Zwykle na skrzynkę spamową dostaję przepisy na to, jak schudnąć. Tym razem spamerzy okazali się twórczy i zabawni:. Dostałem mejla o treści:
,,Chcesz stać się jednym z najbogatrzych Polaków"?
Mam zagwozdkę. Nie wierzę, żeby firma, która robi ze skromnych hodowców owiec Polaków najbogatszych (a nawet najbogatrzych) nie mogła sobie pozwolić na przeglądarkę z autokorektą. Przypadek? Nie sądzę. Idzie o coś więcej. Kto wysyła spam? Boty. Ktoś zaprogramował bota tak, żeby udawał człowieka w sieci. Ktoś nauczył bota być nie dość, że nachalnym, to jeszcze i głupim. Następnym etapem będzie bunt robotów, żeby nie było, że nie ostrzegałem.
wtorek, 14 maja 2013
poniedziałek, 13 maja 2013
niedziela, 12 maja 2013
Kocioł na piecu
No mówię, że kocioł na piecu. Przeglądaj internety dalej.
Dzisiejszy kocioł na piecu przypomniał mi historię pieca wyprodukowanego w 1971 roku przez Bydgoską Fabrykę Akordeonów. Pożyczyliśmy go w 2001 z kumplem, żeby zagrać koncert gdzieśtam. Ale od kogo? Nieważne. Piec był wielki i ważył dużo za dużo. Nie dało się go nieść, pchać ani ciągnąć. Zrobiliśmy ściepę na taksówkę. Taksiarz rzucił okiem na naszą zdobycz, jak ją pakowaliśmy do bagażnika. ,,Co chłopaki, piecyk''? ,,No'' - odpowiedzieliśmy i spojrzeliśmy po sobie. Stary, a kumaty, pomyśleliśmy, bo taksiarz był stary, był po trzydziestce na pewno, ludzie w tym wieku nie podejrzewają nawet istnienia wzmacniaczy gitarowych, tak się nam wydawało. Więc szacun dla taksiarza. Jedziemy, jedziemy, dojechaliśmy, wyciągamy pod zainteresowanym żywo okiem taksiarza piecydło wielkie. Taksiarz patrzy, patrzy, wreszcie nie wytrzymuje i zadaje fundamentalne pytanie:
- A dzie tu się wodę podłancza?
czwartek, 9 maja 2013
Swojskie jadło, aż bokiem wyjdzie
Mam alergię na słowo ,,jadło''. Jak je słyszę, czuję posmak ściemy i zapaszek picu. I słusznie, zwykle bowiem za hasłem ,,swojskie/chłopskie/zbójnickie/staropolskie/ jadło kryje się golonka z piwem pasteryzowanym, czyli coś, co chłop/zbójnik/staopolak widział rzadko (golonka) a nawet by nie tknął (pasteryzowane piwo, z kija jeszcze, fuj).
Gdybym wiedział to, co wiem parę lat temu, miałbym lepszy pomysł na marnowanie życia niż przedłużające się studia.
Karczma z prawdziwym chłopskim jadłem.
Kasze. Kasze. Kasze. Żadnych ziemniaków, karpiele, buraki, rzepa. Kasze. Żadnego smalcu. Mięsa mało i drogie. W poście - postny żur i kasza maszczona olejem.
Jaka piękna by to była katastrofa!
Gdybym wiedział to, co wiem parę lat temu, miałbym lepszy pomysł na marnowanie życia niż przedłużające się studia.
Karczma z prawdziwym chłopskim jadłem.
Kasze. Kasze. Kasze. Żadnych ziemniaków, karpiele, buraki, rzepa. Kasze. Żadnego smalcu. Mięsa mało i drogie. W poście - postny żur i kasza maszczona olejem.
Jaka piękna by to była katastrofa!
środa, 8 maja 2013
Wołgi niebieskie mi dej, czyli jak nie czytam Usenki
Chciałbym napisać, że czytam ,,Oczami radzieckiej zabawki'' Usenki. Ale nie. Ni mo czasu, cza czytać mądre mądrości o językach regionalnych, więc podczytuję tylko. Na razie udzieliła mi się Usenkowa ostalgia, chłop ładnie pisze o dzieciństwie w bloku wschodnim. Od dwóch dni mam w głowie trochę tego wyidealizowanego przez Usenkę świata. Gdy więc usłyszałem dzisiaj w sklepie, jak jedna pani kasjerka zagdnięta o fajki przez panią klientkę krzyczy do drugiej pani kasjerki ,,Ej, masz niebieskie Wołgi''? myślałem, że się przesłyszałem, że mój mózg o konsystencji zjełczałego sera pleśniowego (ostatnio przynajmniej) generuje mi klimaty a'la Goodbye Lenin, żeby mi się milej na duszy zrobiło. Ale nie, bo pani kasjerka powtarza ,,Niebieskie Wołgi! Karton cały!" A druga odpowiada ,,Masz te Wołgi!". Znaczy to fajki rzeczywiste jednak. O, te:
Czyli to nie mi się mózg zrusyfikował jednak. To kapitalistyczne, imperialistyczne szlugi się paniom zrusyfikowały. Trochę ulga.
poniedziałek, 6 maja 2013
Wschód jest na wschodzie.
Ziemowit Szczerek powiedział jakiś czas temu, że kulturowy wschód mieszkańcy wschodu zawsze sytuują na wschód od siebie. Czyli - Polacy nie mają wątpliwości, ze wschód zaczyna się w Ukrainie, zachodni Ukraińcy, że na Ukrainie wschodniej, etc.
Mam podobnie - jeszcze pięć lat temu nie miałem wątpliwości, że wschód jest tutaj. Tym bardziej, że pierwszy raz przyjechałem z Księżyców pod Wrocławiem.A teraz - ni hu hu, jaki wschód, panie? U nas? Eee. Chociaż zdaję sobie sprawę, że jak rozmawiam z kimś ze znajomych, których wywiało do dużych miast i narzekam, że mnie ręka boli, bo całe popołudnie strzygłem owce, to po drugiej stronie mejla albo telefonu może to brzmieć dziwnie.
Teraz wschód zaczyna się dla mnie za Sanem. przejeżdżam San i srru - wschód spada w postaciach różnych. Tym razem rekord wschodniości pobiła kapliczka z okolic Sieniawy, z napisem w trzech alfabetach naraz. Nie o to chodzi, że był ten sam napis w trzech różnych wersjach, nie. Szło o to, że pod koniec XIX wieku ludzie tak nie mogli się zdecydować, po jakiemu mówią, że połączyli w jednym napisie alfabet starocerkiewny, ukraiński, a dla pewności ostatni wyraz wyryli łacinką. Może galicyjskość to wyższy stopień wchodniości?
Mam podobnie - jeszcze pięć lat temu nie miałem wątpliwości, że wschód jest tutaj. Tym bardziej, że pierwszy raz przyjechałem z Księżyców pod Wrocławiem.A teraz - ni hu hu, jaki wschód, panie? U nas? Eee. Chociaż zdaję sobie sprawę, że jak rozmawiam z kimś ze znajomych, których wywiało do dużych miast i narzekam, że mnie ręka boli, bo całe popołudnie strzygłem owce, to po drugiej stronie mejla albo telefonu może to brzmieć dziwnie.
Teraz wschód zaczyna się dla mnie za Sanem. przejeżdżam San i srru - wschód spada w postaciach różnych. Tym razem rekord wschodniości pobiła kapliczka z okolic Sieniawy, z napisem w trzech alfabetach naraz. Nie o to chodzi, że był ten sam napis w trzech różnych wersjach, nie. Szło o to, że pod koniec XIX wieku ludzie tak nie mogli się zdecydować, po jakiemu mówią, że połączyli w jednym napisie alfabet starocerkiewny, ukraiński, a dla pewności ostatni wyraz wyryli łacinką. Może galicyjskość to wyższy stopień wchodniości?
środa, 1 maja 2013
Graliśmy w Rzeszowie, czyli jak było?
Więc to jest tak, że się jedzie. I ważne jest to, że są ludzie i jest wspólny cel, i że ten cel jest zupełnie bezsensowny, a to znaczy - czysty. Bo jedzie się tylko po to, żeby przez tych parę chwil było ładniej, żeby świat się przeżywało przez chwilę w jakimś porządku i we wspólnocie jakiejś. I są ludzie i ich emocje odczuwane jak swoje, zazębione światy i takie tam. I przez jakiś czas wiadomo, co trzeba zrobić z życiem, z kawałkiem jego, ano grać trzeba.
A jak wracamy, to na drogę na Górny wybiega paw. Prawdziwy. Samiec pawia, ciągnący ten swój ogon po asfalcie, w biegu na drugą stronę. I robi się zupełnie nierealnie, dokładnie tak, jak być powinno.
A jak wracamy, to na drogę na Górny wybiega paw. Prawdziwy. Samiec pawia, ciągnący ten swój ogon po asfalcie, w biegu na drugą stronę. I robi się zupełnie nierealnie, dokładnie tak, jak być powinno.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


