sobota, 30 marca 2013

Przystojny wąż, czyli Chałwa się składa

Haniołek: Ch-a-ł-w-a-z-w-y-c-i-ę-ż-o-n-y-m. Chałwa zwyciężonym?

Jo: To książka z wierszami. tatuś napisał drugą. Podoba ci się?

Haniołek: Nie.

Jo: A jaki byś dała?

Haniołek: Przystojny wąż.

piątek, 29 marca 2013

Zbawienie

*

Wielki Piątek jest w kościele ewangelickim najważniejszym dniem w roku. Nie Wielka Niedziela, ewangelicy kładą nacisk na samą ofiarę. Raz Wielki Piątek spędziłem z ewangelikami, w Ewangelicznej Świątyni Pokoju. To stary zbór z połowy XIX wieku, z racji szczupłości ewangelickiej społeczności w Kielcach (a może nie tylko?) używany przez ewangelików, metodystów, polskokatolików i chrześcijan wiary ewangelicznej, czyli zapewne zielonoświątkową denominację. Nikomu nie przeszkadza to, że jedni uznają kult Maryi, inni nie, że zielonoświątkowcy powstali w Polsce w kontrze do skostniałego według nich kościoła ewangelickiego. Dzielą się zborem. 

**

Tymczasem ukraińska cerkiew prawosławna przebacza i prosi o przebaczenie. Takie sformułowanie znajduje się w liście patriarchy Filareta na temat Wołynia. Jak to w internetach, ludziska komentują. Na fanpejdżu Kresy.pl: ,,Wybaczamy i prosimy o Lwów''. ,,Ja wam nigdy nie wybaczę.'', ,,Ale ja też nie mam zamiaru im niczego wybaczać. Niech spadają za Dniepr!", ,,Kpina! Kaci stawiają się w roli ofiar.'' , ,,Tym ludziom wierzyć nie wolno!''. Etc. 

***

W sumie prawda z tym, że więcej ludzi wierzyłoby w Zbawiciela, gdybyśmy wyglądali bardziej na zbawionych. 

wtorek, 26 marca 2013

Solidarność społeczna, czyli poezja ocala

Szczała Południa rozkracza się w nie tak znowu złym miejscu, bo już po zjeździe z głównej, ale w nie tak też znowu dobrym, bo tuż za tym zjazdem. Więc stoi, drogę tarasuje, kierowcy wymijają, się krzywią, bo miejsce ciulowe, ale nikt nie staje, żeby przepchać ze mną paru metrów do zatoczki. ,,Nie, to nie, krzywcie się dalej, ciule'' myślę sobie i dumając nad brakiem społeczeństwa obywatelskiego i o tym, gdzie się podziała solidarność, i o tym, czy mam przy sobie pieniądze, żeby zapłacić za paliwo.
Ale nie o to idzie, bo to optymistyczna notka. Pieniądze, okazało się, były, więc wracam sobie wesoło z bańką ropy i dumam ja, czemu dawno nikt sie w tym kraju nie spalił, przecież mieszanka wkurwienia, mentalnej chujozy i ekonomicznej bryndzy stwarza wszelkie warunki ku temu. Ja akurat miałem bańkę, ale też inne plany na ten dzień, więc sorry, narodzie, Bułgarii ni bedzie.
Ale miało być optymistycznie. Więc będzie. Leję paliwo,. ale na wszelki wypadek trza obczaić olej, bo olej też się świecił. No to otwieram maskę, wyciągam bagnet, ale, kruca, nie ma w co go wytrzeć. Kurtka wyjściowa, szmaty w samochodzie ni ma. Ale w tym momencie okazuje się, że mam przy sobie egzemplarz Chałwy zwyciężonym, co mi go ze Świdnicy odesłali. Było w co wytrzeć bagnet i można było jechaćdalej. Okazuje się jednak, że poezja ocala.

poniedziałek, 25 marca 2013

Kadry Hadry

Tymczasem na Górnej hartuje się stal i w ogóle. Kapelę Widelanie zawsze lubiłem za uczenie młodzieży, postanowiliśmy być lepsi i zmienników wychowujemy od kołyski.


niedziela, 24 marca 2013

Polska-Ukraina, czyli wyższość poezji nad piłką.

Jo: Co, szósta minuta i już dwa-zero?
Moja Dużo Lepsza Połowa: Widzisz? A ty jeszcze ich poezję tłumaczysz!

Przytyk był, oczywiście, na żarty. Ale czasowo trafiony nieźle. W chwili, gdy nasza wspierana przez Biedronkę reprezentacja brała baty od zbirnoji komandy, kończyłem omawiać z Ljubow Jakymczuk ostateczną wersję jej poematu, Morele Donbasu. Jak zwykle przy takich okazjach zeszło na dzieci. Okazuje się, że nasi synowie mają cóś wspólnego - obaj lubią słuchać ,,Lokomotywy'' i znają ją prawie na pamięć. Są co najmniej dwa popularne w Ukrainie przekłady ,,Lokomotywy'', Ostapa Nożaka i Iwana Małkowycza, oba podbijają serca i uszy dzieci od lat. Wzruszające, bo w takich momentach człowiek uświadamia sobie parę rzeczy. Że wszystkie dzieci są z grubsza takie same, a co za tym idzie - duzi też. Że polska poezja radzi sobie lepiej niż polska piłka (co nie jest trudne), ale nie o to chodzi, że dobra poezja radzi sobie dobrze. I wreszcie, że poezja miewa sens.

Synagoga, czyli a nie mówiłem?

Przed lekturą zadaj sobie, szanowny Czytelniku, pytanie: komu dałbyś 300 tysięcy złotych?

Po lekturze dyskusji Kolbuszowskiego Magla z polskimi Żydami fejsbukowymi mówię, że mówiłem. W dyskusji pojawiło się parę wątków, które przewidziałem. Między innymi ten, że tak mała społeczność, jak polscy Żydzi nie są w stanie utrzymać wszystkich pożydowskich zabytków. Nie zajmą się ,,każdą mykwą, synagogą i domem rabina''. Nic dziwnego, jak pisałem, obiektów pożydowskich w Polsce jest dużo. W samym naszym powiecie jest synagoga, a także cmentarze w Raniżowie, Kolbuszowej i Majdanie Królewskim. Tę liczę można pomnożyć przez liczbę powiatów w Polsce i trochę dodać, bo były miejsca, gdzie więcej zostało. Więcej obiektów i czasami bardziej cennych. Kolbuszowska synagoga nie jest w skali polskiej obiektem wyjątkowym. Jest bezcenna z perspektywy kolbuszowskiej, z perspektywy ogólnopolskiej nie jest szczególnie wartościowa. A takie właśnie obiekty polscy Żydzi starają się ratować, jak na przykład synagoga w Przysusze - starsza i lepiej zachowana. Na ratowanie takich obiektów potrzebne są pieniądze. W niechęci do przekazania kolbuszowianom synagogi za darmo nie ma nic dziwnego ani nagannego. Z naszego punktu widzenia decyzja jest niewygodna, ale z punktu widzenia społeczności polskich Żydów - racjonalna.
Oczywiście, w kolbuszowskiej świadomości zostanie z tego wszystkiego tylko przekonanie, że Żydom zależy tylko na pieniądzach, nie na historii. I wynikające z tego przekonania przeświadczenie, że z synagogą można nic nie robić i zachować dobre samopoczucie.

piątek, 22 marca 2013

Kosmici

To nie jest Napoleon. To jest Podpoleon. 

Franek

Tato, pobaw się ze mną. Ale chwileczkę. Pobaw się policją. Tato, a pobawisz sięęęę? Trzeba korzystać, póki takie prośby padają. Potem, choćby zjadł tysiąc kotletów sojowych i nie wiem, ja się wytężał, będę zgredem starym i, cokolwiek bym nie robił, będę obciachowy. 
Tym bardziej, że jest duże prawdopodobieństwo, że mój syn wyrośnie na kosmitę. Widziałem ich z bliska ostatnio, dzieci w sensie że takie wyrosłe trochę. Fajne, nie powiem. Rzeczywiście, nie czytają. Nawet Harry Potter to dla nich postać filmowa bardziej, niż książkowa - owszem, wiedzą, że książka była, ale jaki sens ma czytanie siedmiu wielkich tomów, skoro jest tyleż samo fajnych filmów? Ale fajne dzieciaki, kumate, kojarzące, z przyzwoitą wiedzą ogólną. Tyle, że książek nie czytają. Nie pojmuję, zaiste. Zawsze myślałem, że żeby nauczyć się jako-tako operacji na języku, kojarzenia faktów, używania ich w dyskusji, selekcji informacji i takich tam, trzeba czytać książki. A tu guzik - wszystko to można sobie wyrobić bez czytania, opierając się na instrukcjach do gier, tekstach z wikipedii, dyskusjach w sieci i przez fesjbukowe czaty, etc. Zawsze myślałęm, że jeśli kiedyś będę pracował w wyuczonym zawodzie, to będzie moja deska ratunkowa, zawsze będę mógł powiedzieć: dzieci, czytajcie książki, bo inaczej dacie dupy na rozmowie kwalifikacyjnej, na pierwszej randce języka w gębie zapomnicie, a mimo wszystko przydatny, nawet sąsiadki z dołu nie obrugacie jak trzeba. A tu guzik. Bezbronny jestem jak rak w czasie wylinki. 
No dobra, można kumać nie widząc w życiu nawet książki, ale empatia, co z empatią. Czy możliwe jest człowieczeństwo bez płakania po Nemeczku? Czy od robotów i pająków nie odróżnia nas głównie umiejętność odczuwania mściwej satysfakcji, gdy dozorcę parku kopie prąd wygenerowany przez zasianych rękoma Włóczykija i małej Mi Hatifnatów? 

No tak że fajne te dzieciaki, tylko trochę z nich kosmici.