poniedziałek, 4 lutego 2019

Jakub Skurtys o Święcie nieodległości


Najdziwniejszymi propozycjami w tej grupie wiekowej [roczniki 80. i 90. - przyp mój] i tematycznej okazały się „Szczodra” Aldony Kopkiewicz (WBPiCAK; ’84), autorki nagrodzonej Silesiusem za debiutancki „Sierpień” oraz „Święto nieodległości” Janusza Radwańskiego (Convivo; ‘84).

„Święto nieodległości” Radwańskiego (‘84) również podąża w stronę wystylizowanej ludowości i jest to doskonały przykład, jak dziwnymi drogami może iść poezja, gdy próbować typologii opartych na złudnych kryteriach biograficznych (ale jakie inne przyjąć dla tak rozległych tekstów?). W rymowanych wierszach autora znać biegłość językową, zdolność konstrukcyjną, czuć, że wszystko tam siebie wzajemnie dopowiada, a zarazem można się poczuć, jakby wiersze te pisał raczej ktoś z roczników 50. lub 60. Radwański toczy stylizowaną na realizm, na folkowość, ludowość nawet, dziecięcą rozmowę. Jego bohaterowie zamieniają się miejscami i rolami, ale nie pozwala się tu czytelnikowi ani na chwilę uciec od wrażenia pewnej czytankowości, naiwności elementarza, ze wszystkimi wpisanymi weń uproszczeniami w sposobach widzenia i konceptualizowania świata, uproszczeniami na pokaz, którym oczywiście nieustannie pękają szwy.
Jest to tym zabawniejsze, że Radwański wprost narusza topikę patriotyczną, chociaż patriotyzm, na jaki się zamachuje, bardziej przypomina parady z czasów PRL-u i kartonową kiczowatość poprzedniej epoki (ale czy nie jest to aby jedyna funkcjonalna tradycja dla obecnego rządu?). Cały tom zbudowany został wokół marynistycznych tropów tonącej łodzi, od świetnej szanty „Sonar” po „Umrzyka skrzynię” i finałowe „Sześć stóp błota”, ale owo metaforyczne tonięcie z łatwością nakłada się na konteksty codzienne, egzystencjalnie: „Dwóch zgubionych ojców z absurdalnym w lesie kajakiem/ johoho i butelka niczego, bo przecież prowadzimy/ życie nie byle jakie. Życie piratów, linoskoczków,/ nieśmiertelnych cyborgów. Zaraz znajdziemy drogę”. Ale drogi nie ma, jest raczej przechył łodzi, jeszcze niegroźny, choć już irytujący. Na razie jest fun, trwa zabawa, karnawał „święta nieodległości”, co dalej, nie wiadomo. To jest pisanie tak osobne, spoza czasu, że w kategorii odosobników mogłoby się mierzyć z samym Michałem Sobolem, a jednak sympatyczne, otwarte, zapraszające do tego wesołego, wspólnotowego nawet tonięcia.

Całość podsumowania TUTEJ

piątek, 14 grudnia 2018

Jak być humanistą i dlaczego krótko

Czytam sobie te wszystkie protesty przeciwko ucięciu finansowania kierunkom humanistycznym. I samo w sobie jest to jak najbardziej słuszne i przewidywalne - my sobie popodpisujemy listy i apele, Gowin walcem rozjedzie humany, Ziemia poszybuje w kierunku sobie wiadomym.
O wiele ciekawsze są komentarze Polaków w internetach. Ludzie z grubsza rzecz biorąc nie mają wątpliwości co do tego, że słuszną linię ma nasza władza. Bo to przecież kurła potrzebujemy lekarzy i inżynierów, nie jakichś pięknoduchów zasranych, dobrze, niech tną, dejmy pieniądze na polibudy i cześć.
Wisienką na internetowym torcie był komcionauta serio przekonany, że jak się zabierze humanom, a da ściślakom, to ściślaki zbudują, cytuję, ,,hybrydowego poloneza 2.0".
Wyobraziłem sobie Polskę przyszłości jako takie wielkie juwenalia AGH, na których studenci składają z kartonu hybrydowego poloneza 2.0.
Wiecie, może i niech ten Gowin nas faktycznie w miarę szybko głodem zamorzy?

czwartek, 6 grudnia 2018

Jak doprowadzić narodowca do łez

Pamiętaj, za każdym razem, gdy zapalasz chanukową świecę, gdzieś na świecie płacze narodowiec.


Dziś zapalamy czwartą, jakby co.

wtorek, 4 grudnia 2018

Dlaczego grechuciarstwo?

Czyli poezja w czasach schyłkowego antropocenu.

Za naszego życia skończy się cywilizacja oparta na paliwach kopalnych i plastiku (czyli też paliwach kopalnych). Za naszego życia przekonamy się, czy katastrofa klimatyczna będzie miała większe czy mniejsze rozmiary. Raczej nie będzie to ten stan, kiedy tanie rzeczy w jednorazowych opakowaniach przestają być dostępne, raczej będzie to stan, w którym większe lub mniejszcze części Ziemi przestają być zdatne do życia dla ludzi. A to oznacza Zagładę. Wymarcie ludzkości - w części lub całości.
Ta Zagłada już trwa. Na razie jeszcze takie miejsca jak Półwysep Arabski czy Afryka Subsaharyjska nadają się do zamieszkania i do produkcji żywności. Ale już dziesiątki tysięcy ludzi wegetują w obozach, tysiące każdego roku toną, próbując dostać się do Europy. To jeszcze małe rozmiary Zagłady. Na razie reagujemy, jak to w wypadkach holokaustów, z mniejszą lub większą obojętnością, czasem entuzjazmem, czasem empatią. I tu dochodzimy do rzeczy.
Jeszcze mamy wpływ na to, jak będziemy reagować w miarę rosnących rozmiarów Zagłady. Jak na razie wygląda to nieciekawie, jak zapowiedział premier, ,,będziemy strzelać do tych ludzi". To jest poziom, z którego startujemy.
No ale mamy jakiś wpływ na to, co nie? A nawet jeśli nie mamy, to lepiej myślmy, że mamy, bo inaczej leżymy. Wszelka sztuka skupiona na komunikacji, wszelka sztuka oparta na empatii jest bezcenna. Nadchodzą bowiem czasy, owszem, już są, kiedy każdy kawałek ludzkich odruchów będzie na wagę złota. Nie wiadomo, co uratuje skupienie i umiejętność skierowania całej uwagi na to, co mówi drugi człowiek. Albo kogo.

wtorek, 30 października 2018

Święto nieodległości - uwaga na podróbki!

Święto nieodległości poszło do drukarni. Już nic nie zrobię. Jednocześnie odpowiadam na pytania: nie, 11 listopada w Warszawie nie planujemy żadnego eventu promocyjnego. Organizatorzy bezczelnie się podszywają. Myślą że jak dodadzą jedną literkę do tytułu i zmienią ,,święto" na ,,marsz", nikt się nie połapie. Pamiętajcie, oryginalne Święto nieodleglosci poznacie po grafice Kaliny na okładce i byciu przeciwko niedobrym rzeczom w środku. 


sobota, 7 lipca 2018

Kalenberek-podsumowanie

O. pyta, i to zupełnie serio, czy można pogodzić się z porażką. ja jej odpowiedziałem też zupełnie serio, ale to na falach privu, tam, gdzie nikt nie zagląda jeszcze bardziej niż tutaj.
I jakoś tak z myślenia nad odpowiedzią przeszło mi się do podsumowania roku życia książki i mojego, bo to Kalenberkowi stuknie niedługo rok, a mnie trochę dłużej.

Przez ten rok książka doczekała się czterech dobrych recenzji i jednej sympatycznej wzmianki, a też i jednej rozmowy. Cztery razy czytałem ją na żywca - Warszawa, Kraków, Rzeszów i Mielec. Jak na polskie warunki - i tak nieźle.

Kalenberek ugruntował moją pozycję w niszy chłopacy z zadupia piszący rymowanki o dzieciach i wierzętach. Nie jest to może jakaś szczególnie prestiżowa nisza, ani też specjalnie oblegana przez kolezenstwo po piórze. Ale, do licha, jest moja i na tyle, na ile mogę, będę się po niej rozglądał. Tyle, ile się da w niej zrobię, potem wrócę do chałupy i obiore ziemniaki. Bo nisza niszą, sztuka sztuką, ale ziemniaki ziemniakami.

Tak to mniej więcej widzę, droga O., z tym godzeniem się.