wtorek, 25 lipca 2017

Krótka historia kolbuszowskiego podziemia muzycznego

- A ta wasza punkowa kapela jeszcze działa?
- No nie, wiesz, bo gitarzysta wyjechał z Kolbuszki i założyliśmy wtedy kapelę folkową, Hadrę.
- O, a ta Hadra jeszcze działa?
- No nie, bo wokalistka wyjechała z Kolbuszki i załozyliśmy kapelę grającą muzykę do wierszy, Wczorajszy.
- O, i Wczorajszy działa?
- No chwilowo nie, bo gitarzysta wyjechał z Kolbuszki


I tak dalej, i tak dalej. Ze sprzętu muzycznego na strychu złożę za jakiś czas muzeum emigracji.

środa, 19 lipca 2017

Adaś Cisowski na tropie słoniny, rąbanki

WKU Mielec wysyła zaproszenia do obrony terytorialnej. Znak to, że koniec świata nie nadejdzie tak prędko, jak mógłby, ludzie nadal wolą robić rzeczy przyjemniejsze od bawienia się w wojsko niż bawić się w wojsko. W ostatecznym rozrachunku uratuje nas to, że wszyscy lubimy pojeść, popić, pogwajdlić, pokierdasić i iść spać. 
Można zatem wziąć się za rzeczy, Naprawdę Ważne. Za książki dla dzieci.  Bo one dopiero starym koniom pokazują, gdzie koniczyna rosła, a gdzie pyrz tylko suchy. 
Szatan z siódmej klasy, z którego zapamiętałem głównie mój problem z ogarnięciem, ile Adaś ma lat w tej siódmej klasie i dlaczego kilka lat kiblował, jak taki bystrzacha. 
Teraz dopiero mnie obeszło, że rzecz dzieje się w 1937 roku. Cała ta historia, cały ten świat sympatycznych młodzianków i zacnych do szpiku dorosłych (z wyjątkiem kryminalistów, oczywiście), za dwa lata trafi szlag. Warszawa to wiadomo, a świat ziemiaństwa z Wileńszczyzny zginie jeszcze bardziej bez śladu. Czytam tego Szatana dzieciom i zastanawiam się, co dziewiętnastoletni Adaś zrobi we wrześniu, widzę go, jak w 1942 ddzięki wrodzonemu sporytowi handluje rąbanką i z tego żyje, seri.  Co się stanie z dworkiem Gąsowskich (to metafora, srał pies dworek, z Gąsowskimi co będzie)? 
Ale jest jeszcze jedna rzecz - cały Szatan dzieje się na tzw. Kresach. Świat ten składa się (dosłownie) z dworków zawiedszonych w próżni. Ni ma Lićwina, ni ma Białorusa, ni ma Żydowina. Są polscy ziemianie, chęchy, krzaki, oczerety i tyle. Między dworkami terra incognita, ubi leones, chyba że jakiś kościół gdzieś będzie stał, to w nim może się pojawić ksiądz. 
Nie jest tak, że Makuszyński uzasadniał polskość Wilna tak jak Nienacki odwieczną piastowskość Odry i Jaćwieży, oni to tak serio widzieli. Na tzw. kresach ludność niepolskojęzyczna była przezroczysta, co fajnie widać w literaturze z epoki. 
No i jest rzecz jeszcze jedna. Bandyci z Szatana mówią z Franzucem po rosyjsku. Całkiem możliwe, że normalnie, kiedy nie szukają ukrytego skarbu, zajmują się przemytem. Jest zatem i w Szatanie maleńka furteczka do świata Kochanka Wielkiej Niedźwiedzicy. 

poniedziałek, 17 lipca 2017

Com ja memu sztejtełe uczynił

Ze świętowania urodzin upamiętniam nie rozpaczliwe próby spania, przy tej liczbie dzieci skazane od początku na klęskę. Ani nawet nie gotowanie zupy, która okazała się jadalna. Ale wożenie się z dzieckami. Jedziemy wolniutko, opuszczamy szyby, robimy asfaltowy pazur i puszczamy na fulla ten numer.







Bo uważam, że rynkowi naszego sztejtełe nalezy się jakiś kontakt z jidysz. Trzeba go podlewać po prostu czasami. Tak jak rynkowi naszego sztejtełe należy się jakiś kontakt z gwarą miejską wyrosłą na bazie gwary lasowiackiej. Tak jak rynkowi naszego sztejtełe należy się jakiś kontakt z językiem powstałym na bazie jidysz i gwary lasowiackiej, którym mówili kolbuszowscy Żydzi, gdy przełączali się na polski. Niestety, ten ostatni nigdy już nie zostanie zbadany. I nie będzie w tym języku piosenek.



Należy puszczać temu rynkowi piosenki we wszystkich dostępnych językach. Należy używać wszystkich dostępnych języków, póki można.

piątek, 7 lipca 2017

Biedni podkarpacianie patrzą na Aleppo

Za jakieś pindziesiąt lat polskich etnografów (o ile będzie jakaś etnografia, o ile będzie jakaś Polska), będzie nurtowała kwestia obrony Podkarpacia przed imigrantami. No bo wiecie, te badania CBOS, z których wynika, że w przeciągu dwóch lat Polacy się zrobili w większości antyuchodźczy pokazują jednocześnie, że najwięcej przeciwników przyjmowania ludzi z krajów, w których toczą się wojny (tak zostało sformułowane pytanie, pytano respondentów o ludzi uciekających przed wojną) jest w województwie podkarpackim. Wyniki badań TUTEJ  Dorównuje nam tylko łódzkie, goni lubelskie. 





Etnografowie przyszłości będą pytać, jak to się stało, że najbardziej przyjazdu ludzi spoza Polski boją się ludzie w regionach, do których nie tylko nikt nie chce przyjeżdżać, ale i z których wszyscy wyjeżdżają. Powiedzmy sobie szczerze: nawet pies, jak go dobrze nie uwiążesz, prędzej czy później stąd spierdoli.

Jasne, rządowa propaganda to jedno. Partiom rosną słupki, jak się odpowiednio strachem i nienawiścią pozarządza. Dziennikarzom rośnie sprzedaż i klikalność. Wszyscy zyskują.

Oczywiście, do czasu. Bo jednak jak dla mnie informacja, że żyję w społeczeństwie, które łatwo daje się zastraszyć i wyuczyć nienawiści do dowolnie (w miarę) wybranej grupy, jest trochę niepokojąca. Dla kogoś, kto jest po stronie większości, może niepokojąca nie być, jasne. O ile się nie pomyśli, że nie zawsze się będzie większością. 


No ale dobra, dlaczego podkarpacianie? Bo przetykam tekst wpisami przerażonych podkarpacian, którzy wydają się święcie przekonani, że ludzie ryzykują życie na morzu, na granicach, żyją w nieludzkich warunkach w obozach uchodźczych i maszerują tysiące kilometrów po to właśnie, żeby założyć dzielnicę muzułmańską w Zarębkach. Czy innym tam Sędziszowie Małopolskim, gdzie bilety na kolej kupowało się jeszcze niedawno w spożywczaku, bo kasy na dworcu nie było. Nic nie mam do Sędziszowa ani Zarębek i w ogóle. Ale, sorry Winnetou, jeśli ktoś miałby obawiać się problemów związanych z szybkim i dużym napływem ludzi spoza Polski, to mieszkańcy woj. podkarpackiego nie otwierają tej listy. Ujmując sprawę tak delikatnie, jak się da.
 Pytanie jednak zasadnicze brzmi: skąd w ludziach tyle agresji i nienawiści?


Kwestię mniejszej odporności na propagandę terenów z ujemnym bilansem migracji pomijam, bo mnie zjedzo. Moja robocza teoria natomiast brzmi tak. Nienawiść do obcych pomaga poczuć nam sens życia w miejscach, w których życie nie jest łatwe. Powołanie w ludowym micie figury Obcego, który chce zagarnąć to, co Nasze, automatycznie przydaje temu, co Nasze wartość. Sędziszów, z którego żeby wyjechać musze kupić bilet w spożywczaku (no dobra, może już nie, może już skończyli ten remont, dawno tam nie byłem, bo i po co), staje się automatycznie wazniejszy, a moje życie w nimże - też. Podobnie w Kolbuszce, żeby nie było, że się trzymam jak pijany płota tego Sędziszowa. Młodzi korwiniści rozwieszający plakaty o islamskiej dzielnicy w naszym mieście (jakim, kurwa, znowu mieście? Mury miejskie są? Kat jest? Prawo składu jest?), jakkolwiek mieszkają pół godziny drogi busem od najbliższej dużej księgarni czy kina, mogą poczuć sens i wartość mieszkania w miejscu, w którym najżywszym elementem galicyjskiej tradycji jest migracja zarobkowa. O ile sobie wyobrażą, że istnieje ktoś, kto chce im to zabrać. To jest jak w przedszkolu, zabawka na półce jest nieciekawa, dopiero zabawka, którą ktoś chce nam zabrać, warta jest obrony jak Częstochowa i Westerplatte. 

Jest jakaś alternatywa, jasne. Np. uznać własne zadupie za fajne, bez konieczności wyobrażania sobie, że miliony ludzi marzą o tym, żeby w naszym grajdołku zamieszkać. Jest to trudne, ale nie niemożliwe. Lata pracy u podstaw i bedzie dobrze. 

PS

Uświadomiłem sobie, że nabijałem się z miejscowych obrońców Przedborza i Świerczowa przed pogańską nawałą before it was cool. Dowody TUTEJ

PS2

Nie wiem jeszcze, w jakiej sprawie bedo z tego niusy na Lokalnie24. Stawiam na "Radwański ma fejsbuka po ukraińsku" albo na "Radwański obraża kasę dworcową w Sędziszowie Małopolskim" 

poniedziałek, 3 lipca 2017

Kalenberek, 24 lipca

Kalenberek, moja trzecia książka z wierszami, wychodzi 24 lipca. Jako że po poprzedniej doszły mnie słuchy i skargi, że jest za dużo o zwierzątkach, w tej będzie jeszcze więcej zwierzątek. Są trzy dzicze watahy, co najmniej jeden jeleń i niezliczona liczba koni. Owca sztuk jeden (martwa). Pies żywy sztuk dwa i psy martwe sztuk kilka. Muchy, których liczby siłą rzeczy nie podam. Ryby (nie wiem, ile). Z istot żywych egzotycznych pojawiają się też ufoki i dres (sztuk jeden, żywy). Z roślin występuje ziemniak (sztuk jeden), jagody (tzn. borówki) oraz nawłoć kanadyjska.

Jako że po poprzedniej książce doszły mnie słuchy, że całość była prowincjonalna, ta książka jest prowincjonalna jeszcze bardziej. Wszystko się dzieje na wsi, Nawet jak akcja przenosi się poza wieś, to trafia na inną. Albo w ogóle do lasu. Albo w ogóle w inne miejsca, gdzie komary gryzą w dupę, a żaden dyskurs się nie dzieje.

Zapowiedź bardziej pod względem marketingowym udana, fragmenty książki i informacje na stronie TUTEJ


środa, 28 czerwca 2017

Ostatnie dissy przed drukiem

Książka poleciała do drukarni. T ostatni moment, by poobrażać środowiska literackie. Bo potem pokusa, żeby gryźć się w język, żeby nie szkodzić książce będzie silna. A ja jestem mały i słaby. Teraz, póki jest słaba, jeszcze ją przezwyciężę. Teraz jest ten czas, żeby pisać, choćby i na stronie, którą czytają trzy osoby na krzyż, rzeczy, które trzeba napisać. A które tym ciężej napisać nawet teraz, że ludzie z Toposu byli dobrzy dla mnie, byli dobrzy dla mojej pierwszej książki i w ogóle to są prywatnie arcyzacni ludzie, a w co najmniej jednym przypadku też bliscy mi bardzo poeci. No ale powiedzieć to trzeba. Chłopaki, to, co robicie ostatnio, jest niefajne.
Można się zgadzać z tym rządem albo nie, co do wielu rzeczy. Nie wiem, co do tego czy gimnazja mają być, czy ma ich nie być, czy pincet plus dawać samotnym matkom, wszystkim, jak leci, czy nikomu zgoła, czy ta obrona terytorialna to ma być, czy ma jej nie być i tak dalej.
Ale odkąd rząd zajmuje się podsycaniem ludzkiego strachu oraz wywoływaniem i wzmaganiem nienawiści rasowej, kolegowanie się z nim jest z definicji niefajne. I wiadomka, państwowy strażak musi gasić państwowe pożary, pielęgniarka musi robić państwowe zastrzyki państwową igłą, a nauczyciel musi uczyć w państwowej szkole według państwowego programu. Ale już poeta nie musi jurorować w konkursie wierszy o Żołnierzach Wyklętych robionym za hajsy z Lasów Państwowych. To byłoby OK wiosną 2015. Wiosną 2017 już nie jest, wiosną 2017 to już jest kolegowanie się z niedobrymi ludźmi.
I Gość Niedzielny też jeszcze w 2015 mógł być jednym z wielu tygodników opinii. Ale odkąd publikuje państwowe reklamy, już nie jest. Bo przecież całokolumnowa reklama Polskiej Grupy Zbrojeniowej nie jest po to, żebym po wyjściu z kościoła wiedział, jaki transporter opancerzony sobie kupić. Reklama jest po to, żeby rządowy hajs trafił do redakcji, która przez zupełny przypadek w kwestii rasowo czystej Europy realizuje linię rządu. Nie, to nie jest fajne. Nie, to nie jest kwestia różnicy poglądów. To kwestia kolegowania się z niedobrymi ludźmi. Brania od nich pieniędzy. Sprzedawania niezależności. 

Chłopaki, nie róbcie tak. To jest niefajne. 

piątek, 23 czerwca 2017

Jak złamałem podstawowe zasady etyki zawodowej

Zawsze uważałem, że poeta robi w dziale gospodarki usługi dla ludności. Że z poety ma być jakiś pożytek, że tak jak górnik ma robić góry, a piekarz piece, poeta  ma robić coś, co się przydaje. I uważam, że korona z łeba nikomu nie zleci, jeśli napisze czasami rymowankę na imieniny, hymn szkoły czy nie wiem, co tam jeszcze. Tak jak laureat konkursu szopenowskiego może zagrać ciotce Sto lat na okarynie i od tego nie pęknie.

Ale na prośbę o wierszyk na kartkę na osiemnastkę zareagowałem ostatnio okropnie. Bo jednak cynizm i zgorzknienie to nie jest coś, czym należy się dzielić i chwalić. Jesli jest się w tym stanie, należy od siebie ludzi izolować, a młodych już zwłaszcza. To, czego nabieramy z wiekiem to nie jest bowiem ani mądrość, ani doświadczenie. To gówno.

No więc napisałem na kartkę osiemnastkową wierszyk taki. Niestety, nie przyjał się i nie spodobał, więc jest do wykorzystania, bo, jak pamiętam, gdy byłem w tym wieku, były dziewczęta, które by się nie obraziły, dostając kartkę z wierszykiem.

Można brać, imię można zmienić.


Malwina, Malwina. Imię piękne jak Kutno.
Dorosłość to syf. Upij się na smutno. 
Osiemnaście masz latek, a w sercu miłość. 
Najlepsze za tobą. Najlepsze już było. 
Dziś wchodzisz w nowy wiek, stulecie rozczarowań. 
Miałaś wewnętrzne dziecko. Możesz je pochować. 
Osiemnaste urodziny ma się tylko raz w życiu. 
Szybko wyłącz telefon i popłacz w ukryciu.


Tylko wypijcie moje zdrowie na tej osiemnastce.