodzimy do rzeczy.
Jeszcze mamy wpływ na to, jak będziemy reagować w miarę rosnących rozmiarów Zagłady. Jak na razie wygląda to nieciekawie, jak zapowiedział premier, ,,będziemy strzelać do tych ludzi". To jest poziom, z którego startujemy.
No ale mamy jakiś wpływ na to, co nie? A nawet jeśli nie mamy, to lepiej myślmy, że mamy, bo inaczej leżymy. Wszelka sztuka skupiona na komunikacji, wszelka sztuka oparta na empatii jest bezcenna. Nadchodzą bowiem czasy, owszem, już są, kiedy każdy kawałek ludzkich odruchów będzie na wagę złota. Nie wiadomo, co uratuje skupienie i umiejętność skierowania całej uwagi na to, co mówi drugi człowiek. Albo kogo.

wtorek, 30 października 2018

Święto nieodległości - uwaga na podróbki!

Święto nieodległości poszło do drukarni. Już nic nie zrobię. Jednocześnie odpowiadam na pytania: nie, 11 listopada w Warszawie nie planujemy żadnego eventu promocyjnego. Organizatorzy bezczelnie się podszywają. Myślą że jak dodadzą jedną literkę do tytułu i zmienią ,,święto" na ,,marsz", nikt się nie połapie. Pamiętajcie, oryginalne Święto nieodleglosci poznacie po grafice Kaliny na okładce i byciu przeciwko niedobrym rzeczom w środku. 


sobota, 7 lipca 2018

Kalenberek-podsumowanie

O. pyta, i to zupełnie serio, czy można pogodzić się z porażką. ja jej odpowiedziałem też zupełnie serio, ale to na falach privu, tam, gdzie nikt nie zagląda jeszcze bardziej niż tutaj.
I jakoś tak z myślenia nad odpowiedzią przeszło mi się do podsumowania roku życia książki i mojego, bo to Kalenberkowi stuknie niedługo rok, a mnie trochę dłużej.

Przez ten rok książka doczekała się czterech dobrych recenzji i jednej sympatycznej wzmianki, a też i jednej rozmowy. Cztery razy czytałem ją na żywca - Warszawa, Kraków, Rzeszów i Mielec. Jak na polskie warunki - i tak nieźle.

Kalenberek ugruntował moją pozycję w niszy chłopacy z zadupia piszący rymowanki o dzieciach i wierzętach. Nie jest to może jakaś szczególnie prestiżowa nisza, ani też specjalnie oblegana przez kolezenstwo po piórze. Ale, do licha, jest moja i na tyle, na ile mogę, będę się po niej rozglądał. Tyle, ile się da w niej zrobię, potem wrócę do chałupy i obiore ziemniaki. Bo nisza niszą, sztuka sztuką, ale ziemniaki ziemniakami.

Tak to mniej więcej widzę, droga O., z tym godzeniem się.

piątek, 15 czerwca 2018

Jak zrobić muzykę ludową

Więc to było tak: Jan Cebula grał na skrzypcach oberka. Ja się go nauczyłem na harmonijce, oczywiście, prościej i inaczej, bo jednak inne dźwięki dobrze leżą na skrzypcach, a inne na harmonijce - np. przejście z E na Fis na skrzypcach to jeden ruch palca, na organkach diatonicznych to już konieczność wykonania podciągu, a na tremolo w stroju C tego dźwięku ni ma. Po roku od grania z Cebulą zagrałem go Wojtkowi, jageśmy grali w składzie: akordeon plus basy. Oczywiście zagrał go inaczej, a do tego doszła ogrywka improwizowana, bo przy próbach nauczenia się ogrywki pierwotnej taka się zrobiła. W efekcie powstał oberek podobny do wyściowego, ale inny, nowy, taki z 2018. Ale jakby co, to moje dzieci wiedzą, że jeśli za 70 lat jaki badacz wsi będzie je pytał, mają iść w zaparte, że na Kalenberku grali go, odkąd pamiętają. Z resztą to jest mniej więcej prawda. 
Badacze wsi uwierzą, bo, umówmy się, badacze wsi szukają takich rzeczy, a jak czegoś szukają, to i zawsze znajdą. Tylko Wy będziecie wiedzieli, jak jest naprawdę. 

poniedziałek, 11 czerwca 2018

Jak odnaleźć sens życia za pomocą warsztatów zdobienia serów kozich

Dużo ostatnio myślę o sensie wszystkiego. Na przykład sensie warsztatów tańczenia kozich serów i wędzenia oberków. Przerabiania starych stodół na nowe agroturystyki. I tak dalej.
Że to wszystko wynika z tęksnoty za niezapośredniczonym, prawdziwym doświadczeniem. Tęsknoty niemożliwej, bo ze stanu samoświadomości i kompetencji kulturowych przefiltrowujących każde doświadczenie przez teksty kultury nie da się wyjść ot tak, po prostu, zabrawszy swoje zabawki, płaszczyk i czapeczkę. Człowiek z przebodźcowanym mózgiem nie jest w stanie już siedzieć i po prostu patrzeć w trawę przed sobą, którą zjada jego krowa.
W sumie jest to coś w stanie kultu cargo - w kulturze, w której siedzenie i patrzenie albo po prostu siedzenie i doświadczanie rzeczywistości było możliwe, wędziło się oberki i tańczyło kozie sery, spało w stodole nieprzerobionej na agroturystykę. W związku z tym wytwarza się w ludziach przekonanie, że jeśli będa odpowiednio długo wędzić oberki, to będą mogli też siedzieć i patrzeć i tej rzeczywistości doświadczać tak se ło. 
Może i tak, może i nie. Oberki same w sobie są tylko ruchem po kole, podobnie jest z tańczeniem serów kozich. I jedno, i drugie to jest nic bez całego zaplecza, wyrwane z kontekstu są tylko robieniem kółek i dymieniem, albo robieniem kółek z dymu. Zaplecze tego całego wędzenia stodoły i spania w oberku jest wizja świata, w którym są rzeczy ostatecne, sąd, niebo i piekło, dlatego to, co się robi, choćby było to głupie tańczenie koziego sera, ma znaczenie, dlatego rzeczywistość sama w sobie jest wystarczająco cieakawa, bo za nią się chowają rzeczy wieczne i nieodwołalne. 

Nie wiem, czy da się do tego dotrzeć przez wędzenie oberków. Możliwe, ale na pewno nie przez samo w sobie. Pamiętajcie o tym, tańcząc sery. 

piątek, 18 maja 2018

Po co czytać wiersze, czego to uczy i w ogóle.

Miało o tym być w notce poprzedniej, ale poprzednia miała być bardziej informacyjna i marketingowa, bo, wiadomo, trzeba robić propagandę, ma być frekwencja i tak dalej. No bo frekwencja jest miernikiem czegoś na pewno, kiedyś się dowiemy, czego. Kiedyś będzie nam to ukazane, na razie robimy frekwencję, bo tak. 

A miało być w tej notce o tym, czego mnie nauczył Radek Wiśniewski. A nauczył mnie między innymi, żeby nie pić niczego z lodówki w pokoju hotelowym, czyli rzeczy bardzo przydatnej, o ile oczywiście jeszcze kiedykolwiek w życiu będę w hotelu z lodówką. 

Ale do ad remu. Spotkanie rzeszowskie z Radkiem przypada w drugiej połowie mistrzostw świata w piłce. Mistrzostwa odbywają się w Rosji. Przypadek? Nie sądzę. Pomyślmy o tym tak, jak pomyślałby Zenon Kałuża, podmiot liryczny ostatniej Radkowej książki. 

Zenon (tak to sobie wyobrażam, to nie Radkowy Zenon, to mój Zenon zinternalizowany, wskutek czytania Radkowego Zenona wytworzony) pomyślałby sobie o olimpiadzie w Berlinie, w 1936. I zaraz złapałby się na banalności tego skojarzenia. A potem zacząłby drążyć. 

Sprawa nie jest taka prosta. Kiedy ogniem pryniesionym z Grecji zapalali znicz w Berlinie, od trzech lat funkcjonował już KL Dachau. Już obowiązywały przepisy ograniczające prawa Żydów. Ale nikomu nie przychodziło jeszcze do głowy, jak to wszystko się skończy. Chyba że ktoś czytał Adolfowego twittera i brał wszystkie wpisy na poważnie. 

Zenon Kałuża zadałby sobie pytanie, jak Putin AD 2018 w porównaniu z Adolfem w 1936 wypada. A wypada nieciekawie. Od czterech lat trwa wojna Rosji z Ukrainą. Nie znamy dokładnej liczby ofiar, najostrożniejsze szacunki mówią o kilkunastu tysiącach zabitych, dziesiątkach tysięcy okaleczonych i ok. dwóch milionach uchodźców wojennych. Od trzech lat rosyjskie samoloty bombardują Syrię. Nikt nie ma pojęcia, ilu ludzi w ten sposób zabiły, nikt po prostu tego nie liczy. 

O jakimś bojkocie mistrzostw nieśmiało zaczęła przebąkiwać Wielka Brytania po tym, jak Władimir Władimirowicz użył broni chemicznej na jej terenie, żeby zabić dwoje ludzi. Bojkot miał polegać, o ile pamiętam, na niewysyłaniu do Rosji delegacji takiej oficjalnej z rojal bejbisami na trybuny. Członkowie rodziny królewskiej będą oglądać mecze  na plazmie w pałacu, żeby Putin wiedział, że nieładnie mordować ludzi. 

Oczywiście nikt nie myśli o tym, żeby nie wysyłać piłkarzy. Każdy z tych facetów to przecież biegająca przestrzeń reklamowa ich dziewczyny to przestrzeń reklamowa, to szansa na sprzedaż rzeczy, to szansa na wytworzenie w ludziach nowych potrzeb posiadania. Nikomu nie opłaca się tej maszyny zatrzymać, zresztą żadnego życia by to nie uratowało, co najwyżej poczucie godności, które bierze się z nazywania morerców mordercami a morderstwa - morderstwem. Nie wiem, czy mając to poczucie człowiek jest szczęśliwszy, niż patrząc, jak jego drużyna wchodzi do jednej ósmej finału. Nie wiem, czy ktoś przeżył obie te rzeczy i jest w stanie porównać. Może Zenon Kałuża wie? Spytam 29 czerwca. 

poniedziałek, 14 maja 2018

Radek Wiśniewski 29.06. w Rzeszy!

Młyny mełły, mełły, ale zmełły. With a little help from my friends (no dobra, Staszek Dłuski ogarnął wszystko) udało się - 29 czerwca Radek Wiśniewski będzie czytał wiersze w Jameson Pubie w Rzeszowie. Będę go pytał o rózne rzeczy. O wiersze też, ale nie tylko. 

Bo z Radkiem to jest tak, że w latach 90. rozkręcił w maleńkim Brzegu Stowarzyszenie Żywych Poetów, które żyje do dzisiaj. I wydawał w małym miasteczku kwartalnik literacki o ogólnopolskim zasięgu i co najmniej środkowoeuropejskim poziomie. I czytał wiersze więźniom. I wciągnął poetów w pomoc tybetańskim uchodźcom i więźniom politycznym zamiast, jak normalny człowiek, kibicować naszym na olimpiadzie w Pekinie. Wydaje książki prozatorskie i poetyckie ludzi różnych zamiast wydawać piniondze. Jeśli jest jakaś przegrana sprawa na tym świecie, to możesz być pewny, że Radek jej kibicuje, co w zasadzie w dużej mierze wyjaśnia jego przywiązanie do poświęcania czasu i energii polskiej literaturze. 

Taki też jest Zenon Kałuża, podmiot liryczny ostatniej Radkowej książki. 

I Radka, i Zenona, będę pytał o to, jak żyć. 

Będzie dużo radości. 

Czekajcie na dalsze instrukcje. 

środa, 9 maja 2018

Jak zrobić wiersz o wsi

A żem z Maćkiem Frońskim i Zytą Bętkowską wiersze oceniał. O wsi. I napisaliśmy po wielu sporach i wielu bronach w plecy i sójkach w bok takie uzasadnienie, preambułę, amplitudę. Wklejam, żeby nie zapomnieć, bo chyba parę rzeczy sensownych tam jest.

Dziękujemy wszystkim uczestnikom konkursu na „Wiersz wiejski”. Wpłynęło 16 tekstów, w tym dwa rymowane wiersze humorystyczne, oraz dwie prozy poetyckie. Po burzliwej naradzie jury w składzie: Zyta Bętkowska, Maciek Froński i Janusz Radwański postanowiło przyznać zwycięstwo autorowi posługującemu się pseudonimem Worlach za wiersz pod tytułem „Ogień”, a dwa równorzędne wyróżnienia – Januszowi Pyzińskiemu za wiersz pod tytułem „Pamiętam” oraz uczestniczce, posługującej się pseudonimem Cytra za wiersz pod tytułem „Zza firanki (Śliwiczki)”. 

W polskiej kulturze funkcjonują przeważnie dwa obrazy wsi, tak z grubsza: sielankowy i groteskowy. Może to być groteska zabawna (vide „Konopielka” Edwarda Redlińskiego), może być i ponura („Dom zły” Wojtka Smarzowskiego), w każdym razie mieszkaniec wsi to albo nośnik tradycyjnych wartości, szlachetny dzikus i wypiekacz tradycyjnego chleba, albo wiecznie pijane półbydlę, co by tylko żarło i ruchało. Dlatego też wieś jest albo sielsko-anielska, albo groteskowa, a najłatwiej o niej mówić, używając zgranego do granic możliwości przeciwstawienia: dobre stare - złe nowe. Niestety w tekstach konkursowych przytłaczająca większość to jest taka właśnie sztampa. Mieszkańcy wsi pieką chleb, robią kartoflankę, piorą kijankami, młócą cepem, a jak już umrą, to ich się kładzie na mogilnik. No niestety, teksty konkursowe stanowią w dużej mierze przykład tego, jak daleko mentalnie od wsi znajduje się współczesny użytkownik języka, piszący wiersze i jak słabo jest owa wieś zarysowana w literaturze. Ten człowiek, który musi dowozić dziecko na zajęcia używanym golfem dwójką, bo pekaesy rzadko chodzą, ten młody chłopak, któremu się CS loguje nocą, bo sieć jest wolna, a alternatyw dla łojenia w CS-a ma mało, bo w domu kultury w jego wsi jest instruktor na ćwierć etatu – oni w tych wierszach nie istnieją. 

Zwycięski wiersz stanowi chlubny wyjątek, bo autor nie uciekł w kliszę, wybrał się w sobotę na wieś, na której, jak jednemu z jurorów powiedziała pewna informatorka w czasie badań etnograficznych ze dwa lata temu, „teraz to jest, kurwa, nuda”. I tę kurwę-nudę czuje się w wierszu. 

Jednakże wśród pozostałych wierszy, mimo że obciążonych grzechem pierworodnym polegającym na tym, że o wsi nie mówią nic (mówią za to o chłopomańskiej tęsknocie za wsią, na której chłop młóci cepem i lata w lnianych portkach, a po pięćdziesiątce zdycha od harówki i ubogiej diety – klisze, klisze, klisze…) jury dostrzegło fragmenty zdradzające wrażliwość poetycką, jak choćby „widziałem śmierć biedronki w wieku dwóch kropek”, „pasły się w trawie dorodne grusze i jabłonie” i „ojciec wciąż klepie kosę i biedę” Janusza Pyzińskiego czy „O! Są koty! Wylegują się na tarasie, nagrzane jak brukowa kostka czy anonimowa trawa” Cytry, by ograniczyć się do utworów wyróżnionych. 

Pozdrawiamy serdecznie wszystkich uczestników konkursu i zachęcamy do dalszych prób. 

A wiersze se można poczytać TUTEJ

czwartek, 3 maja 2018

Jak odwołać koncert

A w Rzeszowie odwołali koncert metalowy. Kto ciekawy, niech pogugluje.

Radość zapanowała na Podkarpaciu, a najbardziej w Kolbuszowej, bo to koncert miał być w klubie zarządzanym przez chłopaka z Kolbuszowy a wiadomo że o ile cudza klęska cieszy, to klęska sąsiada podwójnie, a sąsiada co gdzieś poza grajdołkiem wspólnym coś robi to nawet w trójnasób.

Ale w każdym wesołym tłumie jest ktoś smutny. A u nas to tym kimś na bank będę ja. Nie inaczej jest i teraz.

Bo ludzie się cieszą, a ja sobie myślę.
Myślę o tym, że jest w Rzeszowie ktoś kto może służbom odpowiedzialnym za zdrowie i takie tam zająć się przeszkadzaniem w koncercie.

Myślę sobie ze sa w Rzeszowie służby które zamiast sprawdzać czy nie dostaniesz sraczki w kebabie wchodzą we współpracę z wlamywaczem.
Myślę sobie, że jest teraz w Rzeszowie ktoś, kto zamiast dostać zawiasy za włamanie dostał nagrodę.
Myślę sobie że jest teraz w Rzeszowie ktoś kto wie już że może zrobić wszystko i nie odpowiadać za nic.

Mnie to jednak niepokoi.

poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Jak nosić koszulkę w żołnierzy

Zaiste, lata 90. były miarą wszechrzeczy. Nikt wtedy nie nosił koszulek w żołnierzy - wyklętych czy niewyklętych - bo wszyscy uciekali przed wojskiem. Czy uduchowieni anarchiści, czy pragmatyczni studenci farmacji, czy laureaci olimpiad matematycznych, czy drugoriczne dresy-wszyscy byli zgodni co do tego, że armia to syf i od poboru trzeba się wymigać.

Dziś, kiedy widzę moich rówieśników i ludzi starszych w koszulkach z żołnierzami wyklętymi czy nie, uśmiecham się w duchu, bo wiem, że w swoim czasie robili to, co ja, czyli wszystko, by nie bronić tej jakże ukochanej ojczyzny z tą jakże upragnioną bronią w ręku. A jak młodszych widzę, to też się uśmiecham, bo wiem, że w naszej sytuacji robiliby to samo, co my.

W ten sposób możesz zachować pogodę ducha, bo dzięki latom 90. wiesz, że natura ludzka jednak jest niezmienna i dobra.

wtorek, 17 kwietnia 2018

Jak zostać mówcą motywacyjnym.

W tych wszystkich chwilach, kiedy wydaje ci się, że robisz rzeczy nieważne, a nawet te nieważne, które robisz, robisz co najwyżej średnio, w tych wszystkich chwilach, kiedy wydaje ci się, że wiosłujesz łyzeczką do herbaty przez nieskończony ocean zamrożonej galaretki wiśniowej pomyśl o tych wszystkich ludziach. Pomyśl o nich.

Pomyśl o tych, którzy mówili ci, że nie dasz rady. Że to, co robisz jest bezwartościowe. Że nie zaprowadzi cię do niczego. Że czeka cię porażka za porażką i żadna nawet nie będzie zabawna. Pomyśl o tych, którzy się z ciebie śmiali, o tych, którzy mówili, że się do niczego nie nadajesz.

Pomyśl, że całe to wiosłowanie, każdy ruch wiosła przybliża cię do tego momentu. Kiedy wreszcie staniesz naprzeciwko nich wszystkich. Kiedy popatrzysz im prosto w oczy, wypostujesz się i powiesz:

- Mieliście rację.

Więc nie marudź i wiosłuj.