Ej, dziennikarstwo to fajna fucha jest. Już nie trza robić takich rzeczy jak dawno temu Wojciech Jagielski, co to gdy chciał się dowiedzieć, co tam u czeczeńskich bojowników, szukał kontaktów i spotykał się z nimi w ziemiankach na Kaukazie, a jak chciał zobaczyć, co tam w Groznym szturmowanym przez Rosjan słychać, to do tego Groznego pojechał, chociaż było wiadomo, że Rosjanie za cywilne ofiary nie tyle nie przepraszają, co ich w ogóle nie zauważają.
A jak to teraz wygląda, to polecam sobie wygooglać dokument o młodych Francuzach walczących po stronie Państwa Islamskiego w Syrii. No o tych młodziankach i młodzianezkach, co z domku pod Paryżem dają dyla i się wysadzają gdzieś w jakichś takich miejscach o nazwach, których nawet oni sami nigdy wcześniej nie słyszeli. Nikt nie wie, dlaczego, a ja chyba wiem po tym dokumencie.
No bo większość dokumentu dzieje się tak, że realizatorzy filmują fejsbuka. A to śledczy dziennikarze lajkują jakiegoś szacha, a to mufti ich do znajomych przyjął. A jak z bojownikiem rozmawiają, to na ekranie ukazuje się buzia w kominiarce no na ekranie właśnie, tzn. ekran w ekranie jest, bo z nim przez wideoczat rozmawiają. A jak pani dziennikarka daje się zwerbować islamistom, to (tego nie wymyśliłem) zakłada chustę i stuka przez fejsbuka z jakimś ibm al Sratatahem. Nie żartuję, w chuście w klawisze stuka.
Jedyne, co się dzieje poza fejsbukiem, to filmiki wysyłane przez samych bojowników. Tam jak komuś głowę ucinają, to ta głowa jest prawdziwa, a jak rakieta strzela, to jest to rakieta całkiem na serio, a jak ktoś krzyczy, że Allah akbar, to krzyczy poważnie, a jeszcze poważniej się wysadza.
No i poza fejsbukiem były też rodziny młodzianków i młodzianeczek. Mamy, tatowie, siostry i bracia, wyrwani sprzed monitorów, pousadzani na kanapach, patrzących w oko kamery, jak ona nie rozumiejąc niczego.