sobota, 19 stycznia 2013

Na żywo, czyli z taśmy

Udawałem ja gimbazę, czyli szedłem przez miasto z włączonym odtwarzaczem, bez słuchawek. Ale zamiast polskiego hiphopa, jak tradycja napastowania przechodniów dźwiękami nakazuje, miałem Moskowiadę Andruchowycza. Cóż poradzić, słuchawek nie było, przechodniów prawie też, ale Moskowiada w audiobooku, w oryginale i to jeszcze przez samego autora czytana była jak najbardziej. 
Bo Andruchowycz czyta cudnie, jak diabeł stary brzmi, a do tego z ukraińską fonetyką czyta, choćby polskie przekłady zasuwał. 
W ogóle z czytaniem na żywca to jest tak, że dobrze czytający autor potrafi tekstowi dodać kilka poziomów wypaśności. Np. Adam Wiedemann - czytać lubię, ale bez przesady, a słuchać mogę i słuchać. Jak Wiedemann czyta, to się tekstem bawi, tekstowi się dziwi, czytanie jak nową, ciekawą zabawę traktuje. Gitmajonez. 
Niemniej w kategorii: poeci na żywca wszystkich bije, jak dla mnie, Andrij Ljubka. Chłopak czyta, a czasem z pamięci jedzie. Wierszy nie odczytuje ani nie deklamuje. On je tworzy na żywca. I to tak, że nawet jak dla nieukraińskojęzycznego audytorium czyta, ludzie rozumieją, o co cho. Polecam. 







Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza