sobota, 31 grudnia 2011

Dlaczego nie odzywam się do żony

1. Za dialog:

- Naprawiłem odkurzacz!
- I działa?!


2. Za wydarzenie.

Postanowiłem zagrać ukochanej kobiecie wieczorową porą. No więc lecę standardy, paluchy mam rozgrzane, więc improwizuję, śmigam po całym gryfie. Jestem Hendrixem Puszczy Sandomierskiej. Całą duszę wkładam i giętkość stawów i serce i inne podroby. Normalnie pseudolasowiackie nieślubne dziecko Paco de Lucii i Keitha Richardsa. W tym momencie słyszę:


- Ale musiałeś mieć rozstrojoną tę gitarę, że tak długo stroisz.

czwartek, 29 grudnia 2011

Wypożyczalnia

Wypożyczalnia po trzykroć folkowa. DIY secesyjny szyldzik-witrazyk, drewniany budynek, no i najważniejsze - 2011 i wciąż działa!

Swoją droga, kto 20 lat temu pomyślałby, że niedługo wypożyczalnie będą czymś oldskulowym jak guma Turbo, spluwaczki czy mamuty.

środa, 28 grudnia 2011

Ankieta-podsumowanie

Na pytanie ,,Czy można wypowiedzieć słowo Lentilky bez uśmiechu'' 25% ankietowanych odpowiedziała ,,Można, ale po co''. To miło. Jeszcze milej, że 75% odpowiedziało Ho-ho, beri-beri. To dobrze wróży przyszłości Narodu Polskiego, a kto wie, może nawet czytelników tego blo.

Od dziś nowa ankieta.

czwartek, 22 grudnia 2011

Pająk

Choćby przyszło tysiąc ikei, i każda zjadła, tak dla idei, tysiąc kotletów, nawet schabowych.
I każda przepiła kompotem śliwkowym i każda nie wiem, jak się wytężała, to takiygo pająka nie zrobi, choćby się... tralalala.



Pająka zrobiła Zofia Fila z Mazurów. Nie wiem, ile zjadła kotletów. 

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Za co kochamy Lasowiaków - cd.

Za fantazję.

Na marginesie Herberta w Toruniu

1. Żem wygroł. Żem musioł  odpowiadać na pytania.

- Jak zaczął pan pisać?
- Usiadłem, wziąłem długopis i napisałem pierwszy wiersz.

To nie jest złośliwość. Prawda czasem po prostu brzmi złośliwie. Z prawdą już tak jest.

2.
Żem dostoł tako książke ,,Herbert w Toruniu'' Cezarego Dobiesa. Książka ma ponad sto stron Opowiada o trzyletnim okresie mieszkania Herberta w Toruniu, o którym niewiele wiadomoi, prawdopodobnie dlatego, że niewiele się wtedy u Herberta działo. Autor pisze więc o tym, że Herbert studiował. A jak studiował, to też mieszkał, choć nie zawsze wiadomo, gdzie (autor stawia tezę, że waletował przez pewien czas. Teza nie jest według niego bezpodstawna). A jak mieszkał, to i jadł, ale nie wiadomo za bardzo, gdzie. I pisał, choć nie do końca wiadomo, co. Książka jest mistrzostwem świata w rozcieńczaniu faktów.

W związku z tym postanowiłem napisac książkę o pobycie Edwarda Stachury w Kolbuszowej Górnej. Edward Stachura co prawda w samej Kolbuszowej Górnej stopy nie postawił, a przynajmniej nic o tym nie wiadomo. Ale jadąc z Warszawy w Bieszczady musiał jechać PKS-em przez Kolbuszową Górną, prawda? Książka będzie o tym, że Stachura w autobusie (a więc i w Kolbuszowej Górnej) mógł spać. Mógł też nie spać. A jak nie spał, to czytał, pisał, jadł albo podziwiał widoki. Ewentualnie w autobusie (a więc i w Kolbuszowej Górnej) walczył z mdłościami.

Książka będzie kończyła się postulatem postawienia w Kolbuszowej Górnej pomnika Stachury na logo PKS z granitu i tablicy ,,Tu Edward Stachura spał/jadł/czytał/pisał/podziwiał widoki/walczył z mdłościami. Poecie  - górniacy.''

piątek, 16 grudnia 2011

Indianie!



Traband, czeska skupina folkovo-rockovo-diabel zna, jaka. Znamy i kochamy.

Pod filmem ciekawa dyskusyja - internauci dostrzegają podprogowy przekaz nazistowski. Samochodzik ma na drzwiach cyferki 1 i 8. Pierwsze i ósma litera alfabetu, a więc A i H. Adolf Hitler, oczywiście. A totemy złożone do kupy dają nam swastykę.

Autor klipu tłumaczy się, że totemy po prostu tak wyglądają i cześć. A samochodzik był jego zabawką w dzieciństwie ulubioną, a jako że urodził się 18, namalował na nim tę liczbę.

Oczywista ściema. Kryptoneonazim czai się wszędzie, zwłaszcza w czeskich klipach folkowych.

czwartek, 15 grudnia 2011

Noszenie ciężarów powoduje zmęczenie

Jako doktorant muszę odfajkować kurs BHP. Kurs został zrobiony specjalnie dla studentów i doktorantów UJ. Autor kursu bierze słusznie skądinąd pod uwagę, że może mieć do czynienia z debilami. Ci widać na załączonym obrazku. 

Bo jak ma traktować ludzi, którzy prowadzą badania bez stypendiów kosztem snu i życia rodzinnego i do tego rozwiązują jeszcze testy z BHP? 



Objawienie

Franek cały dzień chodził i mówił:

,,Pan Bóg mi powiedział..."

Zapytany, co mu powiedział, zacinał się. Jak zwykle, objawienie okazało się niewyrażalne w języku.

środa, 14 grudnia 2011

Słowianie

Nadmuchiwałem dmuchanego konia.Koń z konia w kształcie flaka zaczynał przypominać flaka w kształcie konia.
Hani się pomyliło i zawołała: Jest coraz gorzej!

Po chwili oboje skalali wokół mnie, cieszyli się i wołali

- Jest coraz gorzej!
- Jest coraz gorzej!





wtorek, 13 grudnia 2011

Słownik haniołkowo-polski

niamniot -,,przenośne schronienie z impregnowanej tkaniny, rozpinanej na specjalnym rusztowaniu, mające kształt małego domku lub stożka, służące do spożywania w nim posiłków» 

Zagadka kulinarna

W kotlecie wieprzowym jest wieprz.
W sałatce śledziowej jest śledź.

 W papieskich pierogach cielęcych jest co?

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Ojciec Ateusz

W odpowiedzi na potrzeby chwili i wiater historii przedkładam PT sponsorom czytającym to blo projekt scenariusza serialowego.

Ojciec Ateusz jest świeckim mistrzem ceremonii pogrzebowych, Jeździ po Tarnobrzegu hulajnogą. Rozwiązuje liczne zagadki kryminalne, za którymi stoją księża. No dobra, w jednym odcinku łapie kardynała. Bo czerwony kapelusz jest zawsze podejrzany.


Propozycje kupna proszę składać via mail.

środa, 7 grudnia 2011

Zostawanie buddą w weekend.

Musze to zapisać, bo zabocę.

1. Żeby być wędkarzem, trzeba być prawdziwym chłopem.

2. Istnieje nieuświadomione pokrewieństwo psychiczne między prawdziwym chłopem a kotem. W umyśle prawdziwego chłopa palącego zimiocane łęty i kota leżącego na piecu jest to samo - Wszystko i Nic, jedność z teraźniejszością, czyste istnienie. Prawdziwy chłop i prawdziwy kot są/bywają oświeceni. Umieją oczyścić umysł ze wszystkich myśli. Koszenie kosą to medytacja w ruchu, jak tai-chi, ale prawdziwy chłop umie osiągnąć ten stan umysłu także w spoczynku. Pozostaje otwarta kwestia, jak jest z prawdziwym kotem.

3. Wśród chłopów byli i są oczywiście ludzie jakoś kalecy. Ich umysł jest zbyt niespokojny. Szukają oświecenia, czasem muzykują, rzeźbią, wiersze tworzą. Oni na wędkarzy się zwykle nie nadają, bo (patrz punkt 1.)

4. Droga do oświecenia wiedzie przez orkę.

wtorek, 6 grudnia 2011

Tłumy na sali, muszę się ogolić

Napisaly o nas na stronie biblioteki. Nie czepiam się informacji co do inicjatora spotkania, choć moja miłość własna boleje okrutnie.
Nie będę dyskutował o liczbie ludzi na sali, choć moja pierwsza reakcja brzmiała: O kurde, nie wiedziałem, że aż tylu ludzi tu w ogóle mieszka. Czepiałbym się, gdyby liczba była mniejsza niż moje szacunki. O, ręka noga, rewersy na ścianie by były.
Moją zadumę budzi jedynie foto. Czy ja rzeczywiście się tak załamuję, jak czytam własne wiersze? Powinienem wynajmować odpornych psychicznie kaskaderów.


Całość tu:

    Relacyja z Dziadów 

poniedziałek, 5 grudnia 2011

Zdradzony

Fajnie wrócić do lektur dzieciństwa. Mniej fajnie do lektur chłopięctwa.

Robin Hood okazuje się głuopawym osiłkiem. Całyc zas z kolegami chwytają swoje tęgie pały i szukają przygód. Old Shatterhand okazuje się rasistą, jakkolwiek przyjaźni się z Indianami, gardzi ich kulturą i nimi samymi. Nie chce poślubić siostry Winnetou, bo jest Indianką, nie ma oporów przed zabijaniem Indian, dopiero zabicie białego jest dla niego momentem granicznym.
Winnetou jest przekonany co do nieuchronności zwycięstwa białych, uważa, że nie ma co się ich pochodowi sprzeciwiać.
Tomek Wilmowski jest męskim szowinistą, a bosman Nowicki alkoholikiem.

Tylko bohaterowie Fiedlera są na swoim miejscu - dumni, szlachetni, nikomu niepotrzebni, skazani na zagładę.

Dlatego tylko oni przetrwają.

niedziela, 4 grudnia 2011

Muzyka dla głuchych

Słyszałem dzisiaj w radio utwór artysty przedstawiającego się jako Tede. Tede śpiewał dosyć długo (od Lipnicy do Górnego Dzikowca). Śpiewał o tym, że śpiewa. Zastanawiałem się, po co to robi, przecież ludzie nie są głusi.

I tu mnie olśniło. autotematyczność hiphopu bierze się stąd, że jest to muzyka z reguły adresowana do ludzi głuchych, którym wokalista musi zakomunikować, że śpiewa. Na teledyskach poparte jest to dodatkowo machaniem rąk. Machaniem rąk wokaliści dają głuchym słuchaczom znak, że śpiewają. A chłopcy z naszego puebla wstawiają w samochody duże głośniki basowe, dzięki czemu mimo kalectwa są w stanie percypować muzykę hiphopową dzięki wibracjom pojazdu.

Niemniej nie rozumiem, po co Trójka puszcza Tedego śpiewającego o tym, że śpiewa. (Dyskryminuję głuchych!). Zamiast tego można byłoby puścić kolbuszowski ansambl śpiewający pieśń do słów Morsztyna, bo polskiego baroku nigdy za wiele.

sobota, 3 grudnia 2011

Survival w Puszczy Sandomierskiej

Każdy miłośnik survivalu powinien pamiętać, że w gwarze lasowiackiej głoska y ma szerszą dystrybucję niż polszczyźnie ogólnej. Może występować także po głoskach miękkich (byl'y, zrobil'y). To da się wyartykułować, trzeba tylko sobie rozciągnąć język i mózg. W puszczy możliwe są rzeczy niemożliwe. Pamiętaj o tym, a przeżyjesz.


A w każdym razie mózg se rozciągniesz.

piątek, 2 grudnia 2011

Lesiakman -sequel

Z okazji muszenia zrobienia przeze mnie kursu BHP na czwartym roku studiów, któren to przymus, jak wszelkie przymusy (ale ten tym bardziej) mi uwłacza, nie mogę napisać, co o tym myślę. Jako doktorant podpisałem takie ślubowanie, że o dobre imię uczelni będę dbał. 

Zamiast tego ogłaszam, że szukam sponsorów nakręcenia sequelu Lesiakmana.
Jak pamiętamy, pierwsza część kończy się, gdy Lesiakman leży rozdarty honkerami Geofizyki na sztuki. W drugiej członki bohatera zbiera szalony hodowca świniodzików z Uniwersytetu Rzeszowskiego (Zamiejscowy Wydział w Weryni), składa je do kupy i ożywia herbatą z prądem. Celem naukowca jest przejęcie władzy nad światem w celu skłonienia rządu do zwiększenia wydatków na naukę i wycofania się przez Ministerstwo Nauki z idiotycznego pomysłu zrobienia ze studiów doktoranckich trzeciego stopnia studiów. Lesiakman traci jednak pamięć i wszystkiego musi się uczyć od początku, co jest tym trudniejsze, że żyje ze świoniodzikami i żywi się gotowanymi zimiokami. Staje się Tarzanem Puszczy Sandomierskiej. Szalony naukowiec rusza do Rzeszowa na czterodniowe szkolenie BHP. W tym czasie Lesiakman razem ze świniodzikami pokonują ogrodzenie UR w Weryni i wydostają się do Puszczy.
Tam przejmują tartak w Wilczej Woli i uspołeczniają środki produkcji, a także zyski z niej. Komuna produkcyjna prosperuje świetnie. Robią dłużyce, kanciaki, drewno opałowe, tarcicę, grasicę i pramacicę perłową zwykłą i z buczyny. Wycinają wszystkie okoliczne lasy. Lesiakman duma nad problemem własnej tożsamości, wreszcie siada na pieńku ostatniego buka i zadaje sobie pytanie o sens bytu.





I szczerze mówiąc, nie wiem, czy to jest hepi end. To taki powrót do kina moralnego niepokoju.

czwartek, 1 grudnia 2011

Kolejny film

Z cyklu: kolejny film, którego nikt nam nigdy nie zrobi. The amazing Lesiakman. Pół-człowiek, pół-Lasowiak, pół szybkowar w pelerynie niepokojąco podobnej do szarej sukmany przemierza bezdroża Puszczy Sandomierskiej Lesiakmobilem z charakterystycznym nadrukiem ,,Raniżowianie-folklor Podkarpacia''. Lesiakman zwalcza eurokostkę, likwiduje dzikie wysypiska, a dzięki supermocy szybkowara rozprawia się ze wszelkiego rodzaju buractwem w gumofilcach, garniturach i koloratkach. Za każdym razem, gdy potrzebują go mieszkańcy, na niebie wyświetlają kształt eurokostki ażurowej albo wygrywają Kolorowe jarmarki na syrenach OSP.
Film, jak to film polski, nie kończy się happy endem. Lesiakman jako wróg postępu i wstecznik przebrzydły zostaje przez pracowników Geofizyki szukających gazu rozerwany na sztuki honkerami.

Przed śmiercią mówi tylko: ,,Przechodniu, powiedz Sparcie, że kawa z mlekiem, względnie żur z kawą są niezłe na zaparcie''.

wtorek, 29 listopada 2011

Klocki

Odkryłem nowy sens ojcostwa.

Klocki. Chłop mając dzieci w pewnym wieku może się bawić klockami do oporu, nie obawiając się posądzenia  o obłęd. To dziwne, bo dorosły grający w gry komputerowe nie jest traktowany na ogół jako coś dziwnego.
Klocki od gier różnią się tym, że wymagają wyobraźni.

Wyobraźnia nie jest dorosła.

Suche szczyny

Z cyklu: zen czai się na każdym kroku: ,,Pojemnik na mocz. Chronić przed wilgocią''

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie, vol. 2

We wrześniowej Cegle, jak wynika z tego linka Cegła coś opublikowałem. Sęk w tym, że nie wiem, co. Nie pamiętam, co żem im wysyłał, a głupio mi pytać. ktokolwiek ma Cegłę, niech da znać.

Edit: Już wiem.


Przejście




Więc śnię się sobie, wychodzę z domu przy krzywej,
koślawej Mickiewicza. Warszawiacy, którzy przyjadą
na festiwal za siedemdziesiąt lat będą mówić,
że świetny oldskul, ale jeszcze nie ma tego słowa,
więc wolałbym już nawet którąś z kurduplowatych
kamieniczek w rynku, najlepiej od strony Rzeszowa,
stamtąd najbliżej do bożnicy i widok na studnię
na środku rynku, z której jeszcze chłopi poją konie.

Mijam wylot ulicy, miejsce, w którym za sześć lat
zabiją Halickiego, szefa policji. ocieram się o rynek,
trzeba wszystko załatwić przed piątkowym zachodem słońca.
Dzieci muszą mieć dobre święto. Nocą ciepłe ciało żony
będzie zastepować piec. A kiedy wracam z miasta, zasypiam

i śnię się sobie. Rąbię drzewo przed świętami, od jutra
trzask sęków i huk siekiery będzie obrażał Boga.
Więc trzeba się spieszyć. Jeszcze mail z korektą
do Kielc, ale najpierw drewno, dzieci musza mieć ciepłe
święta. My z żoną zastąpimy sobie nawzajem nocą piec.
A po robocie, w przedświąteczny wieczór zasypiam,

więc śpimy już obaj. I śni nam się ręka Najwyższego nad nami,
sąsiedzkie twarze wokół. Jest dobrze, wchodzimy w święta. 



poniedziałek, 28 listopada 2011

Syndrom sztokholmski

Ok, jak jechałem od Dzikowca i zobaczyłem z Górki Weryńskiej sztetl nad Nilem, połechtało mnie w dołku. Czemu? M.in. za takie dialogi:

- Gdzie tu jest salonik prasowy?
- W sklepie rybnym

wtorek, 22 listopada 2011

Kryzys vol. 3

Parzęczew pozostanie miastem mi nieznanym, a Bałuty dzielnicą nieodkrytą.Nagrody tamtejsze to mniej niż bilet PKS w obie strony i wyżywienie przez dwa dni.

Daję niniejszym ogłoszenie: czytam wiersze za smalec  na wynos + zwrot kosztów dojazdu.

poniedziałek, 21 listopada 2011

Haniołek i proza maskulinistyczna

Włącza się czasami dziecku strumień świadomości i narracje snuje. Zdanie z ranka:

- Nie mieliśmy racji, więc musimy mieć jaja.

Nie wiem, o co chodziło, ale coś w tym jest.

piątek, 18 listopada 2011

Inny świat

Na kirkucie nowe liście, nowe śmieci. Dzieje się, dzieje.


 Tymczasem w zupełnie innym świecie, kilkaset metrów bardziej na wschód:

środa, 16 listopada 2011

Konspiracja

Pierwsza i niepodważalna zasada konspiracji: lokal konspiracyjny musi być skanalizowany. Konspirowanie z pełnym pęcherzem prowadzi nieuchronnie do wsypy.

wtorek, 15 listopada 2011

Kredyt umar, kryzys żyje, w dalszym ciągu nic nie piję

Lasowiacki przemysł filmowy chwilowo umarł. Jedyny niegotowy scenariusz spoczął w pokoju. Żeby zrobić film, trzeba mieć pieniądze, żeby mieć pieniądze, trzeba mieć mecenasa.
Na szczęście pisanie wierszy jest stosunkowo tanie. Piszę darowanym piórem, w dostanym zeszycie, koszty atramentu są znikome. Jeszcze poezja nie zginęła, póki paprykarz szczeciński, o.

poniedziałek, 14 listopada 2011

Sacrum

Za co kochamy Lasowiaków? Za wyczucie sacrum. Ludzie doskonale odróżniają święta państwowe od kościelnych, co widać na załączonym obrazku.

sobota, 12 listopada 2011

Dziady

Na filmiku widać teatr Pomyłka, więc proszę mówić dalej i projekt 555 w składzie: Szymon Węglowski i jo.Widać, z jakimi fajnymi ludźmi gram i widać dwie rzeczy, jeśli o mnie chodzi: że cóś umim groć (co nie jest czymś dziwnym, nawet szympansy osiągają ten poziom, jeśli są dobrze karmione), ale też widać, że umim nie groć. Ten poziom osiąga niewielu, a dla gitarzystów jest wręcz nieosiągalny. Po opanowaniu pentatoniki molowej w mózgu człowieka zanika ośrodek odpowiedzialny za wytworzenie impulsu ,,a teroz ni bede groć i tyz bedzie''. 

Bą apetit. 

Teksty Świetlickiego i Dyckiego. 

piątek, 11 listopada 2011

O perspektywach rozwoju małych miasteczek

Sytuacja braku wszystkiego uaktywnia w ludziach takie pokłady, że okazuje się, że mają więcej niż myśleli.
Chciałem iść na jakąś fajną imprezę z wierszami, a co za tym idzie musiałem zorganizować ją sam. Poszedłem po prośbie. Poprosiłem dyrektora Jagodzińskiego o miejsce, Szymka o pół muzyki i plakat, Grześka Wójcickiego o zdolne dzieci z dykcją do czytania. Dostałem więcej niż prosiłem. Ludzie zdani na siebie (chcesz dobrej muzyki, to se ją zagraj, chcesz na wsi teatru, to se go stwórz) są kreatywniejsi. Sporo w tym zasługi samorządu i jego stosunku do kultury. I tak np. dzięki kiepskim stosunkom z domem kultury sięgnęliśmy w sierpniu z Szymkiem po instrumenty etniczne, uniezależniające nas od MDK jako jedynej w promieniu 40 km instytucji mogącej pożyczyć piece.
Byłem w małym niemieckim miasteczku. Widziałem w szkole profesjonalną salę prób i studio TV z blueboxem. My na naszych zadupiach radzimy sobie inaczej. Mamy świetnych ludzi, którzy umieją zrobić coś z niczego.

Alternatywa

Fajny mamy hymn, nie powiem. Ale nigdy nie może być tak, żeby nie mogło być jeszcze fajniej. Moja propozycja.












Żpiewajcie na akademiach smutasy!

środa, 9 listopada 2011

Dlaczego jest tak źle, skoro jest tak dobrze?

W sobotę w sztejtele Ronjif. Instytut Tradycji robi panel dyskusyjny o Kościele. Tematy: Czy średniowieczny Kościół palił heretyków? Krucjaty - błąd czy sukces? Czy Kościół akceptuje wojny? Czy Kościół powinien być ubogi?

Niniejszym zakładam się ze sobą o flaszkę, że tezy wyjściowe będą następujące:
1. Nie, nie palił, robiło to świeckie ramię ku smutkowi powszechnemu.

2. Nie akceptuje, ale czasem trzeba jakichś skurwieli posłać do piachu, co ma mocne podstawy w Ewangelii.

3. Nie powinien, a nawet mu nie wolno.

Czyli wszystko jest, było i będzie w porządku.

Rozstrzygnięcie zakładu już w sobotę.

wtorek, 8 listopada 2011

Sztuka przez wielkie Hu

Co tu dużo mówić. I ja tam byłem, nic nie piłem, bo znowu, herrgot, prowadziłem.





Jak widać, były manifestacje ektoplazmy i przenikanie rzeczywistości różnych planów.

niedziela, 6 listopada 2011

Dziady

Czwartek mnie przeraża. Wszystko jest improwizacją. Jedynie Szymek dzięki rozlicznym talentom podnosi człeka na duchu i wykminia wypasiony plakat.

Projekt 555 wraca w innym składzie, z innymi instrumentami, z tym samym chaosem organizacyjnym.

czwartek, 3 listopada 2011

W obronie księdza Twradowskiego

Zgodnie z obietnicą jak Rejent na progu koszulę rozrywam, jak Kmicic Kamieńca Podolskiego, jak Janek Kos cnoty Marusi Księdza Twardowskiego bronić będę. Chociaż go nie czytam. Z podobnych względów, co Szymborskiej.

Wyjście z murów uczelni zaowocowało u mnie osiąściem w Puszczy Sandomierskiej. Poza lisami, sarnami i, sporadycznie, dzikami mam tu styczność z normalnym czytelnikiem. Stykam się poprzez półki w księgarni i regał z poezją w bibliotece. Dzięki temu wiem, kto z poetów jest czytany.

Nikt. (patrząc na półkę w księgarni w RKL).

Ksiądz Twardowski (patrząc na  regał w bibliotece).

Należałoby teraz rozedrzeć szaty, że nie Miłosz. Nie Tkaczyszyn-Dycki. Nie Tymoteusz Karpowicz (o, to byłoby trendy). Nie Miłobędzka. Nie Roman Honet, etc. No i przede wszystkim - czemu nie współcześni młodzi poeci?  Ale po pierwsze: lubię koszulkę, którą mam na sobie, po drugie - uczeni filologowie nie rozdzierają szat. Starają się zakumać, o co kaman.

Nie wiem, czego uczą na homiletyce w seminarium. Jeśli robi to ktoś, kto ma łeb powyżej koloratki, uczy, jak napisać tekst:
a) na temat
b) zrozumiały nawet dla faceta, co drzemie za filarem po wczorajszym przepiciu
c) na tyle ciekawy, żeby ludzie nie posnęli

Jednym słowem przy szacunku dla przekazywanej treści uczą nastawienia na odbiorcę, a przynajmniej powinni. To jest coś, co sprawia, że ludzie Twardowskiego czytają. Twardowski nie ma odbiorcy w dupie. Albo inaczej: docelowym odbiorcą wierszy Twardowskiego jest człowiek sięgający po tomik. Docelowym odbiorcą współczesnej poezji jest juror, krytyk i wydawca, bo oni trzymają konfitury.
Dlatego Twardowski przetrwa nawet zagładę atomową, a poeci roczników '80 niekoniecznie.

P.S. Anonimowy komentatorze - nie sądzę, żeby Twardowski był ludziom wciskany. Gdyby tak było, cieszyłbym się. Wciskanie jakiegokolwiek poety świadczyłoby o tym, że poezja jeszcze kogokolwiek żywo obchodzi.

Kryzys

Alauda arvensis vs predator

Ty patrz, jak ziemia strzela nim na postrach, 
jak wybucha i sypią się na ciebie dźwięki jak małe, 
niedojrzałe jabłka. Cały dzień tak może, 
mało płuc nie wyświergocze. A do śpiewania 
jest tak niewiele - że jest gniazdo i małe
i cokolwiek się zbliża, trzeba to odciągnąć, 
oszukać melodią, zamiast nich dać temu czemuś
lot i śpiew, coś cenniejszego od siły - jej pozór. 

Bo wiesz, śmierć jest przereklamowana. Historia nienaturalna
i jej pomniki, wielkie braki wstydu. Kim zostaniesz, jak dorośniesz?
Ćmy robią programy o świecach. Ćmi mojżesze i czerwone morza. 

A ja chciałbym zobaczyć taki film akcji:
gangsterzy, policjanci, Niemcy, ubole 
i, powiedzmy, grupa rekonstrukcji historycznej
,,Bambosze Goringa'' ganiają się jak zwykle, 
strzały, pisk opon, w końcu wjeżdżają w polną drogę
kamera zostawia pościg i celuje w niebo, 
tam z kępy trawy wyrwał się skoronek
lata i śpiewa i tak już do końca.






A kryzys wygląda tak. 
Wierszyk to wyróżnienie na konkursie w mieście słynącym z fajnych konkursów. 
Organizator nie zwraca kosztów podróży, 
organizator nie jest pewien, czy będą jakieś diengi, więc
organizator książkę prześle pocztą. 
Pod warunkiem, że zapłacę za przesyłkę. 

środa, 2 listopada 2011

DIY - vol. 2

Cywilizacja dobrobytu zabiła naturalną dla wszelkich kultur ludowych kreatywność. Jak coś jest nieprzydatne, to się to wyrzuca, tymczasem bardziej folkowe jest znalezienie nowego zastosowania. 

Patent z Osiej Góry: tniemy zuzyte opony, skręcamy fantazyjnie, ciągniemy srebrnym sprejem i mamy oryginalne zwieńczenie skalniaczka. 


wtorek, 1 listopada 2011

Słownik domyślny

Ze względu na datę powinienem pierdyknąć znicza i cytat z Twardowskiego. A figę.

W listopadowo-grudniowym  Imparcie (wychodzi ino we Wrocławiu) będzie hulać parę moich wierszydeł. W tym to:

Słownik domyślny

W coraz więcej słów których potrzebuję word mi nie wierzy. 
Niwa modrego lnu staje się nowa, świeci na czerwono teorban,
na pulpicie więcej ikon niż na carskich wrotach, w korbowód
zmienia się korbowa lira, za radą spinacza, który się przymila
do mnie jak pies-kurdupel, co zaraz ugryzie. A telefon, 
póki mnie nie spotkał, nie znał nawet słowa kurwa, słownik
mu się zacinał. Jeszcze na mnie i na lirze się wygina miarka
przebrana nie do poznania. Zdążyłem urwać dla siebie parę
lat robienia błędów, ale idzie zmiana. Będę miły jak muzyka 
w sklepach, czuły jak czujnik ruchu. Na razie słucham mojej własnej
listy przebojów. Pan Benesz lepiej niż tydzień temu, wciąż na swoim miejscu,
wciąż zatrzymany w momencie, gdy opowiada o przejściu skodą setką
wezbranego Wisłoka. Tuż za nim Szejna leżący na sali z rakiem oka
i Bogiem bliższym nawet niż teraz, gdy powoli się wyżarza nad rzeką
z dziećmi i wnukami wokół. Dalej Śliwka topiący w potoku trzy traktory,
jeden po drugim. Pasek odtwarzania jest już bardzo długi, zatrzyma się suwak,
mały koniec świata. Gdy napiszę płacz, word podpowie plakat.



















Ten wiersz nie powstałby, gdyby nie mój technologiczny funkcjonalny analfabetyzm. Dopiero po nim dowiedziałem się, że opcję autokorekty zamieniającej placówkę oświatową na palcówkę oswiatową da się wyłączyć. Tego w zasadzie powinna nauczyć mnie szkoła na informatyce, dlatego też moim palcówkom oświatowym za to zaniedbanie dziękuję.

wtorek, 18 października 2011

Dżender

Sprzątamy z Hanią, słuchamy Smashing pumpkins

- Nie podoba mi się ta muzyczka.
- A jaką chcesz?
- Taką ładną i dla dziewczynek.
- Nie muzyki dla chłopców i dziewczynek. Jest zła muzyczka albo dobra muzyczka.


Powstaje pytanie. Czy odpowiedziałem jej dobrze (mężczyźni i kobiety sa równi - I fala feminizmu) czy źle (mężczyźni i kobiety są różni, jest literatura kobieca, muzyka kobieca, trygonometria kobieca, etc.) czy powiedziałem bardzo źle (chłopcy i dziewczynki to tylko społeczne konstrukty - III fala feminizmu)?

poniedziałek, 17 października 2011

Jak wygląda szatan?


Ostatnio zaś żem spotkał mieszkankę Mazurów, mazurzanie są na mnie ponoć źli, że mało miejsca w gazecie poświęciłem na fotoreportaż z nadania ich szkole imienia generała Kwiatkowskiego. Może strona a4 to za mało, ja tam nie wiem. Niemniej do prośby się przychylam.
Nie będę pisał o tym, że fakt udziału generała w dwóch wojnach, w których liczba ofiar wśród cywilów idzie w setki tysięcy nie budzi u jego rodaków żadnych dyskusji czy choćby cienia refleksji, bo to cecha ogólnopolska, Polacy, jakkolwiek lubią uważać się za romantyków, są twardymi racjonalistami, jakieś tam Arabusy to nie nasze podwórko i mogą sobie ginąć, pod warunkiem, że naszych nie będzie ginąć za dużo i bwana kubwa Obama zniesie wizy. Zresztą generał dostał szkołę swojego imienia nie za to, że okupował ten czy tamten kraj, tylko za to, że daleko udało mu się z Mazurów zajść.

Idzie o co innego. Odkąd wojsko straciło możliwość legalnego porywania młodych ludzi i wykorzystywania ich jako niewolników przez jakiś czas, wojskowi musieli nauczyć się myśleć o ludziach w wieku poborowym już nie jak o bydle na targu, ale jak o podmiotach obdarzonych wolną wolą.
Żeby te podmioty chciały iść do wojska, trzeba wyrabiać w nich od najmłodszych lat przekonanie, że wojsko jest fajna, a zabijanie ludzi jest spoko. Od zniesienia przymusowego poboru wojsko zrobiło się strasznie przymilne, pojawiają się na imprezach, piknikach, stawiają warty, etc. Tak też było w Mazurach. Tak wygląda szatan: jest miły, sympatyczny, cieszy się społecznym szacunkiem i przekonuje dzieci, że karabin to fajna zabawka, a zabijanie to dobra zabawa. Mazurzanie zaprosili do siebie szatana i kapłanów antychrysta ws mundurach i koloratkach. Może lepiej, żem w gazeie o tem nie pisał? Szatan nie lubi, gdy wyjawia się jego prawdziwe zamiary.

poniedziałek, 10 października 2011

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie

Po wypuszczenia wiersza w świat, wiersz zaczyna żyć swoim życiem i jest to życie tajemne. Czy ktoś wie, kto, gdzie nagrał mojego wiersza i takie tam? Kto to czyta, kto plumka?

Tutej link do audio jest. Ktoś rozpoznaje ten głos?

Mt 2; 13-14

piątek, 7 października 2011

Rogacze

Myśliwy spędza dużo czasu na ambonie, nie myśląc o żonie. O czym donosi majowy Łowiec Polski wielkimi, czerwonymi literrami.

środa, 5 października 2011

poniedziałek, 26 września 2011

Zen

Skup makulatury w Kolbuszowej. Dawniej ludzie wyrzucali książki i gazety, było co poczytać. teraz tylko kartony. W całej stercie wyróżnia się tylko zeszyt do nut. W całym zeszycie znajduję tylko jedno, zapisane nieporadnym pismem siedmiolatka zdanie:

PELARGONIE NALEŻY PODLEWAĆ WTEDY, KIEDY TRZEBA

Tego zdania trzymam się ostatnio jak brzytwy.

czwartek, 22 września 2011

Sarny

Dwie sarny i koziołek, widujemy się co dwa dni mniej więcej. Podchodzą pod same domy, a w polu dają nam się zbliżyć na dziesięć metrów, potem powoli, na luzie, trochę dla zachowania konwencji uciekają. Nie boją się, gdy jestem na koniu, biorą mnie za część jakiegoś zwierzęcia. Miło z ich strony.

wtorek, 20 września 2011

Jak zostałem Żydem?


Zaczęło się od kirkutu w Raniżowie, tzn. tego, co z niego zostało. Tzn. nielegalnego wysypiska śmieci w miejscu kirkutu. Nie wiem, na czym się skończy.

sobota, 17 września 2011

Tribute to Robert Frost

Chrapanie chrap, łyp okiem i już wiem, że nie jesteśmy sami. Coś patrzy na nas z mgły. na dziki za późno, więc sarny albo dżip gieologów. Gieologi były trzy tygodnie temu. Kasia zgodziła się, żeby szukali u nas gazu. powiedziałem jej potem, że wszystkie historie o Indianach tak się zaczynały, ale już było za późno.

Więc jedziemy dalej. Dojeżdżamy do rozjazdu. W lewo skręcimy, to dojedziemy do asfaltówki w Kupnie. W prawo - do asfaltówki na Sędziszów. Lesie, koniu, to coś we mgle, nie wiem, jak to powiedzieć. Jesteśmy otoczeni.

poniedziałek, 12 września 2011

Punkofolkocośtam

Granie punka w małym miasteczku jest lepsiejsze niż granie panka gdziekolwiek indziej. Granie panka w małym miasteczku jest zawsze folkowe. Jak na przykład grasz w knajpie, w której jest jednocześnie mecz Polska-cośtam, a właściciel, jako że w życiu nie słyszał pankowej kapeli robi obie imprezy naraz. I jedna część publiczności poguje, a druga skanduje ,,obciąć im włosy''. I wszyscy się dobrze bawią.

Albo przyjeżdża kapela z Rzeszowa i czeka godzinę aż przyjdzie więcej ludzi. Tłumaczymy cieciom jak komu dobremu, że więcej ludzi już nie przyjdzie, bo więcej ludzi już tu nie mieszka. Ale nie trafia i przez godzinę siedzimy - my, miejscowa kapela, która gra jako druga  i tym bucom z Rzeszowa za chuja nie ustąpi  i publika. Siedzimy i śpiewamy Barkę, Patryk gra na organkach. I wszyscy dobrze się bawią.

W imię wyższych racji

czwartek, 8 września 2011

Etnografia synchroniczna

Klasyczne połączenie: skarpetki białe+mokasyny. Coraz rzadziej da się zobaczyć w naturze. Mówię teraz serio: jeśli żadne muzeum etnograficzne w Polsce nie ma czegoś takiego w swoich zbiorach, to znaczy, że etnografia dała ciała. Za trzydzieści lat bedzieta se w brode pluły. Ktokolwiek będzie próbował zakumać to,co się dzieje teraz z tzw. tradycyjną kulturą wsi będzie miał niezły zgryz, jeśli będzie miał do dyspozycji tylko to, co kontynuuje XIX-wieczne wzorce, co daje się pokazać obcym, czym da się zapromować gminę.

środa, 7 września 2011

Lansik

Wczoraj po raz pierwszy od miesiąca byłem w mieście. Tzn. jakimkolwiek mieście ze skrzyżowaniem ze światłami..

środa, 31 sierpnia 2011

Hania vs krótkie formy narracyjne.

Jo: Opowiedz mi bajkę. Zacznij od ,,Dawno, dawno temu, żył sobie krasnoludek''.
Haniołek: Dawno, dawno temu był sobie krasnoludek. I był łysy.
Jo: I co?
Haniołek: Nic, bo leń.


Koniec bajki.

czwartek, 25 sierpnia 2011

Tylko kultury, które umarły mogą kozaczyć


Odkąd zajmuję się tą kulturą,słyszę, że jest umarta. Umarnęła i nie żyje. Ale jak patrzę na kolejne byty folkloru,to dochodze do wniosku, że życie po życiu jest gitmajonez.

środa, 24 sierpnia 2011

Lubię, kiedy poeta. Manifest.

Od dziecka kibicowałem Bohunowi, a nie temu mdłemu Lachowi, Skrzetuskiemu, więc lubię, kiedy poeta kozaczy. Lubię, kiedy poeta pokaże kawałek swojego świata. Kiedy zamiast ,,Kobieto, nie wyplataj kwiatów z włosów,
przestań liczyć dni'' powie, że jego baba to jędza, ale on jest dupa i się nie postawi. Kiedy zamiast ,,Światło przenika łzy, podeptana barwa tworzy ścieżkę'' przeczytam, że to, tamto i Afrik Simon rządzi. Lubię, kiedy poeta wie, że gęba to nie szklanka i nie boi się gęby odsłonić chociaż trochę. Lubię, gdy człowiek po drugiej stronie tekstu nie mówi, że mu ,,Sny przepoczwarzą się w białe płótno''. Lubię, kiedy mówi o tym, jak spał gdzieś za mocno, nie wiedział gdzie jest po obudzeniu i bał się, bał. I że zdrętwiałą mu noga i swędziała dupa. Jestem zwolennikiem dupy w poezji.

piątek, 19 sierpnia 2011

Maziarsko Droga


Jest w lesie niedaleko mnie taka droga. Jak obrócimy konia pyskiem na południe i przyłożymy łydkę, to za kilka dni znajdziemy się w Rumunii. Kusi mnie,oj kusi. Ja już za stary, ale przed moimi dziećmi jeszcze wszystko stoi otworem. O ile będzie je ciągnąć na wschód, który u nas zaczyna się na południu. 

Fot. Szymek

niedziela, 14 sierpnia 2011

zagubione jagnię

Wychodzę rano posłuchać, czy się pasą i nie. Meczenie od sąsiadowego podwórka. Biegnę i widzę, że baranek wpadł do odkrytego szamba sąsiada. Oparł się o coś nóżkami, wystaje mu głowa nad powierzchnię i to ta głowa tak meczy. Wyciągnąłem za rogi, dobrze, że już mu urosły. Zagoniłem owce do stajni. Ale baranek nie dobiegł, zagubił się po wyciągnięciu z tej gównianej sytuacji. Narzuciłem tylko roboczy polar. Poszedłem, wziąłem go na ręce i zaniosłem do reszty.

Chodzi mi o to, że gdybyś pisał/a jakąś piątą ewangelię, chciałbym, żeby ta przypowieść się w niej znalazła.

czwartek, 11 sierpnia 2011

555 - miota poezją jak szatan


Miliony czytelników tego bloga zapewne nie sypiają po nocach zachodząc w głowę, jak było w piątek. Dzięki uprzejmości Szymka i Jego zdolnościom obsługi komputera mota i słuchojta:

555+Piotr Jemioło

Skład:

Piotr Jemioło - wiersze
Mateusz Styga - djembe
Szymon Węglowski - drumla, didjeridoo, kij deszczowy, perkusjonalia
Janusz Radwański - bongosy


poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Winnetou i kac rusińskich strażaków. Eastern.




Winnetou i kac rusińskich strażaków. Eastern. 


Każde odpalenie silnika w tym wieku to małe święto,
więc weselmy się w tym dniu, który uczynił nam Pan.
Tym bardziej, że jedziemy po smutek, ale o tym sza.
Na razie dzieci przykute do fotelików zsuwają się po
stromych drogach w sen. Ekspres ,,Szczała Południa''
przecina Gorlice na czerwonym. Prawie
żółte, więc uznajmy, że się nie liczy. Są wazniejsze
prawa, którym się poddamy.
Że śpiewając o miłości w nieznanych sobie mowach
najbardziej zbliżamy się do prawdy. Że grając na ulicy
trzeba wrzucić na farta monety wycofane z obiegu.
Niech będzie jasne, że naszego bogactwa nie da się policzyć .
Ten i parę innych wybiegów (co jakiś czas chowaj grubsze,
patrz ludziom od czasu do czasu w oczy) mylą nasze tropy.
Już się nie musze przetłumaczać ze swojego języka.
Gdybyśmy mieli konie, ślady ich kopyt byłyby
głębsze o ciężar dziecięcego braku zdziwienia hojnością,
z jaką dostajemy dźwięki. Do takich należy Republika Słowacka,
Łemkiwszczyna i parę innych miejsc. Wszędzie tak właśnie chciałbym wejść:
bez dokumentów, bagażu, biorąc wszystko za przewidywalną,
oczywistą rzecz nie do uwierzenia. Koni brak.
Bez śladów wycofujemy się nocą przełęczą w dół w stronę Małastowa.
Nieprzyjemnie syczą słowa szeptane przez łatane niedawno hamulce,
więc nie sprawdzę, czy w dole w ciemności majaczy garb cerkwi.
Kurs na północ. Nie wiem, czy ona tam jest. Watpię. Mam to już we krwi. 

czwartek, 4 sierpnia 2011

555 - cd

Skrzynkę mejlową zawaliły mi pytania o to, jak należy się na jutrzejszo impreze ubrać.

To impreza poetycko-kulturalna,więc obowiązuje strój wieczorowy.

Piżamy.

środa, 3 sierpnia 2011

555 na bruku

A dzisiaj były przygody. Dzisiaj dyrektor Domu Kultury wyrzucił zacny projekt 555 z powodu niewypełnionych papierów na ulice, nie zważając na to, że jako pierwsi w kolbuszowskim ośrodku etnograficznym (w całej historii jego!) przygotowujemy recytację wierszy z akompaniamentem bębnów, drumli, kija deszczowego i takich tam. Wiekopomność tej chwiłi nie dotarła najwyraźniej. Pograliśmy trochę na Rynku, posłuchaliśmy Pana Żula domagającego się polskiej kultury i żebyśmy przestali sprzedawać Polskę za bambusy, po czym przygarnęła nas biblioteka.

Kolbuszowa to takie dziwne miasto, w którym na bębnach można pograć w czytelni, a nie można w sali muzycznej Miejskiego Domu Kultury.

Piątek mnie Przeraża Ogromnie.

wtorek, 2 sierpnia 2011

Interpretacje

Dzielny Wojciech Wencel w niedzielnym Gościu Niedzielnym  pyta, czy poezja po Smoleńsku jest możliwa. Na szczęście zaraz odpowiada, że tak. Z niekłamaną ulgą wracam do poezji na tym blogu. 

Szukałem drugiego wiersza w Wyborczej, żeby go zalinkować. Żeby móc po latach się chwalić w lokalnych klubach Gazety Polskiej, że dawno,dawno temu, to mi Wyborcza nawet puściła dwa wiersze z motywami religijnymi (tu uszami wyobraźni słyszę zachwycone westchnienia urodziwych młodych członkiń klubów, z powodu iż kozak ze mnie nieprzeciętny). 

Linka nie znalazłem, znalazłem za to interpretację tego wierszyka zrobioną przez JArosława Klejnockiego. To fajna interpretacja, bo choć kompletnie rozmija się z zamierzeniami moimi (czy ja kiedyś myślałem o Szopenhałerach jak pisałem? Jej Bohu!), nie jest nadin terpretacją, tzn. Klejnocki trafia w obszar, do którego moja pisanina ma odsyłać. 

To wierszyk:

Mt 2, 13 – 14

tę ucieczkę będzie powtarzał jeszcze wiele razy,
zmieniając tylko szczegóły, czasem śnić mu się będzie
rżenie koni i zgrzyt metalu, czasem szum silników
i gwizd powietrza w lotkach, najważniejsze będzie jednak
zawsze takie samo – niejasny cel przed sobą, konkretny
koszmar za sobą, brak wody do wyprania pieluch i nocne zimno.
jeszcze o tym o tym nie wie, ale właśnie ustanawia najważniejszy sakrament –
kołysanie dziecka tak, by nie wiedziało, że ucieka.

A to interpretacja Jarosława Klejnockiego:


,,Radwański uniwersalizuje świadomie kontekst ewangeliczny: jego liryczny ojciec słyszy zarówno dźwięki towarzyszące tradycyjnej podróży (konie, brzęczenie metalu), jak i dźwięki charakterystyczne dla rozruchu odrzutowych silników transatlantyckich aeroplanów. Zatem: to, co dawne, znów dzieje się – powtarza się dziś; znów i znów.
I to, co stało się niegdyś udziałem Świętej Rodziny, staje się również naszym udziałem, choć przecież żadnej rzeczywistej ucieczki nie musimy przedsiębrać (a jeśli już do Egiptu, to co najwyżej na wczasy do Hurghady czy Sharm El – Sheik).
Ale tu nagle wypada sięgnąć po lekturę pism Artura Schopenhauera czy – głębiej – Sorena Kierkegaarda. To wszak oni nauczali, że życie człowiecze jest ucieczką: od troski, bólu, cierpienia i – wreszcie: uwikłania (kwestię uwikłania rozwinęli już później postmoderniści, rozważając problematykę zaangażowania i odpowiedzialności jako kwestii uwikłania o charakterze obciążenia jednostkowej osobowości, która dąży wszak – według nich - ku wolności własnej).
Radwański pisze swój wiersz, tak go czytam, w obronie odpowiedzialności i zaangażowania. Ale przecież nie politycznego przecież, tylko empatycznego.
Jeśli życie to rodzaj ucieczki (od, jak powiedziano: troski, cierpienia), to, według poety, zostały jeszcze obowiązki. A te dotyczą dzieci: one jak najpóźniej powinny zostać wprowadzone w świat tych wszystkich naszych uwikłań. Trzeba je zatem kołysać dopóki można, powiem więcej – trzeba kłamać, dopóty da się, by dziecko nie wiedziało jak to wszystko wygląda.
A w tej pracy jesteśmy samotni, nam żaden anioł już nie podpowie co mamy czynić.''
Całość
http://klejnocki.wydawnictwoliterackie.pl/

Słownik Haniołkowo-polski

okocić - czas, dk; owinąć coś a. kogoś kocem. Okociłam Mizerię, Kortez, zaraz ciebie okocę.

piątek, 29 lipca 2011

O człowieku, co się bitom nie kłaniał

Z rana zostałem rozwalony tym nagraniem. tekstu nie poznałem, a mój. Autorem muzycznej rozpierduchy jest Mogwai (http://mogwai.digart.pl/).




P.S. Jak widać, nauczyłem się dodawać linki na bloggerze. Stary człowiek i może. 

środa, 27 lipca 2011

ogłoszenia parafialne

Szanowni podróżni, Księga wyjścia awaryjnego zwiększa opóźnienie o czort wie ile. jako rzecze Radek, jakoś do wiosny 2012. Za opóźnienie przepraszamy, jednocześnie informujemy, że może ulec zmianie.

pospolite ruszenie

5 VIII o 5 po południu, w piątek Piotrek Jemioło czyta w kolbuszowskiej bibliotece wiersze. W trans wprowadzać będzie projekt 555. Nie jestem jeszcze  pewien, w jakim składzie, z grubsza wiemy, co gramy, nikt nie wie jeszcze do końca, na czym.

Na panów!

Insurekcja insurekcją,rabacja rabacją, a o fryz dbać trza.

wtorek, 26 lipca 2011

Na Watri my buły

Słowiańska Wieża Babel. Języki pomieszane, ale wszyscy się rozumieją. Byli Hudacy.Były Dosbajki. Był inny świat, z którego smutno było wyjeżdżać. I ja tam byłem, czystą wodę piłem, bo prowadziłem.




A Hania nie mogła się oderwać od koncertu.



Po co Jezusowi miecze?


Kojarzycie to miejsce Ewangelii, w którym Jezus pyta uczniów, ile mają mieczy, a oni opowiadają, że dwa? I Jezus mówi, że wystarczy. Jeden z tych mieczy Piotr wyjmuje, żeby uciąć ucho słudze w Ogrójcu. Miecz był po to, żeby Jezus nakazał Piotrowi go schować. Drugi był po to, żeby na kartach Ewangelii nie miał być już użyty.



Krzyżaki

Jest i taka wersja tej historii, w której Jeszua zostaje kapelanem
Legii Fulminata. I to jest ta wersja, która mija się z prawdą
o ćwierć włosa. Przeciwdziecięce są układy symboli z tym,
w co celują, gdy nikt nie widzi.
                                             Więc skupiamy się na tym,
co pod ręką. Patrzymy, jak idzie powoli pajęczyca krzyżak
wielka jak mirabelka do trzmiela. Tak, drogie dzieci, tak się umiera
w tym bardzo nie naszym, owadzim świecie. A wiecie, że jad
krzyżaka rozpuszcza ofiarę od środka? Gdy trzmiel przestanie się szarpać,
jego też to spotka, na razie pajęczyca boi się maleńkiego żądła.
Tak, dzieci, tak to wygląda: daremna szarpanina, a jednak
zezują rozbieżnie oka sieci i ugina się promień światłości,
co już zaczynała świecić. Cudzik na miarę trzmiela i potrzeby dzieci,
kawałek patyka drze sieć i włochate ciałko rozkleja skrzydełka.
Pająka wynoszę we wierzbę. Wiara małych jest zbyt wielka, żeby
Nie pękła pod naporem walczącego o życie motyla czy pszczoły.

Ja widzę, jak na goły garb wzgórza wjeżdża ala arabskiej konnicy,
słyszę jak setnik pokrzykuje, liczy jeźdźców. Widzę, jak kapelan
podchodzi do stojącej kłody, podnosi kropidło, drewno pije wodę.

piątek, 8 lipca 2011

Cudowne dziecko dwóch, hm, no, tego...

... lokalnych frików. Gdybyśmy nie mieli pracy, bylibyśmy wioskowymi głupkami. A że mamy stałe dochody, jesteśmy ekscentrykami. A jako wiejscy ekscentrycy, maczamy paluchy w takich rzeczach:

http://www.tvp.pl/rzeszow/kultura/spotkanie-z-folklorem/wideo/jak-hudacy-z-lesiakami/4840446

Hudacy, Lesiaki i kawałek Górniaków. To, co tradycyjne, lasowiackie tygrysy lubio najbardziej.

wtorek, 5 lipca 2011

Słoniu, ale tupiemy

Wrzuciliśmy z Williamem Blakiem parę rzeczy do Frazy: http://fraza.univ.rzeszow.pl/ ; http://fraza.univ.rzeszow.pl/numer/nr71-literatura_1.php

Miksy

Lubię takie zderzenia, no lubię.

Wrażenie

Stary jestem, a jeszcze umiem zrobić niezapomnaine wrażenie na młodej kobiecie niebędącej Kasią.

A było to tak:

Miejsce akcji:

bezludne połacie Płaskowyżu Kolbuszowskiego

Osoby: Ja ( w tej roli ja) i Młoda Autostopowiczka (w tej roli młoda autostopowiczka).

MA: Dziękuję
J: Podziękuje pani, jak dojedziemy.Mam coś z hamulcami.

Kasia mówi, że biorąc ludzi na stopa powinienem brać pod uwagę, że ludzie mają różne typy poczucia humoru. Noł faking łej.

wtorek, 14 czerwca 2011

Babciu, tu czytam

O,tu:

I tutej tyż.

http://www.dwutygodnik.com/artykul/2276-wiersze-konkurs-dwutygodnika-i-nieszuflady.html

Timur i jego drużyna

I że wiecie,flaga unii jest kulista, bo to symbolizuje doskonałość.I nie ma symboli religijnych, żeby nikogo nie urażały. Nie dosłyszałem, po co są gwiazdki. Po cośtam zapewne, dają unijnej fladze +12 do zajebistości.

Czy jest coś poza porządnym częstokołem i kosą na sztorc, co może uchronić moje dzieci przed praniem mózgu w szkole?


wtorek, 7 czerwca 2011

Z rzyci doktoranta

Jak widać, mieszkam na dalekim wschodzie:

I jako mieszkaniec dalekiego wschodu wstałem o 5. Wypędziłem chudobę na pastwisko, wyrzuciłem gnój, nakosiłem zwierzętom trawy (trowy żem gadom nasik). Potem na PKS do Rzeszowa, na siódmą. Potem Rzeszów-Kraków, 3h. Potem na Grodzką zanieść podanie (zwrócić się z uprzejmą prośbą, prośbę swą umotywować ,uprzejmie poprosić o pozytywne rozpatrzenie). Potem na Gołębią wziąć kartkę z podpisem celem jej zaniesienia z jednego budynku do drugiego. Potem na pociąg Kraków Kolbuszowa. Potem rowerem z Kolbuszowej na Górną. W sumie poświęciłem 13 godzin mego młodego jeszcze (choć nie w nieskończoność przecież) życia dla załatwienia spraw, które w świecie idealnym załatwiłbym dwoma mejlami.

czwartek, 2 czerwca 2011

Żurawli

Żurawli

Powietrze faluje od klangoru, drży serce dziecka,
głos idzie od południa, jeszcze ich nie widać. Wreszcie pierwsza strzała
wymierzona w północ sunie nad dachami, jakby się miała zatrzymać.
Zmęczone sylwety odrywają się od czoła na koniec i prą dalej.
Franek ucieka na ręce, ale wciąż patrzy na nie.
Kolejne klucze wylatują znad lasu. Wielkie V pokazywane
tysiącom kilometrów i szmatowi czasu, który razem z nimi zatoczył pętlę.
Więc można wygrywać, i to pięknie: zająć całe niebo i drganiem krtani
nadawać wiadomość o tym, że za nami i przed nami jest jeszcze
coś do przystania. Horyzont cały w żurawiach, dziecko drżące w śpiewie.
Jest coś, co te klucze otwarły, o czym jeszcze nie wie.  


wtorek, 31 maja 2011

Na granicy iluzji

Najdziwniejsze w kręceniu filmu było poczucie zamiany miejsc - do tej pory ten świat był w mojej i Jarkowej głowie, teraz było na odwrót - to my znaleźliśmy się w tym świecie. Tzn. ja trochę w środku, a jednocześnie trochę z boku, bo byłem za granicą iluzji, czyli za kamerą. Trochę jak na progu izby w Weselu, o. Czyli jak w
życiu.


Bułhakow w Powieści teatralnej pisał o wszechogarniającej zajebistości powoływania do życia światów. No i rzeczywiście, są mrówy na plecach, gdy się okazuje, że wiązka archetypów i znaków tajmsem dwunastką przez chwilę wygląda jak jakiś równoległy świat. 



Bo może i jest jakiś równoległy świat, w którym galicyjski kocioł nadal buzuje mieszając melodie i języki odwrotnie niż przy Wieży Babel - tworząc jakiś wspólny prajęzyk, jakiś rusińsko-cygańsko-polsko-rumuńsko-niemiecki język Adamowy. Nie wiem, co bym robił w tym świecie. Wizja bycia uczniem uczniów Dawida z Lelowa wydaje mi się najfulwypaśniejsza. 




piątek, 27 maja 2011

Idole

A to idole Hani. Niby dobrze, niby lepsza kapela Raniżowianie niż GG Alin czy inny Marylin Manson, zwłaszcza w wieku trzech lat. N'ale z drugiej strony - większość znanych mi kapel rockowych nie dorównuje Raniżowianom jeśli chodzi o rock n'rollowy styl życia. Na razie obserwuję tylko rozwój sytuacji. Jeśli Hania chwyci kiedyś za akordeon albo klarnet, przyjdzie czas na obawy.