sobota, 30 marca 2013

Przystojny wąż, czyli Chałwa się składa

Haniołek: Ch-a-ł-w-a-z-w-y-c-i-ę-ż-o-n-y-m. Chałwa zwyciężonym?

Jo: To książka z wierszami. tatuś napisał drugą. Podoba ci się?

Haniołek: Nie.

Jo: A jaki byś dała?

Haniołek: Przystojny wąż.

piątek, 29 marca 2013

Zbawienie

*

Wielki Piątek jest w kościele ewangelickim najważniejszym dniem w roku. Nie Wielka Niedziela, ewangelicy kładą nacisk na samą ofiarę. Raz Wielki Piątek spędziłem z ewangelikami, w Ewangelicznej Świątyni Pokoju. To stary zbór z połowy XIX wieku, z racji szczupłości ewangelickiej społeczności w Kielcach (a może nie tylko?) używany przez ewangelików, metodystów, polskokatolików i chrześcijan wiary ewangelicznej, czyli zapewne zielonoświątkową denominację. Nikomu nie przeszkadza to, że jedni uznają kult Maryi, inni nie, że zielonoświątkowcy powstali w Polsce w kontrze do skostniałego według nich kościoła ewangelickiego. Dzielą się zborem. 

**

Tymczasem ukraińska cerkiew prawosławna przebacza i prosi o przebaczenie. Takie sformułowanie znajduje się w liście patriarchy Filareta na temat Wołynia. Jak to w internetach, ludziska komentują. Na fanpejdżu Kresy.pl: ,,Wybaczamy i prosimy o Lwów''. ,,Ja wam nigdy nie wybaczę.'', ,,Ale ja też nie mam zamiaru im niczego wybaczać. Niech spadają za Dniepr!", ,,Kpina! Kaci stawiają się w roli ofiar.'' , ,,Tym ludziom wierzyć nie wolno!''. Etc. 

***

W sumie prawda z tym, że więcej ludzi wierzyłoby w Zbawiciela, gdybyśmy wyglądali bardziej na zbawionych. 

wtorek, 26 marca 2013

Solidarność społeczna, czyli poezja ocala

Szczała Południa rozkracza się w nie tak znowu złym miejscu, bo już po zjeździe z głównej, ale w nie tak też znowu dobrym, bo tuż za tym zjazdem. Więc stoi, drogę tarasuje, kierowcy wymijają, się krzywią, bo miejsce ciulowe, ale nikt nie staje, żeby przepchać ze mną paru metrów do zatoczki. ,,Nie, to nie, krzywcie się dalej, ciule'' myślę sobie i dumając nad brakiem społeczeństwa obywatelskiego i o tym, gdzie się podziała solidarność, i o tym, czy mam przy sobie pieniądze, żeby zapłacić za paliwo.
Ale nie o to idzie, bo to optymistyczna notka. Pieniądze, okazało się, były, więc wracam sobie wesoło z bańką ropy i dumam ja, czemu dawno nikt sie w tym kraju nie spalił, przecież mieszanka wkurwienia, mentalnej chujozy i ekonomicznej bryndzy stwarza wszelkie warunki ku temu. Ja akurat miałem bańkę, ale też inne plany na ten dzień, więc sorry, narodzie, Bułgarii ni bedzie.
Ale miało być optymistycznie. Więc będzie. Leję paliwo,. ale na wszelki wypadek trza obczaić olej, bo olej też się świecił. No to otwieram maskę, wyciągam bagnet, ale, kruca, nie ma w co go wytrzeć. Kurtka wyjściowa, szmaty w samochodzie ni ma. Ale w tym momencie okazuje się, że mam przy sobie egzemplarz Chałwy zwyciężonym, co mi go ze Świdnicy odesłali. Było w co wytrzeć bagnet i można było jechaćdalej. Okazuje się jednak, że poezja ocala.

poniedziałek, 25 marca 2013

Kadry Hadry

Tymczasem na Górnej hartuje się stal i w ogóle. Kapelę Widelanie zawsze lubiłem za uczenie młodzieży, postanowiliśmy być lepsi i zmienników wychowujemy od kołyski.


niedziela, 24 marca 2013

Polska-Ukraina, czyli wyższość poezji nad piłką.

Jo: Co, szósta minuta i już dwa-zero?
Moja Dużo Lepsza Połowa: Widzisz? A ty jeszcze ich poezję tłumaczysz!

Przytyk był, oczywiście, na żarty. Ale czasowo trafiony nieźle. W chwili, gdy nasza wspierana przez Biedronkę reprezentacja brała baty od zbirnoji komandy, kończyłem omawiać z Ljubow Jakymczuk ostateczną wersję jej poematu, Morele Donbasu. Jak zwykle przy takich okazjach zeszło na dzieci. Okazuje się, że nasi synowie mają cóś wspólnego - obaj lubią słuchać ,,Lokomotywy'' i znają ją prawie na pamięć. Są co najmniej dwa popularne w Ukrainie przekłady ,,Lokomotywy'', Ostapa Nożaka i Iwana Małkowycza, oba podbijają serca i uszy dzieci od lat. Wzruszające, bo w takich momentach człowiek uświadamia sobie parę rzeczy. Że wszystkie dzieci są z grubsza takie same, a co za tym idzie - duzi też. Że polska poezja radzi sobie lepiej niż polska piłka (co nie jest trudne), ale nie o to chodzi, że dobra poezja radzi sobie dobrze. I wreszcie, że poezja miewa sens.

Synagoga, czyli a nie mówiłem?

Przed lekturą zadaj sobie, szanowny Czytelniku, pytanie: komu dałbyś 300 tysięcy złotych?

Po lekturze dyskusji Kolbuszowskiego Magla z polskimi Żydami fejsbukowymi mówię, że mówiłem. W dyskusji pojawiło się parę wątków, które przewidziałem. Między innymi ten, że tak mała społeczność, jak polscy Żydzi nie są w stanie utrzymać wszystkich pożydowskich zabytków. Nie zajmą się ,,każdą mykwą, synagogą i domem rabina''. Nic dziwnego, jak pisałem, obiektów pożydowskich w Polsce jest dużo. W samym naszym powiecie jest synagoga, a także cmentarze w Raniżowie, Kolbuszowej i Majdanie Królewskim. Tę liczę można pomnożyć przez liczbę powiatów w Polsce i trochę dodać, bo były miejsca, gdzie więcej zostało. Więcej obiektów i czasami bardziej cennych. Kolbuszowska synagoga nie jest w skali polskiej obiektem wyjątkowym. Jest bezcenna z perspektywy kolbuszowskiej, z perspektywy ogólnopolskiej nie jest szczególnie wartościowa. A takie właśnie obiekty polscy Żydzi starają się ratować, jak na przykład synagoga w Przysusze - starsza i lepiej zachowana. Na ratowanie takich obiektów potrzebne są pieniądze. W niechęci do przekazania kolbuszowianom synagogi za darmo nie ma nic dziwnego ani nagannego. Z naszego punktu widzenia decyzja jest niewygodna, ale z punktu widzenia społeczności polskich Żydów - racjonalna.
Oczywiście, w kolbuszowskiej świadomości zostanie z tego wszystkiego tylko przekonanie, że Żydom zależy tylko na pieniądzach, nie na historii. I wynikające z tego przekonania przeświadczenie, że z synagogą można nic nie robić i zachować dobre samopoczucie.

piątek, 22 marca 2013

Kosmici

To nie jest Napoleon. To jest Podpoleon. 

Franek

Tato, pobaw się ze mną. Ale chwileczkę. Pobaw się policją. Tato, a pobawisz sięęęę? Trzeba korzystać, póki takie prośby padają. Potem, choćby zjadł tysiąc kotletów sojowych i nie wiem, ja się wytężał, będę zgredem starym i, cokolwiek bym nie robił, będę obciachowy. 
Tym bardziej, że jest duże prawdopodobieństwo, że mój syn wyrośnie na kosmitę. Widziałem ich z bliska ostatnio, dzieci w sensie że takie wyrosłe trochę. Fajne, nie powiem. Rzeczywiście, nie czytają. Nawet Harry Potter to dla nich postać filmowa bardziej, niż książkowa - owszem, wiedzą, że książka była, ale jaki sens ma czytanie siedmiu wielkich tomów, skoro jest tyleż samo fajnych filmów? Ale fajne dzieciaki, kumate, kojarzące, z przyzwoitą wiedzą ogólną. Tyle, że książek nie czytają. Nie pojmuję, zaiste. Zawsze myślałem, że żeby nauczyć się jako-tako operacji na języku, kojarzenia faktów, używania ich w dyskusji, selekcji informacji i takich tam, trzeba czytać książki. A tu guzik - wszystko to można sobie wyrobić bez czytania, opierając się na instrukcjach do gier, tekstach z wikipedii, dyskusjach w sieci i przez fesjbukowe czaty, etc. Zawsze myślałęm, że jeśli kiedyś będę pracował w wyuczonym zawodzie, to będzie moja deska ratunkowa, zawsze będę mógł powiedzieć: dzieci, czytajcie książki, bo inaczej dacie dupy na rozmowie kwalifikacyjnej, na pierwszej randce języka w gębie zapomnicie, a mimo wszystko przydatny, nawet sąsiadki z dołu nie obrugacie jak trzeba. A tu guzik. Bezbronny jestem jak rak w czasie wylinki. 
No dobra, można kumać nie widząc w życiu nawet książki, ale empatia, co z empatią. Czy możliwe jest człowieczeństwo bez płakania po Nemeczku? Czy od robotów i pająków nie odróżnia nas głównie umiejętność odczuwania mściwej satysfakcji, gdy dozorcę parku kopie prąd wygenerowany przez zasianych rękoma Włóczykija i małej Mi Hatifnatów? 

No tak że fajne te dzieciaki, tylko trochę z nich kosmici. 

czwartek, 21 marca 2013

Muzyka buntu, czyli dresów nie sprzedajemy

Jest tak: w Podkarpackiej Scenie Przebojów Radia Rzeszów Hadry nie będzie, bo gra tradycyjną muzyke.
W Plebiscycie KApel Ludowych tyż ni bedzie, bo robi to nietradycyjnie. Wychodzi na to, że folk pozostaje muzyką buntu i w ogóle, że andergrand. Krzepiące, bo odkąd pank i hiphop skomercjalizowały się do szpiku, myślałem, że w ramach sprzeciwu wobec wszystkiego i wszystkich przyjdzie słuchać oper albo (w skrajnej ostateczności) rocka progresywnego, który co prawda prześladowany nie jest, ale jest siłą zdolną zanudzić świat na śmierć. Wielka to siła.

wtorek, 19 marca 2013

Księga w sZAFie

Wyszła nowa sZAFa Z recenzją Księgi wyjścia awaryjnego.,, Pewne cechy liryków sprawiły, że czekałam na debiut tego młodego człowieka i z radością powitałam wydany w bibliotece kwartalnika literackiego RED tomik „Księga wyjścia awaryjnego”.  To jedna z niewielu zalet debiutu przed trzydziestką: człowiek, nawet mając na głowie trójkę dzieci, zmarszczki i inne takie może jeszcze o sobie przeczytać, że jest młody.
,,I w tym wszystkim nie ma otwierania ran, wielkiego buntu, jest rzeczywistość, z którą owszem, jest się wiecznie na bakier, są obserwacje świata, zdarzenia codzienne.''
No tak w zasadzie jest.

W tym samym numerze parę wierszy z książki i parę (stosunkowo) nowych. I kupa innych rzeczy innych ludzi. Ogólnie - polecam.


sZAFa


poniedziałek, 18 marca 2013

Synagoga, czyli prościej nie umiem, czyli prawdziwa prawda znana od wieków


Znalazł ja taki komentarz pod poprzednim wpisem o synagodze: 

Żydów w Polsce jest o wiele więcej niż można wyczytać w wikipedi. Różnice wynikają z ukrywania swoich korzeni przez przedstawicieli narodu wybranego. Stereotyp Żyda z pieniążkiem nie istnieje, bo to prawdziwa prawda znana od wieków. Czy widział ktoś biednego Żyda? Zdanie."Jeśli kolbuszowska synagoga jest częścią jakiejś historii(to jest jasne) to tylko historii tego sztetlu(sztetl-zdominowane przez społeczność żydowską miasteczko,czy Kolbuszowa jest zdominowana przez Żydów? )i jego całej społeczności"(Czyli kogo?Samych Żydów?Samych Polaków? Czy jednych i drugich?)Fakt, synagoga jest pozostałością po mieszkających Żydach, ale oni sami nie kwapią się to upamiętnić np.zrobić muzeum,albo choćby powiesić tablicę informacyjną.Nasze państwo,czyli my o ten budynek ma zadbać? Przez wieki żyli w Polsce, nie traktując jej jako ojczyzny tyko jak kapitał o który teraz się upominają.




Na początku, tak gdzieś do słów „Czy widział ktoś biednego Żyda”? Myślałem, że to jakiś trolling, że ktoś udaje, że to taka ironia ku stereotypom antysemickim skierowana. Ale nie, pan lub pani, zdaje się, pisze serio. No to ja serio odpisuję.


Wieści o tym, że w Polsce Żydów jest multum, ale się ukrywają, nie są dla mnie nowe. Słyszałem już lat temu parę, że to, panie, i Kuroń, i Geremek, i Mazowiecki, Kwaśniewski, Jaruzelski, i murarze, i tynkarze, i woźna, kucharka i wszyscy w ogóle, panie, to Żyd w Żyda, wszyscy, może z wyjątkiem ojca Tadeusza, chociaż i ten, prawdę mówiąc, głowę do interesów podejrzanie dobrą ma. Trzeba by mu zmierzyć czaszkę albo w metryki zajrzeć.
No, ale czemu ci Żydzi się tak ukrywają, przecież antysemityzmu w Polsce ni ma? Dzięki anonimowemu komentatorowi już wiem – chcą się wymigać od obowiązku remontu kolbuszowskiej synagogi. Bo taki obowiązek niewątpliwie mają, ale czemuś remontować nie chcą, chociaż my grzecznie i kulturalnie siedzimy i na taki remont czekamy. No weźta się i zróbta, pozwalamy łaskawie, podobnie jak łaskawie będziemy korzystać.
Tak jak pozwalamy Ukraińcom dbać o pozostałości naszej kultury na Kresach. Bo co do tego, że ich psim obowiązkiem jest dbać o pozostałości wspólnej historii nie ma wątpliwości. Są tam, na miejscu, korzystają, więc niech dbają. Ale żebyśmy my za Żyda-krwiopijcę wstawiać wybite szyby do synagogi mieli? O w życiu.


Co ciekawe, idę w zakład o flachę siwuchy, że przodkowie autora tego komentarza, żyjąc w kraju, w którym mieli mniej praw niż moja kobyła dzisiaj w III RP wykazywali równie duże przywiązanie do tego kraju, jak Żydzi. Historia milczy o wybitnych hetmanach czy senatorach-chłopach, tak, jak milczy o wybitnych hetmanach i senatorach- Żydach z tych samych powodów – jedni i drudzy byli przez I RP traktowani jak podludzie. Nie przeszkodziło to jednak 150 tysiącom polskich Żydów walczyć w obronie II RP w kampanii wrześniowej, podobnie jak nie przeszkodziło to setkom tysięcy chłopów.


Teraz będzie prosto. Synagoga to element historii kolbuszowian. Kropka. Nie zadba o nią ani państwo Izrael, bo ma większe zmartwienia i sryliard podobnych obiektów w Polsce, Ukrainie, Białorusi, Rosji, Litwie, Łotwie i Estonii. Nie zadba polska diaspora żydowska, bo z Kuroniem i Komoroskim się ukrywa, o czym już mówiliśmy. O kolbuszowską historię mogą zadbać tylko kolbuszowianie. Prościej się nie da. Tłumaczenie, że żydzi z gminy warszawskiej lub krakowskiej powinni ją uratować jest równie sensowne, co twierdzenie, że katolicy z Huciny mają obowiązek moralny remontowania kościoła katolickiego w Sudowej Wiszni i jest taką wygodną wymówką.


I jeszcze prościej: następne anonimowe komentarze na poziomie Leszka Bubla będę wystrzeliwał w kosmos. Chcesz odgrzewać Bublowe kotlety, to się podpisz.


piątek, 15 marca 2013

Z cyklu: etnografia w domu i zagrodzie - Jedzcie bogatych

Pokolenia etnografów zastanawiały się nad tym, dlaczego rabacja galicyjska nie dotarła na południe Puszczy Sandomierskiej. Różne były koncepcje - a to, że królewszczyzny, a to, że panowie dobrzy, a to, że działalność Juliana Goslara. Otóż nie. Najnowsze odkrycia terenowe dowodzą, ze Lasowiacy panów nie rżnęli tylko dlatego, że ich zjedli, ba, nawet przetwory robili.


środa, 13 marca 2013

Sieroca Hadra


Tak to było w Dzikowcu. Fot. Pewien Znany Mazur. Przetestowaliśmy na niczego niepodejrzewających nowy potwór - melodię sierocą przy akompaniamencie kokosa. Nagranie dokonane kluczem francuskim brzmi tak:

Hadra: sieroca


wtorek, 12 marca 2013

Павло Тичина: Голод (Pawło Tyczyna: Głód)

Był już tutaj wiersz Maksyma Rylskiego o powojennym głodzie, temat podjął też Pawło Tyczyna. Oba wiersze uderzająco przewidują wydarzenia Hołodomoru. W tekście Tyczyny pojawia się wzmianka o kanibalizmie, jedzeniu własnych dzieci. Ojciec rodziny jeszcze w to nie wierzy, uznaje za wytwór szaleństwa. Już za kilkanaście lat szaleństwo stanie się na wschodniej Ukrainie codziennością. 


Głód

Ledwie dzień wstanie – mamo, chleba!
Podniósł się ojciec: cicho bądź!
Przy ogniu w wagonie ręce grzejąc
uciekinierzy głodni mrą

i dym ich oczy wciąż wyżera,
i mróz przenika ich na wskroś.
A za wagonem szum i krzyki,
handel i targi, kupców złość

W łachmanach, bólem, rozpaczą
złamana matka swoje dziecię
w coś okutała, teraz śpij!
Choćby na wieki... Życie!

Przyszliśmy tu, a głód za nami
I nie ma ludzi między ludźmi.
Słyszałeś? Tu niedawno matka
Karmiła się własnymi dziećmi!

Odskoczył ojciec: oszalałaś!
Milcz, zamilcz, co ty tam gadasz?
Chwyciła go matka i coś krzyczała
Ojciec jej splunął prosto w twarz.


37 powodów, żeby się zabić

Codziennie idąc z Haniołkiem do przedszkola (chyba, że bojkotujemy, bo futuryzm trzeba przeżyć w dzieciństwie), mijamy napis.

37 powodów, żeby się zabić

I są dni, kiedy myślę: tylko?
I są dni, kiedy myślę: aż?

Ale są dni, kiedy myślę, że autor strasznie bazgrze. I te najbardziej lubię.

Naród wielce bogaty, czyli synagoga

Czytam ja, czytam blog Michała Karkuta i nagle cóś niemiłosiernie kłuje mnie w dupę. Mam ci ja taki nóż ogrodniczy, którym rozcinam sznurki od snopowiązałek, gdy rano daję zwierzętom siano. Nóż składany jest i on to właśnie przyczyną kłucia niemiłosiernego był, bo się właśnie otwarł. Mam trudności z ustaleniem, o które zdanie chodzi. Składam nóż i czytam jeszcze raz, wszystko dla dobra sztuki. Za rodynu!

Nie otwiera się przy pomyśle powiększenia Urzędu Miasta o budynek gazownictwa. ,,Kapitaliści sami sprzedadzą nam sznurek, na którym ich powiesimy'' zapowiadał Lenin, więc ok, niech Urząd Miasta sznurek kupuje.

Nie otwiera się przy zdaniu ,,Odrestaurowanie jej to koszt ogromny a na dodatek nieszczęściem jest jeszcze to, że o wszystko trzeba by przy tym pytać konserwatora zabytków'', bo przywykłem do tego, że samorządowcy traktują przepisy dot. konserwacji zabytków i ochrony przyrody jak dopust Boży. W takich chwilach wszyscy przestajemy być anarchistami, w każdym razie ja, bo sobie uświadamiam, że całe to zidiociałe państwo, ten wielki, bezrozumny, wiecznie zadowolony z siebie debil ze wszystkimi jego aparatami przymusu, przemocy i paranoi to jest akurat debil chwilami niechcący pożyteczny, powstrzymujący samorządowców przed obiciem styropianem ostatniego barokowego kościoła, przed wyłożeniem eurokostką ostatniego lasu.

Nóż mi się otwiera i w dupę niemiłosiernie kłuje mnie przy fragmencie: ,,Przykro się robi człowiekowi jak pomyśli, że naród ten bardzo bogaty jakoś o swoją historię mało dba. Synagoga się sypie, cmentarz w opłakanym stanie uprzątnięty tylko dzięki determinacji miejscowych pasjonatów... Dziwne to trochę. ''

Przystępuję do przekładu z polskiego na polski. I ni ciula, wolałbym tłumaczyć wiersz Andrija Bondara pod tytułem ,,Wiersz, którego nie da się przetłumaczyć na języki obce'' (Bondar naprawdę taki napisał i rzeczywiście nie da się go przetłumaczyć, tzn. da się, ale przypisy tłumacza musiałyby być trzy razy dłuższe niż wiersz sam w sobie). Zastanawiam się, który naród jest bogaty? I częścią historii którego narodu jest synagoga?

Zaczniemy od początku, w tym fragmencie bogatym narodem są oczywiście Żydzi. Ale ci stereotypowi, z debilnych obrazków z Żydem z pieniążkiem, z antysemickich karykatur, etc. Polska diaspora żydowska liczy od ośmiu do dwunastu tysięcy. O wiele mniej niż powiat kolbuszowski. Bogactwo, że ho ho, zaiste. Jeśli kolbuszowska synagoga jest częścią jakiejś historii, to tylko historii tego sztetlu i jego całej społeczności. Sorry, częścią historii wszystkich Żydów jakkolwiek pojmowanych to może być Ściana Płaczu. Nasza synagoga to nie ten kaliber. To za to jedna z niewielu materialnych pozostałości po połowie mieszkańców miasteczka.

Jeśli idzie o kirkut, to bogatym narodem który powinien o niego dbać jest dumny, turbopiastowski i od trzech tysięcy lat katolicki naród polski, bo kirkut należy do skarbu państwa, które na temże narodzie pasożytuje.

Oczywiście, można oddać kirkut jakkolwiek pojmowanym Żydom, proszę bardzo. Ale oddawać trzeba byłoby w całości. Te macewy z fundamentów, dróg czy czego tam jeszcze też by trzeba wydłubać. Jak oddawać, to oddawać. Niech ten naród bogaty o całość przynajmniej dba.

piątek, 8 marca 2013

Марко Вороний - Бондарівна, czyli Wanda, co nie chciała Polaka

W tradycyjnym amatorskim przekładzie wiersz Marka Woronego ,,Bondarówna''. Autor był synem Mikołaja Woronego, znanego poety. jego matka zaś była córką Michała Werbyckiego. Nie jestem pewny, czy nie idzie aby o autora muzyki hymnu Ukrainy, urodzonego na obecnym Podkarpaciu zresztą. Marko razem z ojcem został aresztowany w 1935 roku  i zesłany do łagru na Wyspy Sołowieckie, gdzie ślad po nich zaginął. Za rok śmierci poety przyjmuje się 1937 rok. 

W wierszu poeta nawiązuje do znanej ludowej pieśni, takiego odpowiednika historii o Wandzie. W roli Wandy występuje Bondarówna, w roli Niemca - Mikołaj Potocki, polski magnat, zwany w pieśni Kaniowski Panem. Potocki dał dziewczynie wybór: albo zostanie jego kochanką, albo ją zastrzeli. Dziewczyna wolała zginąć, niż żyć w niewoli. Pieśń znana jest w około 30 wariantach i nawiązuje do historii, która miała wydarzyć się w XVIII wieku. Coś na rzeczy jest, bo o Potockim krążyła też legenda, jakoby próbował zastrzelić woźnicę po tym, jak urwało się koło jego karety, o strzelaniu Potockiego do kobiet i paleniu Żydów żywcem wspomina Pankracy w Nie-Boskiej komedii. Ale też zachowała się historia o jego nawróceniu na grekokatolicyzm i wstąpieniu do monastyru po tym, jak kule ominęły cudownie nieszczęsnego  woźnicę. 

O Bondarównie nie wiemy nic. 

Bondarówna

Oj, nie wiatr to huczy nad dachem
Rwąc się gdzieś hen, w dal siną
Zgraja gawronów, ptak za ptakiem
Nad Bondarówny kracze sośniną

Leż w trumnie, jak leżałaś
Bondarówno, dziewczyno młoda
Od krwi zmętniała, ściemniała
W Dnieprze szerokim woda

Hej, na koń i szable w dłonie,
Tylko wiatr po drogach gwiżdże
W strasznych niebios ciemnej oponie
Przeszła nad ognistym krzyżem

czwartek, 7 marca 2013

Co to za minister, co jeża dupą nie zabije

Jakiś czas temu tutej było i po kolbuszowskich internetach ludzie podpisywali petycję przeciwko likwidacji bibliotek szkolnych. Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji zakończyło już konsultacje nad projektem, uwagi strony społecznej, czyli nas, mając w głębiach dupy tak niezmierzonych, że się fizjologom nie śniło. Analizę dialogów MAiC z innymi ministerstwami można przeczytać tutej . Można robić konkurs czy bezczelność w odpowiedziach MAiC przeważa, czy ignorancja. Rekord bije ten fragment. Podaję z tłumaczeniem na polski.


Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego: [1.Uwagi co do braku kompleksowej analizy celu i
potrzeby uchwalenia ustawy w zakresie instytucji kultury.]
Można też dodać, że zasadnicza teza projektodawców „o poprawie warunków świadczenia usług” jest
o tyle prawdziwa, o ile rozpatrywana jest tylko z jednego punktu widzenia tj. dążenia do obniżania
kosztów funkcjonowania jst jako takich, oczywiście przy pominięciu wcześniejszych wątpliwości co do
rzeczywistego ich zaistnienia. Nie można bowiem zapominać, iż elementem „usług” wskazywanych
przez projektodawców jest nie tylko jednostkowy koszt (abstrahując w tym miejscu od metod i
sposobu jego oszacowania), ale też jej standard (jakość) oraz rzeczywista dostępność (usługa jest dla
obywatela, ma on z niej móc fizycznie skorzystać, a nie tylko po to by istniała potencjalnie). Ad
absurdum można powiedzieć, iż najtańszą usługą jest ta, z której nikt nie korzysta, bo nic nie kosztuje.
Inną kwestią jest fakt, że same założenia w żaden praktycznie sposób nie wskazują, jakie to
konkretnie usługi i w jakich z punktu widzenia ich odbiorców parametrach ulegną poprawie. Jedyny
przykład wspólnego prowadzenia przez gminy biblioteki publicznej, jako mogącego dawać dostęp do
większego księgozbioru, wcale nie musi być prawdziwy, bo pomija jednocześnie problem, czy
biblioteka taka byłaby w ogóle realnie dostępna dla czytelników (np. zbyt duża odległość dla
czytelników z sąsiednich gmin, brak dobrej komunikacji lokalnej, czy wręcz bariera ekonomiczna
związana z kosztami dojazdu, szczególnie w przypadku grup osób zagrożonych wykluczeniem (np.
osoby starsze, niepełnosprawne, bezrobotne ect.), dla których właśnie biblioteka może być jedyną
realnie dostępną „usługą” kulturalną).

(tłumaczenie: Ale panie, ale po co to takie w ogóle robić?)


MAiC: Uwaga niezasadna. Nie można zgodzić się przedstawionym wywodem. Po pierwsze abstrahuje
od jednej z funkcji decentralizacji. Zgodnie z art. 15 ust. 1 Konstytucji, ustrój terytorialny
Rzeczpospolitej zapewnia decentralizację władzy publiczny, co służy zapewnianiu sprawności i
elastyczności zarządzania państwa (P. Winczorek, „Komentarz do Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej
z dnia 2 kwietnia 1997 roku”, Wydanie II rozszerzone i poprawione, Liber, Warszawa 2008, str. 22).
Właśnie będąc najbliżej mieszkańców i ponosząc przed nimi polityczną odpowiedzialność, władze
lokalne mają możliwość optymalnego kształtowania usług publicznych. Projekt założeń koncentruje
się na usługach publicznych świadczonych mieszkańcom, co wymaga większej samodzielności i
elastyczności działania jednostek samorządu terytorialnego. Wspólna obsługa na poziomie
samorządowym może pozwolić na wygenerowanie środków na usługi publiczne wraz ze
zmniejszeniem kosztów administracyjnych. Otworzy to drogę do powstawania instytucji o dużo
większym potencjale, co nie oznacza, że mieszkańcy będą mieli do nich utrudniony dostęp. Wspólna,
większa instytucja samorządów, może posiadać filie i oddziały, gwarantująca dostęp do usług.
Wskazania wymaga, że tytuł projektu ustawy zostanie zmodyfikowany i w projekcie założeń wskazani
zostaną główni beneficjenci.

(tłumaczenie: bo tak)

MKiDN pyta o sens likwidacji bibliotek i koszty dojazdu, MAiC wciska ogólniki o decentralizacji. Szczytem bezczelności jest zdanie: ,,Właśnie będąc najbliżej mieszkańców i ponosząc przed nimi polityczną odpowiedzialność, władze lokalne mają możliwość optymalnego kształtowania usług publicznych.'' Jeżdżę trochę po okolicy i widzę, jak ponoszące polityczną odpowiedzialność władze kształtują usługi publiczne. Widziałem już bidne ośrodki kultury, ośrodki kultury zatrudniające ludzi nieodróżniających klucza wiolinowego od francuskiego, dzieci uczące się w klasach łączonych, dzieci uczone w klasach przepełnionych, etc. Likwidowanie szkolnych bibliotek i zakładanie, że samorządy będą w stanie dać ludziom coś w zamian to dawanie małpie zegarka z wiarą, że go naprawi, podczas gdy dotychczasowe doświadczenie uczy, że prędzej go połknie. Minister Boni jest raczej bezczelnym cynikiem, bo o inteligencję na poziomie kalarepy trudno go podejrzewać.

W takiej sytuacji należy się dedykacja z listu kozaków do Mehmeda IV (do znalezienia w dobrych, szkolnych bibliotekach zapewne):


 Jaki z ciebie do diabła rycerz, jeśli nie umiesz gołą dupą jeża zabić. Twoje wojsko zjada czarcie gówno. Nie będziesz ty, sukin ty synu, synów chrześcijańskiej ziemi pod sobą mieć, walczyć będziemy z tobą ziemią i wodą, kurwa twoja mać. Kucharzu ty babiloński, kołodzieju macedoński, piwowarze jerozolimski, garbarzu aleksandryjski, świński pastuchu Wielkiego i Małego Egiptu, świnio armeńska, podolski złodziejaszku, kołczanie tatarski, kacie kamieniecki i błaźnie dla wszystkiego co na ziemi i pod ziemią, szatańskiego węża potomku i chuju zagięty. Świński ty ryju, kobyli zadzie, psie rzeźnika, niechrzczony łbie, kurwa twoja mać.
O tak ci Kozacy zaporoscy odpowiadają, plugawcze. Nie będziesz ty nawet naszych świń wypasać. Teraz kończymy, daty nie znamy, bo kalendarza nie mamy, miesiąc na niebie, a rok w księgach zapisany, a dzień u nas taki jak i u was, za co możecie w dupę pocałować nas!




Przepraszam wszystkie kalarepy urażone powyższym wpisem.


A co ty zrobisz, jak się wszystko spełni?

Jo (konspiracyjnym szeptem): I teraz ukryjemy naszą mapę w starym dzbanie
Franciszek: Aha.
Jo: I jeśli ktoś znajdzie dzban...
Franciszek:...
Jo: Znajdzie w nim mapę!
Franciszek:..
Jo: I jeśli prawidłowo ją rozszyfruje...
Franciszek:..
Jo: Znajdzie skarb!
Franciszek: I co dalej?





Dawno mi tak mowy nie odjęło


Kosiarka!

Przyjemna absurdalność bytu jest kwestią spojrzenia




Kiedyś w Nisku trafiłem na napis SOK rządzi. W sensie że Służba Ochrony Kolei, bo do na dworcu napisane było. Napis był uroczo absurdalny, takie odwrócone HWDP, z HWDP zabawa przewrotna, więc znalazł się w wierszu. Aż mi jeden człowiek napisał, że żaden SOK, tylko Sokół Nisko, ino że ÓŁ się starło. Cały uroczy absurd, cała baśniowość napisu poszła się kochać.



środa, 6 marca 2013

Rzeczy niemożliwe

Skończyłem tłumaczyć poemat Morele Donbasu Ljubow Jakymczuk. W poemacie jest wszystko. Stepy. Kopalnie. Hałdy. Gónicy. Anioły. Mężczyźni, kobiety, sortownie, kaski i kazki. Ljuba zrobiła coś, co jest niemożliwe: połączyła to wszystko w jedną, sensowną całość i napisała poemat o paru rzeczach, ale przede wszystkim o regionie,z którego pochodzi. Nie przypominam sobie, żebym w polskiej literaturze czytał cóś sensownego w ten deseń (może Jechać do Lwowa trochę:) ale w ostatniej dwudziestolatce - nie.
Po tamtej stronie granicy dzieją się rzeczy niemożliwe.


Jak dobrze pójdzie, wiosną całość ukaże się i tych pięciu freaków, których takie rzeczy jarają, będzie se mogła przeczytać.

sobota, 2 marca 2013

Szymborska Małyszem poezji także po śmierci

Jarka Mosera lubię za poezję. Jarek jest typem chłopa, któremu melancholijny sarkazm i bezlitosna autoironia z wierszy przechodzi na mejle i w ogóle do języka, co czyni z niego typa wyjątkowo znośnego i w ogóle do rany przyłóż. Jarek przysłał mejl z informacją, że jest na świecie lista książek zgłoszonych do nagrody im. Wisławy Szymborskiej.

Wchodzę ja i oburzenie mię bierze. Bo plan miał być taki. Po rozpętaniu jakiś czas temu przez prawicowe media, blogi i warzywniaki histerii pod tytułem Szymborska z Włodkiem to kumunisty i masuny wszyscy wydawcy mieli nagrodę im. Szymborskiej i stypendium im. Włodka zbojkotować. Bo niegodnie, hańba i w ogóle, o ile dobrze rozumiałem prawicowe media. Wszyscy wydawcy Szymborską zbojkotować mieli, z wyjątkiem naszego (Stowarzyszenie Żywych Poetów)  i tym sposobem jury za pomocą rzutu monetą rozdzieliłoby grosiwo między nas i fajrant.

Ale nie. Zaglądam na listę i oczom nie wierzę. 183 książki poetyckie (wiedziałem, że w Polsce poezji wydaje się dużo, ale żeby aż tak? W tym kraju tomik poetycki wychodzi raz na trzy dni) na liście. Nikt nie zbojkotował. Nawet poeci na pierwszy rzut oka narodowi. Wójcik Wujas Marcin - Polska. Nasza ojczyzna. Bełz Stanisław - Naród, który się nie szanuje. Jest nawet Barbara Gruszka-Zych, poetka i publicystka Gościa Niedzielnego. No kaman, przecież jeszcze miesiąc temu we wszystkich internetach czytałem, że Szymborska mordowała księży i urodziła Stalina. Tak się nie godzi!

Ale na drugi rzut oka lista temu oku milsza. Sporo znajomych nazwisk, także z imprez, z włóczenia się po Polsce. Z gadania i popijania, a bywa że i z czytania też, bo picie jest pretekstem do czytania jednak, nie na odwrót, jak podejrzewałem w liceum. Poza tym naliczyłem dwóch noblistów. Laurie Anderson. Bohdana Zadurę, który nie startuje za antologię poezji ukraińskiej ,,Wiersze zawsze są wolne'' ale i tak można mu kibicować. Ewę Lipską i Jerzego Kronholda, których kochamy za samą choćby Nową Falę. Jacka Podsiadłę aka Ojczym Prowadzący.  Martwego Johna Ashbery'ego na dokładkę. To nie przytyk. Ashbery nawet martwy jest świetnym poetą.

A Szymborska, nawet nieżywa jest Adamem Małyszem polskiej poezji. Nic tak nie promuje dyscypliny i nie przyciąga kibiców jak sukces, jak mistrz i takie tam. Tym, czym dla skoków Małysz, tym dla współczesnej poezji Szymborska. Nawet po śmierci, bo nagroda przyciągnie choć na sekundę uwagę Polan i Wiślan do wierszy, bo uwagę Polan i Wiślan przyciąga duży hajs i to, jak ktoś umrze. Ale to w wypadku Szymborskiej już odpada. Tak że nie o pieniądze chodzi. Idzie o uwagę współczesnego tubylca, który jest ją w stanie przywiązać głównie do rzeczy mających wymierną i dużą wartość i do tego, jak ktoś umrze, jak się już powiedziało. O podtrzymanie w nim złudzenia, że poezja jest bardzo ważna, bo płacą za nią dużo pieniędzy raz na rok. Nóż widelec wpadnie na to, że ważna przez te grosze nie jest, a najważniejsza, ale to z zupełnie innych powodów.

piątek, 1 marca 2013

Święta propaganda

Z okazji święta dumam ja o tym, kiedy złożoną historię zastąpiła czarno-biała propaganda, kiedy świadków historii zastąpiły grupy rekonstrukcji historycznej. Młodzi ludzie kupują komiksową wersję historii NSZ i w ogóle wersję komiksową wersję historii opowiadaną przez znudzonych rekonstruktorów w szytych na zamówienie mundurach. Zastanawiam się, za jaką cenę.