środa, 31 października 2012

Ciemna dupa kryje ziemię

Jak miałem 15 lat byłem przekonany, że powszechny anarchopacyfizm to kwestia czasu. Że ludzie jednak mądrzeją z czasem, a nie widziałem niczego racjonalniejszego niż powszechne zhipisienie ludzkości.
Ba, martwiłem się nawet, że wywoła to zanik  sztuki, bo byłem przekonany, że tylko sztuka walcząca może zaistnieć. I to nie, i to nie.
Jest sporo sztuki, która może sobie prostu być jako afirmacja bytu, w kontrze do niczego, po stronie istoty świata. Po prostu. Nawet, gdy lew i cielę razem paść się będą, a pantera leżeć będzie z koźlęciem, Dorn z Niesiołowskim, a ministrowie obrony wszystkich krajów będą razem palić zioło w zarośniętych niekoszoną trawą kosz(m)arach, będzie sobie istnieć niezmieniona i wieczna.
Z drugiej strony, ludzie zachowują się kompletnie nieracjonalnie, tzn. nie zostają hipisami. Nawet takie rzeczy, w zasadzie oczywiste, jak wolność słowa czy demokracja opierają się na bardzo kruchej umowie, tak mocnej, jak mocna jest kontrola ludzi nad taką czy inną władzą. To jest najbardziej demoralizujący wpływ mojego zakładu pracy - z bliska widzę, że im niżej w strukturze tzw. państwa, im mniejsza grupa ludzi kontroluje swoich kacyków, tym bardziej dziko się robi. Na poziomie gmin Polski nic nie różni od Białorusi (no dobra, poza brakiem zabawnego akania, ładnego, tylnego a i prześlicznego akcentu iloczasowego),  na poziomie warzywniaka, w którym pan Ziutek zatrudnia dwie osoby na śmieciówki - od Kuby.


niedziela, 28 października 2012

Czy leci z nami maszynista?

Przetworsk to znane z przetworów miasto pod Przemyślem. A w Sędziwszowie Małopolskim dobrze mieć bańkę nafty na głowę.


Nie boję się jeździć nocą. Nie boję się spać w pociągu, gdy ruscy handlarze puszczają na cały przedział tatarski hiphop. Ale jak zastanawiam się, czy wiemy, gdzie jedziemy, ogarnia mnie strach.

sobota, 27 października 2012

Z cyklu: jak zrobić pieniądze: powstanie o lekarzach

Brakowi zdolności kredytowej możemy zaradzić tylko innymi zdolnościami. Tym razem bierzemy sie za scenariusz serialu. Pierwszym krokiem musi być poznanie odbiorcy - wychodzi, że Polacy lubią, jak jest o lekarzach (Na dobre i na złe), jak jest patriotycznie (Czas honoru), albo realia jak są (M jak miłość).
Wystarczy zrobić patriotyczny i realistyczny serial o lekarzach. Nic prostszego.

Scena I

Piwnica jednej z kamienic walczącej Warszawy. Od stołu operacyjnego odwraca się lekarz w zakrwawionym fartuchu. Patrzy na wniesionego właśnie powstańca na noszach. Wzdycha i siada przy stoliku. 

Lekarz: Imię, nazwisko, pesel,, pseudonim, dowód ubezpieczenia...
Powstaniec: Jan Kowalski, 20101178980, Kobuz, a dowód został w punkcie zbiorczym
Lekarz: To nic, pan doniesie do siedmiu dni aktualny druk RMUA albo książeczkę ubezpieczeniową, to nie wystawimy rachunku.
Podnosi się i ogląda nogę Powstańca. 
Lekarz: No, no, nie za dobrze, trzeba operować. Patrzy na kalendarz. Zapiszę pana na 11 października...
Powstaniec: Ale mamy dopiero 4 sierpnia!
Lekarz: Pan wie, jakie są teraz kolejki do specjalistów? Jak nam wczoraj przynieśli faceta z odłamkiem w mózgu, to miał operację na styczeń wyznaczoną, bo neurochirurg taki obłożony. Pan się ciesz, że panu tylko ortopeda potrzebny. Pan poczekasz do października i nogę się wtedy amputuje, nie ma się co spieszyć.
Powstaniec (unosi się gwałtownie na noszach): Jak to: amputuje?!
Lekarz: Normalnie, rachu ciachu i po strachu. No można wyciagać te wszystkie szrapnele i składać kość, ale nie mamy sprzętu i za duże koszty.
Powstaniec: Nie da się tej nogi uratować?
Lekarz: No niby da, Niemcy robią takie operacje, ale to musiałbyś pan prywatnie u nich robić, bo nie masz pan ubezpieczenia u nich, a to jest zagranica i NFZ nie pokryje, trzeba będzie zapłacić.
Wchodzi PowstaniecII, który wniósł Powstańca
Powstaniec II: Nic się nie martw, Kobuz. Strzelec Bohun ma organki, a sanitariuszka Helena grywa na grzebieniu, zrobimy koncert charytatywny i zbiórkę, uzbieramy na leczenie

etc, etc,

Wróżę sukces.

Wiersz o kiblu

Haniołek: Przeczytałam wiersz o kiblu. Że okulary taty mojego wpadły do kibla.




Wczesny bruLion?

piątek, 26 października 2012

Linie

Walka z eurokostką to nie tylko estetyka. To też kwestia dziedzictwa duchowego naszej zbolałej Ojczyzny. Na naszej z Haniołkiem trasie do przedszkola jest już tylko parę metrów chodnika z kwadratowymi, betonowymi płytami. Dzisiaj zdałem sobie sprawę, że i tych parę metrów zaraz wykostkują, więc czem prędzej nauczyłem Haniołka nie stawać na linie. Wyglądaliśmy jak dwuosobowa delegacja ministerstwa dziwnych kroków, ale warto było.Kostka możliwości niestawania na linie nie da.  Kto w dzieciństwie chodził jak człowiek, tzn. nie po liniach chodnikiem z betonowych płyt z łączeniami, które ucinają nogę albo czają się w nich krokodyle, nauczył się ostrożnego stąpania.
Niewiele jest równie przydatnych rzeczy w życiu.

czwartek, 25 października 2012

Oni są oni

W pociągu jak to w pociągu, w Polsce jak to w Polsce, wszystko jest dobrze i spokojnie, dopóki się ktoś nie odezwie albo gazety nie wyciągnie. 




Toruń. 

środa, 24 października 2012

Wiatraki - imperium kontratakuje

W broszurach rozprowadzanych, na wiosnę przez spółkę Aquillo było napisane, że wiatraki turystyce nie szkodzą. Ba, wręcz pomagają, bo, jak pisał anonimowy autor broszurki, wiatraki turystów przyciągają.
Ok, wiatrak stoi. Na nawałę turystyczną już się przygotowałem. Agroturystyka Pod Wyliniałym Hipisem przygotowała nawet dodatkowe atrakcje w postaci szarży na wiatrak z kopią. No dobra, z braku kopii kopię zastąpiliśmy miotłą. Kobyła nie boi się miotły, za kopię nie ręczę. Ale szarża na wiatrak z miotłą jest przecież jeszcze bardziej, prawda?

Czekam.