środa, 31 sierpnia 2011

Hania vs krótkie formy narracyjne.

Jo: Opowiedz mi bajkę. Zacznij od ,,Dawno, dawno temu, żył sobie krasnoludek''.
Haniołek: Dawno, dawno temu był sobie krasnoludek. I był łysy.
Jo: I co?
Haniołek: Nic, bo leń.


Koniec bajki.

czwartek, 25 sierpnia 2011

Tylko kultury, które umarły mogą kozaczyć


Odkąd zajmuję się tą kulturą,słyszę, że jest umarta. Umarnęła i nie żyje. Ale jak patrzę na kolejne byty folkloru,to dochodze do wniosku, że życie po życiu jest gitmajonez.

środa, 24 sierpnia 2011

Lubię, kiedy poeta. Manifest.

Od dziecka kibicowałem Bohunowi, a nie temu mdłemu Lachowi, Skrzetuskiemu, więc lubię, kiedy poeta kozaczy. Lubię, kiedy poeta pokaże kawałek swojego świata. Kiedy zamiast ,,Kobieto, nie wyplataj kwiatów z włosów,
przestań liczyć dni'' powie, że jego baba to jędza, ale on jest dupa i się nie postawi. Kiedy zamiast ,,Światło przenika łzy, podeptana barwa tworzy ścieżkę'' przeczytam, że to, tamto i Afrik Simon rządzi. Lubię, kiedy poeta wie, że gęba to nie szklanka i nie boi się gęby odsłonić chociaż trochę. Lubię, gdy człowiek po drugiej stronie tekstu nie mówi, że mu ,,Sny przepoczwarzą się w białe płótno''. Lubię, kiedy mówi o tym, jak spał gdzieś za mocno, nie wiedział gdzie jest po obudzeniu i bał się, bał. I że zdrętwiałą mu noga i swędziała dupa. Jestem zwolennikiem dupy w poezji.

piątek, 19 sierpnia 2011

Maziarsko Droga


Jest w lesie niedaleko mnie taka droga. Jak obrócimy konia pyskiem na południe i przyłożymy łydkę, to za kilka dni znajdziemy się w Rumunii. Kusi mnie,oj kusi. Ja już za stary, ale przed moimi dziećmi jeszcze wszystko stoi otworem. O ile będzie je ciągnąć na wschód, który u nas zaczyna się na południu. 

Fot. Szymek

niedziela, 14 sierpnia 2011

zagubione jagnię

Wychodzę rano posłuchać, czy się pasą i nie. Meczenie od sąsiadowego podwórka. Biegnę i widzę, że baranek wpadł do odkrytego szamba sąsiada. Oparł się o coś nóżkami, wystaje mu głowa nad powierzchnię i to ta głowa tak meczy. Wyciągnąłem za rogi, dobrze, że już mu urosły. Zagoniłem owce do stajni. Ale baranek nie dobiegł, zagubił się po wyciągnięciu z tej gównianej sytuacji. Narzuciłem tylko roboczy polar. Poszedłem, wziąłem go na ręce i zaniosłem do reszty.

Chodzi mi o to, że gdybyś pisał/a jakąś piątą ewangelię, chciałbym, żeby ta przypowieść się w niej znalazła.

czwartek, 11 sierpnia 2011

555 - miota poezją jak szatan


Miliony czytelników tego bloga zapewne nie sypiają po nocach zachodząc w głowę, jak było w piątek. Dzięki uprzejmości Szymka i Jego zdolnościom obsługi komputera mota i słuchojta:

555+Piotr Jemioło

Skład:

Piotr Jemioło - wiersze
Mateusz Styga - djembe
Szymon Węglowski - drumla, didjeridoo, kij deszczowy, perkusjonalia
Janusz Radwański - bongosy


poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Winnetou i kac rusińskich strażaków. Eastern.




Winnetou i kac rusińskich strażaków. Eastern. 


Każde odpalenie silnika w tym wieku to małe święto,
więc weselmy się w tym dniu, który uczynił nam Pan.
Tym bardziej, że jedziemy po smutek, ale o tym sza.
Na razie dzieci przykute do fotelików zsuwają się po
stromych drogach w sen. Ekspres ,,Szczała Południa''
przecina Gorlice na czerwonym. Prawie
żółte, więc uznajmy, że się nie liczy. Są wazniejsze
prawa, którym się poddamy.
Że śpiewając o miłości w nieznanych sobie mowach
najbardziej zbliżamy się do prawdy. Że grając na ulicy
trzeba wrzucić na farta monety wycofane z obiegu.
Niech będzie jasne, że naszego bogactwa nie da się policzyć .
Ten i parę innych wybiegów (co jakiś czas chowaj grubsze,
patrz ludziom od czasu do czasu w oczy) mylą nasze tropy.
Już się nie musze przetłumaczać ze swojego języka.
Gdybyśmy mieli konie, ślady ich kopyt byłyby
głębsze o ciężar dziecięcego braku zdziwienia hojnością,
z jaką dostajemy dźwięki. Do takich należy Republika Słowacka,
Łemkiwszczyna i parę innych miejsc. Wszędzie tak właśnie chciałbym wejść:
bez dokumentów, bagażu, biorąc wszystko za przewidywalną,
oczywistą rzecz nie do uwierzenia. Koni brak.
Bez śladów wycofujemy się nocą przełęczą w dół w stronę Małastowa.
Nieprzyjemnie syczą słowa szeptane przez łatane niedawno hamulce,
więc nie sprawdzę, czy w dole w ciemności majaczy garb cerkwi.
Kurs na północ. Nie wiem, czy ona tam jest. Watpię. Mam to już we krwi. 

czwartek, 4 sierpnia 2011

555 - cd

Skrzynkę mejlową zawaliły mi pytania o to, jak należy się na jutrzejszo impreze ubrać.

To impreza poetycko-kulturalna,więc obowiązuje strój wieczorowy.

Piżamy.

środa, 3 sierpnia 2011

555 na bruku

A dzisiaj były przygody. Dzisiaj dyrektor Domu Kultury wyrzucił zacny projekt 555 z powodu niewypełnionych papierów na ulice, nie zważając na to, że jako pierwsi w kolbuszowskim ośrodku etnograficznym (w całej historii jego!) przygotowujemy recytację wierszy z akompaniamentem bębnów, drumli, kija deszczowego i takich tam. Wiekopomność tej chwiłi nie dotarła najwyraźniej. Pograliśmy trochę na Rynku, posłuchaliśmy Pana Żula domagającego się polskiej kultury i żebyśmy przestali sprzedawać Polskę za bambusy, po czym przygarnęła nas biblioteka.

Kolbuszowa to takie dziwne miasto, w którym na bębnach można pograć w czytelni, a nie można w sali muzycznej Miejskiego Domu Kultury.

Piątek mnie Przeraża Ogromnie.

wtorek, 2 sierpnia 2011

Interpretacje

Dzielny Wojciech Wencel w niedzielnym Gościu Niedzielnym  pyta, czy poezja po Smoleńsku jest możliwa. Na szczęście zaraz odpowiada, że tak. Z niekłamaną ulgą wracam do poezji na tym blogu. 

Szukałem drugiego wiersza w Wyborczej, żeby go zalinkować. Żeby móc po latach się chwalić w lokalnych klubach Gazety Polskiej, że dawno,dawno temu, to mi Wyborcza nawet puściła dwa wiersze z motywami religijnymi (tu uszami wyobraźni słyszę zachwycone westchnienia urodziwych młodych członkiń klubów, z powodu iż kozak ze mnie nieprzeciętny). 

Linka nie znalazłem, znalazłem za to interpretację tego wierszyka zrobioną przez JArosława Klejnockiego. To fajna interpretacja, bo choć kompletnie rozmija się z zamierzeniami moimi (czy ja kiedyś myślałem o Szopenhałerach jak pisałem? Jej Bohu!), nie jest nadin terpretacją, tzn. Klejnocki trafia w obszar, do którego moja pisanina ma odsyłać. 

To wierszyk:

Mt 2, 13 – 14

tę ucieczkę będzie powtarzał jeszcze wiele razy,
zmieniając tylko szczegóły, czasem śnić mu się będzie
rżenie koni i zgrzyt metalu, czasem szum silników
i gwizd powietrza w lotkach, najważniejsze będzie jednak
zawsze takie samo – niejasny cel przed sobą, konkretny
koszmar za sobą, brak wody do wyprania pieluch i nocne zimno.
jeszcze o tym o tym nie wie, ale właśnie ustanawia najważniejszy sakrament –
kołysanie dziecka tak, by nie wiedziało, że ucieka.

A to interpretacja Jarosława Klejnockiego:


,,Radwański uniwersalizuje świadomie kontekst ewangeliczny: jego liryczny ojciec słyszy zarówno dźwięki towarzyszące tradycyjnej podróży (konie, brzęczenie metalu), jak i dźwięki charakterystyczne dla rozruchu odrzutowych silników transatlantyckich aeroplanów. Zatem: to, co dawne, znów dzieje się – powtarza się dziś; znów i znów.
I to, co stało się niegdyś udziałem Świętej Rodziny, staje się również naszym udziałem, choć przecież żadnej rzeczywistej ucieczki nie musimy przedsiębrać (a jeśli już do Egiptu, to co najwyżej na wczasy do Hurghady czy Sharm El – Sheik).
Ale tu nagle wypada sięgnąć po lekturę pism Artura Schopenhauera czy – głębiej – Sorena Kierkegaarda. To wszak oni nauczali, że życie człowiecze jest ucieczką: od troski, bólu, cierpienia i – wreszcie: uwikłania (kwestię uwikłania rozwinęli już później postmoderniści, rozważając problematykę zaangażowania i odpowiedzialności jako kwestii uwikłania o charakterze obciążenia jednostkowej osobowości, która dąży wszak – według nich - ku wolności własnej).
Radwański pisze swój wiersz, tak go czytam, w obronie odpowiedzialności i zaangażowania. Ale przecież nie politycznego przecież, tylko empatycznego.
Jeśli życie to rodzaj ucieczki (od, jak powiedziano: troski, cierpienia), to, według poety, zostały jeszcze obowiązki. A te dotyczą dzieci: one jak najpóźniej powinny zostać wprowadzone w świat tych wszystkich naszych uwikłań. Trzeba je zatem kołysać dopóki można, powiem więcej – trzeba kłamać, dopóty da się, by dziecko nie wiedziało jak to wszystko wygląda.
A w tej pracy jesteśmy samotni, nam żaden anioł już nie podpowie co mamy czynić.''
Całość
http://klejnocki.wydawnictwoliterackie.pl/

Słownik Haniołkowo-polski

okocić - czas, dk; owinąć coś a. kogoś kocem. Okociłam Mizerię, Kortez, zaraz ciebie okocę.