środa, 29 sierpnia 2012

Ostatni raz

Dziwne, ale dziadka Stanisława pamiętam jako dziadka tylko. Tzn. nie tyle dziwne, co nieprawdziwe, bo przecież dziadek był dziadkiem niewielką część życia. Całą resztę, od kilkunastoletniego wyrostka po statecznego dziadka właśnie spędził w siodle. A mimo to nie umiem go sobie wyobrazić, jak w zielonym mundurze skacze przez czerwono-białe przeszkody, bo taką scenę widzę tylko w czerni i bieli starych zdjęć. Ani tym bardziej nie wyobrażam sobie, jak dziadek wjeżdża na ogierze do rzeki i dla zabawy podjudza go do walki  z drugim ogierem. No nie widzę go na grzbiecie stojącego dęba w wodzie ogiera tłukącego kopytami i kąsającego innego konia. Tym bardziej, że już jako dziadek to on był najsurowszy, gdy któreś z nas robiło coś głupiego czy niebezpiecznego.
Musiał być moment, w którym dziadek ostatni raz siedział na koniu. Musiał być ostatni raz, gdy dziadek pochylił się w siodle, wyrzucił nogi ze strzemion i zeskoczył na ziemię, już na zawsze. Czy wiedział o tym? Raczej nie. Raczej musiał mieć w planach jakąś następną jazdę, gdy starzejące się ciało dojdzie do siebie, albo po prostu gdy znów będzie okazja.
Tu się kryje przewaga ostatnich razów nad pierwszymi. Owszem, pierwsze są niezapomniane i wyjątkowe, ale też przychodzą zwykle zapowiedziane i wlokąc ze sobą stres i strach przed nieznanym. Ostatnie razy są litościwe, rzadko kiedy mówią, że są ostatnie, a nawet jeśli coś o tym wspominają, to zostawiają nas z jakąś nadzieją.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza