sobota, 7 lipca 2018

Kalenberek-podsumowanie

O. pyta, i to zupełnie serio, czy można pogodzić się z porażką. ja jej odpowiedziałem też zupełnie serio, ale to na falach privu, tam, gdzie nikt nie zagląda jeszcze bardziej niż tutaj.
I jakoś tak z myślenia nad odpowiedzią przeszło mi się do podsumowania roku życia książki i mojego, bo to Kalenberkowi stuknie niedługo rok, a mnie trochę dłużej.

Przez ten rok książka doczekała się czterech dobrych recenzji i jednej sympatycznej wzmianki, a też i jednej rozmowy. Cztery razy czytałem ją na żywca - Warszawa, Kraków, Rzeszów i Mielec. Jak na polskie warunki - i tak nieźle.

Kalenberek ugruntował moją pozycję w niszy chłopacy z zadupia piszący rymowanki o dzieciach i wierzętach. Nie jest to może jakaś szczególnie prestiżowa nisza, ani też specjalnie oblegana przez kolezenstwo po piórze. Ale, do licha, jest moja i na tyle, na ile mogę, będę się po niej rozglądał. Tyle, ile się da w niej zrobię, potem wrócę do chałupy i obiore ziemniaki. Bo nisza niszą, sztuka sztuką, ale ziemniaki ziemniakami.

Tak to mniej więcej widzę, droga O., z tym godzeniem się.

piątek, 15 czerwca 2018

Jak zrobić muzykę ludową

Więc to było tak: Jan Cebula grał na skrzypcach oberka. Ja się go nauczyłem na harmonijce, oczywiście, prościej i inaczej, bo jednak inne dźwięki dobrze leżą na skrzypcach, a inne na harmonijce - np. przejście z E na Fis na skrzypcach to jeden ruch palca, na organkach diatonicznych to już konieczność wykonania podciągu, a na tremolo w stroju C tego dźwięku ni ma. Po roku od grania z Cebulą zagrałem go Wojtkowi, jageśmy grali w składzie: akordeon plus basy. Oczywiście zagrał go inaczej, a do tego doszła ogrywka improwizowana, bo przy próbach nauczenia się ogrywki pierwotnej taka się zrobiła. W efekcie powstał oberek podobny do wyściowego, ale inny, nowy, taki z 2018. Ale jakby co, to moje dzieci wiedzą, że jeśli za 70 lat jaki badacz wsi będzie je pytał, mają iść w zaparte, że na Kalenberku grali go, odkąd pamiętają. Z resztą to jest mniej więcej prawda. 
Badacze wsi uwierzą, bo, umówmy się, badacze wsi szukają takich rzeczy, a jak czegoś szukają, to i zawsze znajdą. Tylko Wy będziecie wiedzieli, jak jest naprawdę. 

poniedziałek, 11 czerwca 2018

Jak odnaleźć sens życia za pomocą warsztatów zdobienia serów kozich

Dużo ostatnio myślę o sensie wszystkiego. Na przykład sensie warsztatów tańczenia kozich serów i wędzenia oberków. Przerabiania starych stodół na nowe agroturystyki. I tak dalej.
Że to wszystko wynika z tęksnoty za niezapośredniczonym, prawdziwym doświadczeniem. Tęsknoty niemożliwej, bo ze stanu samoświadomości i kompetencji kulturowych przefiltrowujących każde doświadczenie przez teksty kultury nie da się wyjść ot tak, po prostu, zabrawszy swoje zabawki, płaszczyk i czapeczkę. Człowiek z przebodźcowanym mózgiem nie jest w stanie już siedzieć i po prostu patrzeć w trawę przed sobą, którą zjada jego krowa.
W sumie jest to coś w stanie kultu cargo - w kulturze, w której siedzenie i patrzenie albo po prostu siedzenie i doświadczanie rzeczywistości było możliwe, wędziło się oberki i tańczyło kozie sery, spało w stodole nieprzerobionej na agroturystykę. W związku z tym wytwarza się w ludziach przekonanie, że jeśli będa odpowiednio długo wędzić oberki, to będą mogli też siedzieć i patrzeć i tej rzeczywistości doświadczać tak se ło. 
Może i tak, może i nie. Oberki same w sobie są tylko ruchem po kole, podobnie jest z tańczeniem serów kozich. I jedno, i drugie to jest nic bez całego zaplecza, wyrwane z kontekstu są tylko robieniem kółek i dymieniem, albo robieniem kółek z dymu. Zaplecze tego całego wędzenia stodoły i spania w oberku jest wizja świata, w którym są rzeczy ostatecne, sąd, niebo i piekło, dlatego to, co się robi, choćby było to głupie tańczenie koziego sera, ma znaczenie, dlatego rzeczywistość sama w sobie jest wystarczająco cieakawa, bo za nią się chowają rzeczy wieczne i nieodwołalne. 

Nie wiem, czy da się do tego dotrzeć przez wędzenie oberków. Możliwe, ale na pewno nie przez samo w sobie. Pamiętajcie o tym, tańcząc sery. 

piątek, 18 maja 2018

Po co czytać wiersze, czego to uczy i w ogóle.

Miało o tym być w notce poprzedniej, ale poprzednia miała być bardziej informacyjna i marketingowa, bo, wiadomo, trzeba robić propagandę, ma być frekwencja i tak dalej. No bo frekwencja jest miernikiem czegoś na pewno, kiedyś się dowiemy, czego. Kiedyś będzie nam to ukazane, na razie robimy frekwencję, bo tak. 

A miało być w tej notce o tym, czego mnie nauczył Radek Wiśniewski. A nauczył mnie między innymi, żeby nie pić niczego z lodówki w pokoju hotelowym, czyli rzeczy bardzo przydatnej, o ile oczywiście jeszcze kiedykolwiek w życiu będę w hotelu z lodówką. 

Ale do ad remu. Spotkanie rzeszowskie z Radkiem przypada w drugiej połowie mistrzostw świata w piłce. Mistrzostwa odbywają się w Rosji. Przypadek? Nie sądzę. Pomyślmy o tym tak, jak pomyślałby Zenon Kałuża, podmiot liryczny ostatniej Radkowej książki. 

Zenon (tak to sobie wyobrażam, to nie Radkowy Zenon, to mój Zenon zinternalizowany, wskutek czytania Radkowego Zenona wytworzony) pomyślałby sobie o olimpiadzie w Berlinie, w 1936. I zaraz złapałby się na banalności tego skojarzenia. A potem zacząłby drążyć. 

Sprawa nie jest taka prosta. Kiedy ogniem pryniesionym z Grecji zapalali znicz w Berlinie, od trzech lat funkcjonował już KL Dachau. Już obowiązywały przepisy ograniczające prawa Żydów. Ale nikomu nie przychodziło jeszcze do głowy, jak to wszystko się skończy. Chyba że ktoś czytał Adolfowego twittera i brał wszystkie wpisy na poważnie. 

Zenon Kałuża zadałby sobie pytanie, jak Putin AD 2018 w porównaniu z Adolfem w 1936 wypada. A wypada nieciekawie. Od czterech lat trwa wojna Rosji z Ukrainą. Nie znamy dokładnej liczby ofiar, najostrożniejsze szacunki mówią o kilkunastu tysiącach zabitych, dziesiątkach tysięcy okaleczonych i ok. dwóch milionach uchodźców wojennych. Od trzech lat rosyjskie samoloty bombardują Syrię. Nikt nie ma pojęcia, ilu ludzi w ten sposób zabiły, nikt po prostu tego nie liczy. 

O jakimś bojkocie mistrzostw nieśmiało zaczęła przebąkiwać Wielka Brytania po tym, jak Władimir Władimirowicz użył broni chemicznej na jej terenie, żeby zabić dwoje ludzi. Bojkot miał polegać, o ile pamiętam, na niewysyłaniu do Rosji delegacji takiej oficjalnej z rojal bejbisami na trybuny. Członkowie rodziny królewskiej będą oglądać mecze  na plazmie w pałacu, żeby Putin wiedział, że nieładnie mordować ludzi. 

Oczywiście nikt nie myśli o tym, żeby nie wysyłać piłkarzy. Każdy z tych facetów to przecież biegająca przestrzeń reklamowa ich dziewczyny to przestrzeń reklamowa, to szansa na sprzedaż rzeczy, to szansa na wytworzenie w ludziach nowych potrzeb posiadania. Nikomu nie opłaca się tej maszyny zatrzymać, zresztą żadnego życia by to nie uratowało, co najwyżej poczucie godności, które bierze się z nazywania morerców mordercami a morderstwa - morderstwem. Nie wiem, czy mając to poczucie człowiek jest szczęśliwszy, niż patrząc, jak jego drużyna wchodzi do jednej ósmej finału. Nie wiem, czy ktoś przeżył obie te rzeczy i jest w stanie porównać. Może Zenon Kałuża wie? Spytam 29 czerwca. 

poniedziałek, 14 maja 2018

Radek Wiśniewski 29.06. w Rzeszy!

Młyny mełły, mełły, ale zmełły. With a little help from my friends (no dobra, Staszek Dłuski ogarnął wszystko) udało się - 29 czerwca Radek Wiśniewski będzie czytał wiersze w Jameson Pubie w Rzeszowie. Będę go pytał o rózne rzeczy. O wiersze też, ale nie tylko. 

Bo z Radkiem to jest tak, że w latach 90. rozkręcił w maleńkim Brzegu Stowarzyszenie Żywych Poetów, które żyje do dzisiaj. I wydawał w małym miasteczku kwartalnik literacki o ogólnopolskim zasięgu i co najmniej środkowoeuropejskim poziomie. I czytał wiersze więźniom. I wciągnął poetów w pomoc tybetańskim uchodźcom i więźniom politycznym zamiast, jak normalny człowiek, kibicować naszym na olimpiadzie w Pekinie. Wydaje książki prozatorskie i poetyckie ludzi różnych zamiast wydawać piniondze. Jeśli jest jakaś przegrana sprawa na tym świecie, to możesz być pewny, że Radek jej kibicuje, co w zasadzie w dużej mierze wyjaśnia jego przywiązanie do poświęcania czasu i energii polskiej literaturze. 

Taki też jest Zenon Kałuża, podmiot liryczny ostatniej Radkowej książki. 

I Radka, i Zenona, będę pytał o to, jak żyć. 

Będzie dużo radości. 

Czekajcie na dalsze instrukcje. 

środa, 9 maja 2018

Jak zrobić wiersz o wsi

A żem z Maćkiem Frońskim i Zytą Bętkowską wiersze oceniał. O wsi. I napisaliśmy po wielu sporach i wielu bronach w plecy i sójkach w bok takie uzasadnienie, preambułę, amplitudę. Wklejam, żeby nie zapomnieć, bo chyba parę rzeczy sensownych tam jest.

Dziękujemy wszystkim uczestnikom konkursu na „Wiersz wiejski”. Wpłynęło 16 tekstów, w tym dwa rymowane wiersze humorystyczne, oraz dwie prozy poetyckie. Po burzliwej naradzie jury w składzie: Zyta Bętkowska, Maciek Froński i Janusz Radwański postanowiło przyznać zwycięstwo autorowi posługującemu się pseudonimem Worlach za wiersz pod tytułem „Ogień”, a dwa równorzędne wyróżnienia – Januszowi Pyzińskiemu za wiersz pod tytułem „Pamiętam” oraz uczestniczce, posługującej się pseudonimem Cytra za wiersz pod tytułem „Zza firanki (Śliwiczki)”. 

W polskiej kulturze funkcjonują przeważnie dwa obrazy wsi, tak z grubsza: sielankowy i groteskowy. Może to być groteska zabawna (vide „Konopielka” Edwarda Redlińskiego), może być i ponura („Dom zły” Wojtka Smarzowskiego), w każdym razie mieszkaniec wsi to albo nośnik tradycyjnych wartości, szlachetny dzikus i wypiekacz tradycyjnego chleba, albo wiecznie pijane półbydlę, co by tylko żarło i ruchało. Dlatego też wieś jest albo sielsko-anielska, albo groteskowa, a najłatwiej o niej mówić, używając zgranego do granic możliwości przeciwstawienia: dobre stare - złe nowe. Niestety w tekstach konkursowych przytłaczająca większość to jest taka właśnie sztampa. Mieszkańcy wsi pieką chleb, robią kartoflankę, piorą kijankami, młócą cepem, a jak już umrą, to ich się kładzie na mogilnik. No niestety, teksty konkursowe stanowią w dużej mierze przykład tego, jak daleko mentalnie od wsi znajduje się współczesny użytkownik języka, piszący wiersze i jak słabo jest owa wieś zarysowana w literaturze. Ten człowiek, który musi dowozić dziecko na zajęcia używanym golfem dwójką, bo pekaesy rzadko chodzą, ten młody chłopak, któremu się CS loguje nocą, bo sieć jest wolna, a alternatyw dla łojenia w CS-a ma mało, bo w domu kultury w jego wsi jest instruktor na ćwierć etatu – oni w tych wierszach nie istnieją. 

Zwycięski wiersz stanowi chlubny wyjątek, bo autor nie uciekł w kliszę, wybrał się w sobotę na wieś, na której, jak jednemu z jurorów powiedziała pewna informatorka w czasie badań etnograficznych ze dwa lata temu, „teraz to jest, kurwa, nuda”. I tę kurwę-nudę czuje się w wierszu. 

Jednakże wśród pozostałych wierszy, mimo że obciążonych grzechem pierworodnym polegającym na tym, że o wsi nie mówią nic (mówią za to o chłopomańskiej tęsknocie za wsią, na której chłop młóci cepem i lata w lnianych portkach, a po pięćdziesiątce zdycha od harówki i ubogiej diety – klisze, klisze, klisze…) jury dostrzegło fragmenty zdradzające wrażliwość poetycką, jak choćby „widziałem śmierć biedronki w wieku dwóch kropek”, „pasły się w trawie dorodne grusze i jabłonie” i „ojciec wciąż klepie kosę i biedę” Janusza Pyzińskiego czy „O! Są koty! Wylegują się na tarasie, nagrzane jak brukowa kostka czy anonimowa trawa” Cytry, by ograniczyć się do utworów wyróżnionych. 

Pozdrawiamy serdecznie wszystkich uczestników konkursu i zachęcamy do dalszych prób. 

A wiersze se można poczytać TUTEJ

czwartek, 3 maja 2018

Jak odwołać koncert

A w Rzeszowie odwołali koncert metalowy. Kto ciekawy, niech pogugluje.

Radość zapanowała na Podkarpaciu, a najbardziej w Kolbuszowej, bo to koncert miał być w klubie zarządzanym przez chłopaka z Kolbuszowy a wiadomo że o ile cudza klęska cieszy, to klęska sąsiada podwójnie, a sąsiada co gdzieś poza grajdołkiem wspólnym coś robi to nawet w trójnasób.

Ale w każdym wesołym tłumie jest ktoś smutny. A u nas to tym kimś na bank będę ja. Nie inaczej jest i teraz.

Bo ludzie się cieszą, a ja sobie myślę.
Myślę o tym, że jest w Rzeszowie ktoś kto może służbom odpowiedzialnym za zdrowie i takie tam zająć się przeszkadzaniem w koncercie.

Myślę sobie ze sa w Rzeszowie służby które zamiast sprawdzać czy nie dostaniesz sraczki w kebabie wchodzą we współpracę z wlamywaczem.
Myślę sobie, że jest teraz w Rzeszowie ktoś, kto zamiast dostać zawiasy za włamanie dostał nagrodę.
Myślę sobie że jest teraz w Rzeszowie ktoś kto wie już że może zrobić wszystko i nie odpowiadać za nic.

Mnie to jednak niepokoi.

poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Jak nosić koszulkę w żołnierzy

Zaiste, lata 90. były miarą wszechrzeczy. Nikt wtedy nie nosił koszulek w żołnierzy - wyklętych czy niewyklętych - bo wszyscy uciekali przed wojskiem. Czy uduchowieni anarchiści, czy pragmatyczni studenci farmacji, czy laureaci olimpiad matematycznych, czy drugoriczne dresy-wszyscy byli zgodni co do tego, że armia to syf i od poboru trzeba się wymigać.

Dziś, kiedy widzę moich rówieśników i ludzi starszych w koszulkach z żołnierzami wyklętymi czy nie, uśmiecham się w duchu, bo wiem, że w swoim czasie robili to, co ja, czyli wszystko, by nie bronić tej jakże ukochanej ojczyzny z tą jakże upragnioną bronią w ręku. A jak młodszych widzę, to też się uśmiecham, bo wiem, że w naszej sytuacji robiliby to samo, co my.

W ten sposób możesz zachować pogodę ducha, bo dzięki latom 90. wiesz, że natura ludzka jednak jest niezmienna i dobra.

wtorek, 17 kwietnia 2018

Jak zostać mówcą motywacyjnym.

W tych wszystkich chwilach, kiedy wydaje ci się, że robisz rzeczy nieważne, a nawet te nieważne, które robisz, robisz co najwyżej średnio, w tych wszystkich chwilach, kiedy wydaje ci się, że wiosłujesz łyzeczką do herbaty przez nieskończony ocean zamrożonej galaretki wiśniowej pomyśl o tych wszystkich ludziach. Pomyśl o nich.

Pomyśl o tych, którzy mówili ci, że nie dasz rady. Że to, co robisz jest bezwartościowe. Że nie zaprowadzi cię do niczego. Że czeka cię porażka za porażką i żadna nawet nie będzie zabawna. Pomyśl o tych, którzy się z ciebie śmiali, o tych, którzy mówili, że się do niczego nie nadajesz.

Pomyśl, że całe to wiosłowanie, każdy ruch wiosła przybliża cię do tego momentu. Kiedy wreszcie staniesz naprzeciwko nich wszystkich. Kiedy popatrzysz im prosto w oczy, wypostujesz się i powiesz:

- Mieliście rację.

Więc nie marudź i wiosłuj.

niedziela, 15 kwietnia 2018

piątek, 13 kwietnia 2018

Kalenberek na jednym biegunie.

Żeby zrobić coś ekstremalnego, można napisać książkę o swoim przysiółku. Maciek Woźniak wspomniał o Kalenberku. TUTEJ można przeczytać, przy jakiej okazji i jak. Pozdrawiam spoza miasta i spoza Europy.

środa, 11 kwietnia 2018

Jak zepsuć sobie dzieciństwo

Moją skrzynkę mailową zapchały pytania od czytelników o to, co zrobić, gdy mimo iż Martin Heidegger był nazistą życie jednak okazuje się byciem ku śmierci?

Ależ z was cielysie mokre. Przecież nic prostszego w takiej sytuacji, jak zepsuć sobie dzieciństwo.

Należy stanąć w postawie luźnej, wyprostowanej, przed lustrem i po lekkiej rozgrzewce (wolne krążenia barków, potem ramion, potem nadgarstwków, potem bioder, a potem, he, he, zatrzymanie krążenia, znaczy rozgrzewkę kończymy) zadajemy sobie pytane:

- A co jeśli gumy Turbo nie były fajnymi rakotwóczymi słodyczami z czadowymi zdjęciami superanckich samochodów tylko narędziem mającym nas skłonić do zinternalizowania norm kultury opartej na ostetntacyjnej konsupmcji i kompensowaniu braku jej możliwości konsumpcją nieostetntacyjną?


poniedziałek, 9 kwietnia 2018

Jak przegrać życie - dla średniozaawansowanych.

Dwutygodnik wydał numer poświęcony porażce. O porażce mówią w nim ludzie, którzy odnieśli sukces, mówiąc o porażce. Prawdziwymi ekspertami od porażki powinni być poeci. Zresztą to, że w debacie na temat przegrywu nikt nie pyta poetów świadczy tylko o tym, że to oni są najlepszymi ekspertami od przegrywu.

Mam 33 lata.

Około połowy życia utopiłem w branży, w której porażka jest stanem naturalnym.

Jedyną marką, której mógłbym być ambasadorem, jest Solpadeina.

Nie wiem, czy można było przegrać to życie fajniej.


wtorek, 3 kwietnia 2018

Maciek Woźniak i czego mu zazdroszczę

Maciek Woźniak wydał książkę Obywatelstwo podwójnego kraju. A w tej książce umieścił wiersz W sprawie naszej pogody.

A w tym wierszu przepiękną, genialną frazę.

Jeśli otworzyć serce/wystarczająco szeroko, żeby przez nie wyjść,/świat będzie mógł wejść tam, gdzie jego miejsce.

wtorek, 27 marca 2018

Jak żyć, będąc piłkarzem

No więc to jest tak, że kopiesz tę piłkę od małego, że zbierasz piłkarzy, że wieszasz w pokoju. A potem jesteś w jakiejś szkółce pilkarskiej, a może cię tylko pierwszego wybierają do składów na wuefie, a potem tłuczes się po boiskach jakiejś piątej ligi, potem czwartej i wszystko idzie dobrze aż tu nagle okazuje się, że na kursie kolizyjnym jest trzydziestka, dla piłkarza emerytalna.  I już ani kierownicą odbić, ani dać po hamulacah, jedziesz jak dziewczyny z TaTu, 200 na godzinę pod prąd. I wiesz już, że poza tę szatnię czwartoligowej drużyny wyjdziesz tylko na boisko tej samej właśnie czwartoligowej drużyny, że to jest, zasadniczo koniec, pułap, że nawet jeśli  gdzieś była ta tajemna ścieżka złota, ten zakręt jakiś ukryty, przeście podziemne do orzełka na koszulce, do lig tych prawdziwych, tych które się ogląda i kórymi się żyje naprawdę, to nie wiesz, gdzie była ani czy była, a nawet, gdybyś wiedział, to już go w nią nie skręcisz, jest za siódmą górą, za siódmą rzeką.

I mimo to wstajesz, poprawiasz nagolenniki, i wychodzisz.

Nie wiem, czy jest większa siła. Nie w tej galaktyce, nie w tej lidze.

czwartek, 22 marca 2018

Z czego składa się życie

Przełożyłem wiersz o tym, z czego składa się życie. Można go przeczytać TUTEJ

W komentarach można przybić piąteczkę mnie albo autorce, ja przekażę.

poniedziałek, 12 marca 2018

Jak wypromować książkę na Podkarpaciu, czyli jak wygląda sukces

Pamiętacie, jak ogłaszałem tutej zbiórkę na książkę m.in. Korobczuka, którą byłem przetłumaczyłem? No to już mówię, jak z tym było. Otóż, osiągnęliśmy sukces. Jest to jednakowoż sukces w wersji polskiej, czyli połowiczny i nie wiadomo, czy gdzieś nas zaprowadzi. 

Więc: książki niedługo trafią do drukarni. W jednej z następnych notek będą fajerwerki i podziękowania, bo to naprawdę bardzo, bardzo dobrze. Ale nie czas jeszcze na fety. Imprea z Ewokami po zniszczeniu drugiej Gwiazdy Śmierci dopiero się szykuje. My na razie jeszcze jesteśmy na etapie tłuczenia kamieniami o potężne nogi maszyn bojowych Imperium. 

Tak więc: jest za co książki wydać. Ale trzeba je jeszcze wypromować. Mediałorkerze, bibliotekarzu, blogerze, listonoszu-gaduło, który czytasz ten post. Dej znać, jeśli chcesz mieć u siebie fajną imprezę/fajne materiały do tekstu. jotradwanski[maupa]gmail.com, 

sobota, 10 marca 2018

10 lat kryzysu

Czytam właśnie Wzgórze Psów Żulczyka. Punkt wyjścia jest taki że główni bohaterowie znajdują się w sytuacji kryzysowej i skrajnej. Są poddani próbie która zagraża wszystkiemu czym są w co wierzą i ich relacjom. Słowem: przeprowadzają się. Do powiatowego miasteczka w Polsce B. Czo ta polska proza to ja nawet nie.

środa, 28 lutego 2018

Rok temu jeszcze byłem młody

Tak paczę po archiwum ty strony i paczę. W chaotycznym materiale widać jakieś prawidłowości dopiero teraz, z oddalenia. Równo rok temu miałem jakąś fazę na przekonanie, że ludzie, którzy robią rzeczy niegodne, męczą się z tym i już-już rychło je zapewne z powodu tego poczucia robić przestaną.
Ten poziom naiwności wypada przypisać temu, że jeszcze rok temu byłem młody.
Albo że jestem idiotą.
Albo jedno i drugie, jedno drugiego nie wyklucza.

No więc tak - można robić rzeczy niegodne radośnie i z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku, czerpiąc z tego poczucie spełnienia życiowego i satysfakcji.

Męczy mnie patrzenie, jak ludzie robią rzeczy niegodne, nie zdając sobie z tego sprawy.

wtorek, 13 lutego 2018

Jak kolbuszowskie getto samo się nie obrabowało.

Muszę na chwilę przywrócić temu blogowi życie i dawną funkcję. A więc - czytasz na Kolbuszowa Lokalnie, a potem czytasz tutaj jak było naprawdę.

A więc fala antypolskiego hejtu w moim wykonaniu wygląda tak, że kilkakroć napisałem że teza z tekstu Andrzeja Wesołowskiego o tym że inicjatorami i wykonawcami grabieży majątku kolbuszowskich Żydów byli  si Żydzi z historycznego punktu widzenia się nie broni. Może i rzeczywiście zohydzam w ten sposób wszystko co polskie, ale zatrzymajmy się nad tym chwilę. Bo może jednak nie.

Z początku byłem myślałem że to jakiś skrót myślowy który Paweł Gałek zamiast z panem Andrzejem obgadać i przerwdagować wyciągnąłbna nagłówek. Ale chyba jednak nie. Więc potraktujmy to zdanie serio.

Nikt na ogół nie pisze ze zlo, jakie spotykało Żydów w gettach bylo dziełem Żydów, bo były w nich żydowskie służby porządkowe. Może na tej samej zasadzie na jakiej nikt nie mówi ze Polacy okupowali się sami w Generalnym Gubernatorstwie, bo w GG była granatowa polska policja (co więcej, złożona z wolnych ludzi, mająca swobodę poruszania i broń palną). Czyli: oba te sposoby ujęcia tematu byłyby równie absurdalne.

Dlatego też w literaturze historycznej nie używa się sformułowań w rodzaju ,,Żydzi ograbili getto',  ,,Żydzi zlikwidowali getto" czy ,,deporowali się do obozów zagłady". Podmiotem tych działań byli Niemcy i dobrze, żeby tak też się o tym mówiło. Chyba że chcemy pewnego dnia przeczytać ze Polacy okupowali Generalne Gubernatorstwo.

O co mogło chodzić z tym, że Żydzi byli inicjatorami rozgrabienia żydowskiego majątku? Tego nie wiem.

Tyle zohydzania wszystkiego co polskie na dzisiaj. Idę spać, mam nadzieję że będę miał sen, w którym będzie można w Kolbuszowej nie zgadzać się z wypowiedzianym przez kogoś sądem i nie będzie to uznawane za atak na wszystko co drogie i święte na tym łez padole.

wtorek, 6 lutego 2018

Weźcie się ogarnijcie, ludzie

Kiedyś przyjdzie jakieś otrzeźwienie. Kiedyś to wszystko się skończy. Zostaną internety, które nie płoną. Serio, nie warto, ludzie.



piątek, 26 stycznia 2018

Na koniec Digarta

Zamykajo Digarta, takie miejsce w sieci, na którym trzymałem czystopisy wierszy i na którym poznałem sporo ludzi, a część tych znajomości przeniosła się do reala i zmieniła moje życie.

Ale, ale. Było to też miejsce ciekawych dialogów. Zanim zakmkną na amen, muszę przekopiować na wieczną reczy pamiątkę najciekawsze.

Nojsampiyrw standardowy, odkrywający moje prawdziwe ja:

,, mogę stwierdzić, iż wszelkie wyższe wartości, które wyznaje nie tylko Naród Polski są tobie tak naturalnie obce, że nie potrafisz ich zrozumieć – czemu się nie dziwię. Twój wstyd, zażenowanie i niemożność pogodzenia się z tym, że w sposób mentalny (jak być może też biologiczny) należysz do innej grupy etnicznej niż my Polacy, sprawia że upust swej żydowskiej nienawiści odreagowujesz poprzez różnego rodzaju komentarze, które odzwierciedlają twoją głupotę, chamstwo i lawinę kompleksów".

I rozmowa, która przywróciła mi wiarę w sens poezji:

cześć mam na imię Kamil
1485***
własnie przeglądam digart
1485*** (8-09-2009 19:07)
przeczytałem twój wiersz
1485*** (8-09-2009 19:07)
zresztą bardzo dobry
1485*** (8-09-2009 19:08)
mam takie pytanie
Ja (8-09-2009 19:08)
?
1485*** (8-09-2009 19:08)
jaki dałbyś slogan reklamowy piekarni
Ja (8-09-2009 19:08)
zajebisty chlebek, zajebiste bułki, zajebistego pieczywa mamy pełne połki:D
1485*** (8-09-2009 19:08)
hahahaha
1485*** (8-09-2009 19:08)
dobre
1485*** (8-09-2009 19:09)
ale tak serio
1485***(8-09-2009 19:09)
coś w stylu "dobry polski chleb"


Śpij słodko, Digusiu.