piątek, 9 października 2015

Wiewiórki

Dom pani Janiny był najpiękniejszy na świecie. Położony przy podmiejskim lesie, otoczony bujnym ogrodem, po którym wesoło harcowały jak języczki ognia wiewiórki. Gdy tylko pani Janina go kupiła, wiedziała, że to będzie jej miejsce na ziemi, taki azyl, w którym można siąść rano na tarasie z kawą i po prostu być tu i teraz, patrząc, jak zmieniają się pory roku, na drzewa, niebo, na figle wiewiórek.
Ta wspaniała symbioza została zakłócona tylko raz. Pani Janina wstała pewnego ranka i, obchodząc pułapki na nornice rozstawione w jej bujnym ogrodzie, zauważyła, że w jedną złapała się wiewiórka. Ze ściśniętym sercem wzięła w ręce kruche ciałko, jeszcze przed chwilą tak zwinne i szybkie, wypełnione życiem aż po rude kępki na uszach, a teraz zimne i zesztywniałe. Ze łzami w oczach zakopała (lepiej byłoby napisać: pochowała) biedną wiewiórkę pod krzakiem jaśminu. Od tej pory widok kwitnącego jaśminowca napełniał ją mieszanką zachwytu i smutku, mieszanką tak piękną, że aż bolesną.
Mijały lata. Pocieszne wiewiórki co roku jesienią zakopywały orzechy i o nich zapominały, wskutek czego każdej wiosny kiełkował nowy orzech i w ogrodzie pani Janiny wyrósł prawdziwy orzechowy gaj - istny raj dla coraz liczniejszych wiewiórek. Z domu do furtki prowadziła wąska ścieżka między zwieszającymi się do samej ziemi gałęziami orzechów.
Pewnego ranka pani Janina obudziła się i stwierdziła, że nie może dostać się do furtki, bo gałęzie orzechowców stały się zbyt gęste. - Ale zabawna historia - zachichotała trochę nerwowo, wykręcając numer komórki męża. Poprosiła go, żeby wracając z pracy kupił piłę łańcuchową i to jakoś ogarnął. Spokój wrócił do ogrodu pani Janiny. Kobieta postanowiła rozkoszować się chwilowym przecież tylko uwięzieniem w orzechowej pułapce. Siadła na tarasie, zaparzyła kawę i patrzyła na zielony pożar, jaki rozgorzał dookoła. W szumiących koronach orzechów wesoło igrały wiewiórcze płomyki. Gdy pani Janina tak siedziała i wpatrywała się w swój cudowny ogród, zauważyła że tuż przy tarasie ziemia jest poruszana, jakby wiewiórki dopiero co zakopały tam jakieś swoje smakołyki. Uśmiechnąwszy się do siebie kucnęła, i rozgrzebała spiżarenkę swoich rudych sąsiadek.  Rzeczywiście, były w niej zakopane orzechy. I, co to? Jakiś karteluszek. Zaciekawiona kobieta podniosła kartkę i rozwinęła ją. Ku swojemu zdumieniu zobaczyła, że na kartce ktoś narysował wiewiórkę, łudząco podobną do tej, która kiedyś złapała się w paść na nornice. Pod portretem ktoś niewprawną ręką nabazgrał (jak wiewiórka pazurem, naprawdę):

NAJPIERW ORZECHY, POTEM TY, SUKO

2 komentarze: