poniedziałek, 27 lutego 2017

Jak kupić siekierę w Puszczy Sandomierskiej

Sobota. Normalny, tradycyjny lasowiacki shopping. Przychodzę z siekierą do kasy sklepu z narzędziami.
- Świetny wybór. To bardzo dobra siekiera.
Zdębiałem. W sklepie z narzędziami zawsze się kupowało narzędzia i wychodziło. To nie jest bank, żeby być miłym dla klienta. Poza tym mają raptem dwa rodzaje siekier - cięższą i lżejszą.
- Dziękuję - wydukałem.
- A, przepraszam bardzo, do czego ma służyć? - pyta dalej sprzedawca.
Tu już osłupiałem kompletnie. Powtarzam - nie jesteśmy w banku. Jesteśmy w sklepie, gdzie robi się normalne rzeczy - kupuje to, co potrzebne i wychodzi.
- Muszę zarąbać pewną lichwiarkę, żeby sprawdzić, czy jestem nadczłowiekiem - odpowiedziałem.
- To bardzo dobrze. Gdyby miała być do rozłupywania kloców, musiałaby mieć kliny - tłumaczy sprzedawca.
- Tak, mamy taką z klinami. Ta ma być tylko na lichwiarkę.
- Dorze, że jest pan bardzo świadomym klientem. Wie pan, czego potrzebuje. Kartą?

W domu, analizując tę sprawę z Kasią stwierdziliśmy, że albo robili im jakieś szkolenie z markietingu i psychologii sprzedaży, albo mają akcję ,,Bądź miły dla klienta z siekierą w ręce". Tertium not datur,

czwartek, 23 lutego 2017

Mom tą̃ moc


Odkąd dowiedziałem się, że istnieje katalońska wersja tej piosenki, marzę o momencie, w którym usłyszę na Prezentacjach Twórczości Ludowej Lasowiaków i Rzeszowiaków tę wersję:

Na Jaźwiany Górze świéci bioły sie śniyg
Nierusony łapom trwá
Cysárstwo samotny dusy,
Cysárzowom jestem jo

Cempny wiater grá na basach wolnégo
Choć łopirom sie, nic ni bedzie z tégo
mom tą̃ moc
mom tą̃ moc
rozpolą̃ łogiyn na trzonie
mom tą̃ moc
mom tą̃ moc
zaprã drzwi, a łón niech se płonie
To já
słońce na mie świéci
Łod gówniárza zimno mi się widzi

poniedziałek, 20 lutego 2017

Nauczanie konspiracyjne I poł. XXI wieku w świetle źródeł ikonograficznych

Tajne komplety poświęcone współczesnej poezji polskiej mają tę zaletę, że są zajęciem takim jak wyglądanie Mesjasza w starej żydowskiej anegdocie  - panie Łabędź, to robota i dla pana, i dla pańskich dzieci, i dla dzieci pańskich dzieci. Niezależnie od panującego reżimu, będzie konieczne.

Zapraszam.


poniedziałek, 6 lutego 2017

Kiedy można spalić dziecko?

Pytanie tytułowe jest trudne, ale nie ma nic niemożliwego w naszej pieknej ojczyźnie. Padło w czasie mojej rozmowy z księdzem. Do księdza zadzwoniłem, żeby zadać inne pytanie, ale tak nam jakoś zeszło. Bo zaczęło się od tego, że ksiądz ma odprawić mszę m.in. ku czci Rajsa-Burego. O Burym i jego wyczynach IPN pisze m.in. tak:

Rodzina ta nie poszła na zebranie, bo nie mieli w czym, byli biedni, nie mieli nawet butów. Z rodziny Nikity Niczyporuka zginęła; jego żona Maria i troje dzieci; Piotr, Michał, Aleksy. Wymieniona Maria Niczyporuk zmarła w następstwie postrzału lub poparzeń w szpitalu. Córka Marii Niczyprouk zeznała, że „matka nie poszła na zebranie, bo nie chciała zostawić samych dzieci, a ponadto obawiała się, że na zebraniu, będą wywozić na roboty”. Spaleniu uległa córka Bazyla i Tatiany Leończuków – nie ochrzczone, 7 - dniowe dziecko, gdyż matka zostawiła je w domu, będąc przekonana, iż niezwłocznie wróci z zebrania.

Organizatorami imprezy są dwie partie. I to mnie nie dziwi, w końcu każdy lokalny młodszy podchujaszczy chce w końcu zostać gauleiterem Suwałk, co nie? Zastanawiałem się tylko, jak to się nie gryzie księdzu. O to też zapytałem proboszcza, mającego mszę okolicznościową odprawić. O to, czy mu to nie przeszkadza.

Ksiądz powiedział, że trzeba brać pod uwagę historyczny kontekst wydarzeń. Okoliczności. Trzeba pamiętać, o co ci ludzie walczyli.

Pytanie tytułowe księdza jednak nie co zmieszało. Ostatecznie doszedł do wersji, że trzeba się za wszystkich modlić i wznosić ponad dawne podziały.

Ale (możliwe, że projektuję swoje nadzieje na tego chłopa tam po drugiej stronie) miałem wrażenie, że coś mu zgrzyta. Że widzi, że jakkolwiek by tego nie ustawiać, jakkolwiek dysonansu poznawczego nie łagodzić, cała konstrukcja musi paść.

Jest we mnie jakaś otucha. Że duża część tego wszystkiego bierze się z automatyzmu i reagowaniu na zasadzie stadnego odruchu, że wystarczy lekko trącić te schroniki, które ludzie sobie budują, żeby się przed dysonansem schować, żeby one się zaczęły sypać.

Nie wiem, co zrobi ksiądz, z któym rozmawiałem, gdy wyjdzie na ambonę, żeby powiedzieć kazanie o bohaterskim Burym i jego kolegach. Nie wem, jak się będzie czuł później. Ale wiem, że z jego zaburzonego spokoju może wyjść coś dobrego.

Tak długo, jak będą ludzie, zaburzający innym spokój, nic nie będzie stracone.

czwartek, 2 lutego 2017

Dlaczego zadupia?


Zawsze gdy się zastanawiam, co ja tutaj robię, to dzieje się coś takiego, że sobie przypominam.
Jakiś czas temu, ze dwa miesiące temu bedzie,  kupowałem różaniec. No dobra, dziesiątek. I  nas jest tak, że sklep z różańcami jest w jednym pomieszczeniu ze sklepem z zabawkami. Nie było pani od różańców, więc stery sklepu chwilowo i spontanicznie przejął pan od zabawek. Był ostatni dziesiątek, bez ceny. Ani ja, ani pan od zabawek nie wiedzieliśmy, po ile takie dziesiąti chodzą. Zaproponowałem, jak wypadało, czopkę piniendzy, pan od zabawek złamanego szeląga, też jak wypadało. W końcu stanęło na paru zotych i cześć. Umówiiśmy się, żejakby się coś nie zgadzało, to się rozliczymy następnym razem. To, że pojawię się w sklepie z zabawkami to jest sprawa pewna jak nie wiem, co.
Minęły dwa miesiące, ale, panu od zabawek, jak się okazało, nic nie minęło. Szedłem przez rynek. Gdy mnie zobaczył, wyszedł przed sklep i zaczął wołać. Okazało się, że dałem mu wtedy trzy złote polskie za dużo. Koniecznie musiał oddać. - Inaczej miałbym to na sumieniu - wyjaśnił

No, i właśnie dlatego.

niedziela, 22 stycznia 2017

Za co w Kolbuszowej można dostać po ryju

Karol Maliszewski napisał tekst o recepcji Szymborskiej. Można go sobie przeczytać TUTEJ.  Jak odpowiadałem na pytania do panaKarolowej ankiety, to opowiedziałem wzruszającą historię kolbuszowską. A jak już spisałem, to szkoda, żeby się zmarnowała. Na marginesie tekstu, przeklejam z ankiety.



Przez Szymborską raz nawet o mało nie dostałem w pysk. A było to tak. Robiliśmy w naszym miasteczku taką akcję z czytaniem poezji na ulicy, graniem na bębnach etc. Podeszli panowie żulowie. Jeden z nich zaczął rozmowę z moim kolegą. A zaczął ją właśnie od tego, że Szymborska (której nie czytaliśmy wtedy), wielką poetką była. Kolega zaczął omawiać twórczość Szymborskiej, ale w tym omówieniu padło zdanie, że wydała zaledwie kilka książek poetyckich. Pan żul uznał to za obrazę honoru wielkiej poetki (no bo jak to – wielka poetka, a mało napisała), sprawa zmierzała ku rękoczynom, na szczęście rozeszło się po kościach. Tak więc jak się żula z Kolbuszowej zapyta o poezję, to skojarzy Szymborską. To jest dowód anegdotyczny, ale dowód na to, że ta poezja rzeczywiście żyje.